Germany, obejrzałem ten film od początku do końca (trochę przytrzymał mnie przed kompem...). Już parę minut oglądania nie pozwala go traktować jako rozrywki, dlatego nie miało dla mnie znaczenia jego toporne wykonanie, ze względu na treść, która jest bogata w przekazie.
Film porusza kwestie, które interesują mnie głęboko od wielu lat. Po obejrzeniu pierwszej części miałem ochotę link do niego rozesłać do wszystkich znajomych, których interesują problemy globalne, o co w tym świecie tak naprawdę chodzi itd. W świetny sposób pokazał mechanizm rządzenia światem przez Amerykanów, dokładnie - przez grupę trzymajacą tam władzę. Wiele z tych mechanizmów znałem i obserwuję od wielu lat, a i tak ten film otworzył mi oczy na parę innych... Aż się nóż otwiera... Idea Venus - piękna. Zdawałoby się - jedyna słuszna; logiczna; oznaczać mogłaby stworzenie "nieba" na ziemi. Z jednym mankamentem. Dla mnie kluczowym! - wyklucza religię, a dokładnie Boga wskazując religię jako zabobon - zalatuje mi to jakimś scjentyzmem... W sprytny, iście szatański sposób (diabeł to mistrz mamienia i kłamstwa, byle tylko oddalić człowieka od Boga), wskazując na absolutną samowystarczalność człowieka, eliminację zła na świecie (kto by tego nie chciał), oddala od istoty życia (ziemskiego i wiecznego) w komunii, zależności, współpracy, kontakcie itd. ze Stwórcą. W związku z tym treść jest z mojego punktu widzenia niebezpieczna, a w całości - nie do zaakceptowania. Chyba, że poprzestanie się na pierwszej części filmu, czyli naprawie tego złego świata, rozsądnym gospodarowaniu zasobami, stopniowej eliminacji systemu monetarnego... Ale, czy ktoś jest tak naiwny wierząc, że w tym nowym systemie nie będzie grupy trzymającej władzę? Nie ma takiej możliwości. Człowiek jako istota ma w sobie dobro i zło. I jakiegokolwiek systemu szczytnego by nie stworzono, zawsze znajdzie się grupa osób, która będzie chciała zdominować i wykorzystywać pozostałych, a najlepiej panować nad całym światem...
Nie znaczy to, że obecnego systemu nie należy zmieniać, ale budowanie czegokolwiek bez fundamentu Boga jest tak naprawdę budowaniem na piasku (nawet, jakby to miałaby być nowa "wieża Babel"). Zawsze. Tu nie ma kompromisu.