
Źródło: SXC
Jeszcze na początku lipca za dolara trzeba było zapłacić prawie 3,40 zł. Inwestorzy nerwowo wyprzedawali aktywa na rynkach wschodzących obawiając się "taperowania", czyli ograniczenia przez Rezerwę Federalną programu skupu obligacji (QE). To był szczyt lokalnej paniki, która ustąpiła, pomimo ogłoszenia przez rząd demontażu OFE, co negatywnie odbiło się na reputacji Polski w kręgach finansowych.
Mimo to przez ostatnie dwa miesiące kurs dolara spadł z 3,27 zł do niespełna 3,02 zł, czyli do najniższego poziomu od dwóch lat. Wzbudziło to falę spekulacji, kiedy to "zielony" będzie kosztował mniej niż trzy złote. Dla mnie taka medialna gorączka to sygnał nadchodzącej korekty i osłabienia polskiej waluty.
6 powodów, dla których dolar może podrożeć
Po pierwsze, rynek zdyskontował już chyba wszystkie możliwe czynniki stojące za osłabieniem amerykańskiego pieniądza. Spór polityczny w Waszyngtonie, który skutkował 16-dniowym "zamknięciem rządu", raczej nie miał zbyt dużego wpływu na gospodarkę, a cała sprawa została rozdmuchana przez media i Demokratów. To dla Rezerwy Federalnej świetny pretekst, aby opóźnić ograniczanie programu skupu obligacji - analitycy twierdzą, że QE3 pozostanie utrzymane w skali 85 mld USD miesięcznie przynajmniej do końca roku. Ten czynnik, wzmocniony pretekstem - jakim były słabsze od oczekiwań dane z amerykańskiego rynku pracy -najprawdopodobniej jest już od dawna uwzględniony w cenie dolara.
Po drugie, skoro "wszyscy" mówią, że dolar będzie dalej spadał, to... zapewne czeka go umocnienie. Negatywny sentyment do USD prezentują nie tylko media i analitycy, ale także inwestorzy - na początku października długa spekulacyjna pozycja na parze euro-dolar osiągnęła najwyższą wartość od kwietnia 2011 roku, gdy rozpoczął się trwający ponad rok okres aprecjacji dolara wobec euro. Teraz, gdy kurs EUR/USD notowany jest najwyżej od blisko dwóch lat, ryzyko dłuższej korekty też jest wysokie.
Po trzecie, to nie złoty jest mocny, tylko dolar jest słaby. Polska waluta najlepszą część roku ma już chyba za sobą. Od stycznia do końca czerwca złoty tracił na wartości z kilku powodów: ryzyka recesji, gwałtownych obniżek stóp procentowych, konieczności nowelizacji budżetu i zwiększenia deficytu oraz niepewności wobec OFE. Po wakacjach wszystkie te ryzyka przestały odgrywać rolę, co skutkowało umocnieniem polskiej waluty. Tyle że złoty już to wykorzystał i cała ulga, związana z wygaśnięciem wspomnianych wyżej czynników ryzyka, zapewne jest już uwzględniona w kursie.
Po czwarte, para dolar-złoty oraz kurs Koszyka PLN dotarły do silnych wsparć technicznych, które mogą powstrzymać dalszą aprecjację złotego. Od poziomu 3,038 zł kurs dolara odbijał się już trzykrotnie w ciągu ostatnich dwóch lat. Z kolei tuż powyżej 3,00 zł leży wsparcie w postaci 61,8% zniesienia wzrostów z okresu kwiecień 2010 - maj 2012.
14178Po piąte, nastroje na rynkach finansowych są obecnie skrajnie optymistyczne - indeksy sentymentu inwestorów notują od dawna niewidziane poziomy, a S&P500, Dow Jones czy DAX śrubują rekordy wszech czasów. W takiej atmosferze łatwo o korektę, wywołującą wzrost awersji do ryzyka i w konsekwencji umocnienie dolara wobec euro i złotego. Scenariusz ten byłby jeszcze bardziej prawdopodobny, gdyby Fed postanowił znów zaskoczyć rynki i jednak zasygnalizował gotowość do ograniczenia QE3 w bliżej nieokreślonej przyszłości.
Po szóste, rynek zdaje się nie doceniać problemów strefy euro. Mimo utrzymywania nadmiernych deficytów budżetowych, szybko rosnącego długu publicznego i niespłacalnych długów prywatnych zagrażających wypłacalności systemu bankowego, wielu ekonomistów odtrąbiło "zakończenie kryzysu" w strefie euro. Moim zdaniem zdecydowanie przedwcześnie i całkowicie błędnie. O powadze sytuacji świadczy choćby postawa Europejskiego Banku Centralnego, który wyraził gotowość do wznowienia operacji zasilania banków Eurolandu preferencyjnymi kredytami (LTRO). Ponadto silne euro nie podoba się europejskim politykom, dla których jednym z priorytetów jest troska o konkurencyjność (sponsorów ich kampanii wyborczych) macierzystych eksporterów.
W rezultacie otrzymujemy mieszankę potencjalnie wybuchową, mogącą w kilka dni lub tygodni doprowadzić do silnej aprecjacji dolara. Nie zmienia to faktu, że w perspektywie najbliższych kilku lat amerykański pieniądz jest skazana na silny spadek siły nabywczej. Pytanie, kto szybciej będzie rozcieńczać swoją walutę: eurokraci z EBC czy drukarze z Rezerwy Federalnej?
Krzysztof Kolany
Bankier.pl