Z zaciekawieniem obserwowałem Platige Image przez kilka lat, bo jako fan technologii naprawdę wierzyłem, że z tego może być coś dużego. Na szczęście w porę uciekłem z tego tonącego okrętu.
Mnie ostatecznie przekonało jedno — spółka uparcie próbowała „wypełniać nisze”, o których przeciętny widz nawet nie chce słyszeć. Zamiast zaryzykować coś dla szerokiej publiki: serial o piłce nożnej, influencerach, streamerach, czymś popularnym i nośnym… to oni artystycznie odpływali coraz dalej od rynku.
Bo jeśli firma robi produkcję o — cytuję — „wietrze, który wieje w Bytomiu”, to człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to jeszcze biznes, czy już terapia grupowa dla grantodawców.
I właśnie wtedy uznałem, że czas uciekać gdzie pieprz rośnie...