Prezydent USA Donald Trump ogłosił w środę, że Korea Płd. zamierza zainwestować niemal 200 mld dol. w projekty energetyczne w USA, w tym terminal LNG na Alasce i osiem elektrowni jądrowych. Według Seulu ostateczne decyzje jednak nie zapadły.


Jak oznajmił prezydent, inwestycje, które mają być sfinansowane przez koreański rząd, stanowią część zawartej z Seulem umowy handlowej obniżającej cła dla towarów z Korei do 15 proc. Projekty to osiem elektrowni jądrowych (120 mld), elektrownia gazowa w Teksasie o mocy 6 GW (22 mld) oraz gazociąg i gazoport LNG na Alasce (50 mld).
- Ten kolosalny pakiet inwestycji, który dziś ogłaszamy, to ważny krok w kierunku zabezpieczenia naszego kluczowego łańcucha dostaw energii, zapewnienia amerykańskiej dominacji energetycznej i wzmocnienia naszego partnerstwa z Koreą Południową i całym regionem Pacyfiku bardziej niż kiedykolwiek wcześniej - oznajmił Trump.
Dodał, że Korea Płd. "zapłaci" w ten sposób za obniżenie ceł.
Hub gazowy na Alasce - o którego powstaniu mówi się od niemal pół wieku - ma być głównym portem eksportu LNG do państw Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej, a Seul ma zostać objęty priorytetem w dostawach.
Według ministerstwa handlu USA, koreańskie firmy mają mieć też preferencyjne warunki jako podwykonawcy, a zyski z inwestycji będą dzielone po połowie do momentu, gdy koreańskie nakłady całkowicie się zwrócą.

Mimo szumnego ogłoszenia przez Trumpa, projekty wciąż są we wstępnej fazie i wiele szczegółów nie zostało ustalonych. Ceremonia miała na celu m.in. promocję kandydatury republikańskiego senatora z Alaski Dana Sullivana, którego mandat jest nieoczekiwanie zagrożony w nadchodzących listopadowych wyborach.
Koreański rząd zaznaczył w oświadczeniu, że żadna inwestycja nie została jeszcze sfinalizowana.
"Planujemy podjąć decyzję w sprawie projektu na Alasce po dogłębnej analizie jego opłacalności komercyjnej i innych czynników, zgodnie z odpowiednimi przepisami koreańskimi" - oznajmił rząd w Seulu.
W Korei USA zostają, ale z Iraku znikają. Trump: Wielki dzień
Prezydent USA Donald Trump oświadczył w środę, że opuszczenie przez ostatnich amerykańskich żołnierzy Iraku jest wielkim dniem, a Amerykanie zostawiają ten kraj w rękach wspaniałego premiera, którego on w pełni popiera.
"Dzisiaj mam przyjemność ogłosić, że ostatnie oddziały amerykańskie opuszczają Irak! Minęło sporo czasu, a to właśnie bardzo złe decyzje wpędziły nas w tę trudną sytuację, ale wkrótce stanie się to częścią historii. To wielki dzień dla Ameryki, a co ważne, opuszczamy Irak, pozostawiając mu wspaniałego nowego premiera, Alego al-Zaidiego – osobę, którą popierałem od samego początku i którą w pełni popieram" - napisał Trump na platformie Truth Social.
"Rozpoczęta w 2003 roku za prezydentury George'a W. Busha, kontynuowana w 2014 roku przez administrację Baracka Husseina Obamy oraz Śpiącego Joe Bidena, operacja Inherent Resolve kończy się w 2026 roku pod przywództwem prezydenta Donalda J. Trumpa. Ten dzień to zwycięstwo Stanów Zjednoczonych, zwycięstwo Iraku oraz zdecydowane zwycięstwo nad ISIS, które zostało całkowicie zniszczone przez administrację Trumpa w pierwszej kadencji, wraz z innymi bardzo złymi i niebezpiecznymi graczami. (...) Wyznaczyłem jasną misję, dałem naszym dowódcom narzędzia do jej zakończenia i nie pozwoliłem, by tymczasowa obecność stała się stałą. Miałem wybór: zostać lub odejść i czułem bez wątpienia, że nadszedł czas, by Ameryka wróciła do domu. Premier Zaidi jest wspaniały i mam nadzieję, że poradzi sobie bardzo dobrze. Przyjechaliśmy walczyć z kalifatem, nie ma już kalifatu, wracamy do domu" - dodał.
Wcześniej w środę Pentagon poinformował, że ostatni żołnierze uczestniczący w operacji Inherent Resolve, wymierzonej w dżihadystyczną organizację Państwo Islamskie (IS/ISIS), opuścili Irak. Amerykańska obecność wojskowa w tym kraju rozpoczęła się od inwazji w 2003 roku, której celem było obalenie dyktatora Saddama Husajna. Siły USA okupowały kraj, ustanowiły rząd zdominowany przez szyitów i latami prowadziły walkę z rebelią, po czym wycofały się pod koniec 2011 roku. Jednak niespełna trzy lata później powróciły na prośbę rządu irackiego, by wesprzeć jego siły w walce z Państwem Islamskim. Wyjście amerykańskich wojsk z Iraku zostało uzgodnione w 2024 roku za kadencji prezydenta Joe Bidena.
W ostatnich miesiącach w Iraku stacjonowało zaledwie 2,5 tys. amerykańskich żołnierzy, głównie w rejonie kurdyjskiego miasta Irbil oraz w rejonie Bagdadu. W szczytowym momencie w 2007 roku żołnierzy USA było ponad 170 tys. W ciągu ponad dwóch dekad obecności w Iraku zginęło tam ok. 4,5 tys. Amerykanów. (PAP)
osk/wr/ bjn/ kar/



























































