Nie do końca. W Elektrobudowie konsekwencje takie albo owakie spadły nie tylko na tych co ich zatrudnili. Zatrudniała rada nadzorcza, 5 czy jakoś tak osób, a skutki przeniosły się na niespełna 2 tys., a nawet dużo więcej (rodziny, kontrahenci, zatrzymane inwestycje, itd. ). Skutki w wymiarze społecznym.
Poza tym w naszym bantustanie cała znacząca gospodarka jest już upaństwowiona albo ku temu zmierza, a niepaństwowa w dużym stopniu wyłączona (restauracje, hotele....). Zatem nasi milusińscy o ile są uplasowani w nomenklaturze otrzymają od towarzyszy jakieś kolejne zadanie. "Rozłożyliście towarzyszu fabrykę guzików? Partia ma dla was nowe ambitne zadanie. Od jutra będziecie produkować lokomotywy". Nazywa się to karuzelą stanowisk.
Wolałbym jednak aby już oni za te lokomotywy się nie zabierali. Nawet w gospodarce socjalistycznej szkodzić można mniej albo więcej czy nawet próbowac działać nie czyniąc ewidentnych głupstw (dla firmy ponieważ osobista użyteczność raczej nie cierpiała). Nie wszystkie miasta spuszczaja swoje ekskrementy do rzeki jak Warszawa choć kraj ten sam.
Brak możliwości wyeliminowania takiego elementu z obiegu gospodarczego to nie tylko problem zatrudniających ale niestety nas wszystkich, dopóki żyjemy w komunie.