Sorki, ale Meijers dostał vice dlatego, że oprócz wniesienia do firmy know-how kontaktował się z klientami, bo ma liczne kontakty i zna kilka języków, a przecież lepiej dla relacji z klientem przedstawić się jako vice president niż jako szkutnik-dyrektor. Było to więc stanowisko, które miało mu nadać prestiżu i nie miał się czegoś wystraszyć. Jedyne, czego mógł się bać to odpowiedzialność za coś, o czym jeszcze się nie dowiedzieliśmy. Kluczowe dla tej sprawy jest to, czy posypią się w ciągu najbliższych dni rezygnacje z rady nadzorczej. Jeśli nie, to może to jeszcze nie koniec, jeśli tak, to kaplica niestety.