Rząd chce zwiększyć produkcję stali stoczniowej 20-krotnie
Naszym celem jest powrót do produkcji stali stoczniowej na poziomie z 2008 roku, czyli 500 tys. ton rocznie, ale nie chodzi o budowę "wielkich molochów stoczniowych" - oświadczył Marek Gróbraczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej.
Jak wskazał Gróbarczyk, "przed rokiem 2008, czyli przed tymi spektakularnymi zamknięciami stoczni, Polska produkowała blisko 500 tys. ton stali statkowej". "Obecnie jesteśmy na poziomie 25 tys. ton - 20 razy spadła produkcja. Naszym celem jest bezwzględnie powrót do tej produkcji", ale w zupełnie innym wydaniu - powiedział. Tłumaczył, że nie chodzi o budowę "wielkich molochów stoczniowych", ale stworzenie rynku zleceń, który w różnych działach może spowodować bardzo szybki rozwój rynku obszarowego.
Węglokoks alarmuje. Brakuje stali w rozsądnej cenie
Sytuacja na rynku jest dziś bardzo dziwna i trudna dla zakładów przetwórstwa hutniczego, bo wsad możemy kupować w cenach, w jakich importerzy wprowadzają na rynek gotowe wyroby. Liczymy, że to krótkotrwała sytuacja, bo na dłuższą metę żadna firma tego nie wytrzyma – mówi Krzysztof Mikuła, wiceprezes Węglokosu ds. grupy kapitałowej.
Wyjściem z tej sytuacji może być zapewnienie zakładom grupy własnego wsadu, nad czym Węglokoks pracuje. Grupa rozpatruje trzy scenariusze - zakup istniejącej stalowni w kraju lub za granicą, budowa nowej lub silne związanie się kapitałowe z którymś z producentów stali w celu zapewnienia sobie lepszego dostępu do wsadu. Na razie żaden ze scenariuszy nie zyskuje dominującej pozycji – wszystko jest jeszcze na etapie analiz.
... to chyba dlatego dzisiaj wszyscy tak ładnie sypali akcjami.