Tam mieszkam: Sarajewo

zastępca redaktora naczelnego Bankier.pl

W tym roku w Sarajewie otwarto pierwszy w kraju McDonald’s. Ale oprócz czerpania zachodnich wzorców, miasto przesiąknięte jest własną kulturą – kawę piją i papierosy palą tu wszyscy.

O tym, jak i za ile mieszka się w stolicy Bośni i Hercegowiny rozmawiamy z Krystyną Żukowską, slawistką, tłumaczką i pomysłodawczynią pisanego z Bałkanów bloga mojesarajevo.blogspot.com.

Malwina Wrotniak, Bankier.pl: Podobno mieszka Pani w jednym bloku z prezydentem. Dowiedziała się już Pani, co jest powodem jego tam rezydowania?

życie w bośni

Meczet wśród bloków mieszkaniowych w Sarajewie, fot. Krystyna Żukowska

Krystyna Żukowska: Z jednym z trzech prezydenteów Bośni i Hercegowiny, Željkiem Komšiciem, mieszkałam w pewnym obdrapanym socjalistycznym 20-piętrowym mrówkowcu na osiedlu Hrasno prawie 3 lata. Ja się z tego bloku już wyprowadziłam, ale prezydent został. Nadal mnie to dziwi, ale mam kilka teorii na ten temat. Po pierwsze, sama percepcja instytucji prezydenta w Bośni jest dosyć odmienna niż np. w Polsce. Prezydentów jak trzech, każdy naród konstytucyjny ma swojego reprezentanta, który przewodniczy prezydium rotacyjnie (pełni funkcję przewodniczącego po 8 miesięcy).

Prezydenci pełnią funkcję głównie reprezentacyjną, oprócz tego większość swojego czasu poświęcają na działania mające na celu niedopuszczenie, żeby pozostali członkowie prezydium dominowali. Jest naprawdę niewiele spraw, w których prezydenci się zgadzają. A zwykli obywatele, bez względu na narodowość, jednak to widzą. Z przyczyn formalnych jeden pałac prezydencki byłby niemożliwy, na pewno nie chcieli by w nim mieszkać, nawet na zmianę…

Po drugie, akurat Željko Komšić, który przedstawia partię socjaldemokratyczną (bardzo zresztą skompromitowaną), kreuje swój image na człowieka, który mieszka blisko ludzi i tak naprawdę jest jednym z obywateli. Wielu takie dość populistyczne zagranie przyjmuje i bardzo sobie ceni. Ileż to już razy słyszałam np. w taksówce, że Željko to taki dobry polityk, bo nie oddziela się od zwykłych ludzi.

"W mahali nic się nie da ukryć, a anonimowość wielkiego miasta jest czystą abstrakcją"; na zdj. Sarajewo, widok na mahale, fot. Krystyna Żukowska

No a po trzecie, i może najważniejsze, mieszkania w tym bloku, jak i w wielu innych wieżowcach, są naprawdę bardzo komfortowe. Największe mają po 100 mkw, są wysokie, wyposażone, oprócz paru pokoi, w dużą jadalnię z kuchnią i dwa balkony. Nie mają nic wspólnego z polskimi blokami z czasów socjalizmu realnego.

A jak wygląda sama okolica? Bo zwykła Pani mawiać, że blokowiska w Bośni i Hercegowinie nie różnią się znacznie od tych w Polsce, a potem dodawać, że szklane wieżowce są w tym krajobrazie jak intruzi.

Krystyna Żukowska

Sarajewo jest położone w dolinie. Oprócz starówki w stylu otomańskim, która jest spuścizną po imperium tureckim, mamy też architekturę z czasów Austro-Węgier, które również odcisnęły piętno na historii Bośni i Hercegowiny. Wzgórza wokół miasta są zasiedlone domami wolnostojącymi z charakterystyczną czerwoną dachówką. Dzielnice te są zwane „mahalami” i mają bardzo specyficzną strukturę społeczno-architektoniczną, która jest połączeniem miasta i wsi, z uwagi na ściśnięty, odseparowany charakter oraz związaną blisko ze sobą społeczność, uważnie baczącą na życie rodzinne i sąsiedzkie. W mahali nic się nie da ukryć, a anonimowość wielkiego miasta jest czystą abstrakcją.

Trochę dalej od centrum mamy do czynienia z blokowiskami, które powstały mniej więcej w latach 70-tych. Jak już wspomniałam, mimo iż ich zewnętrzna architektura nie różni się od polskiej, ale jednak socjalizm jugosłowiański z jego bardziej ludzką twarzą odcisnął piętno na wyglądzie mieszkań wewnątrz. Warto wspomnieć, że życie towarzyskie w tych blokowiskach tętni. Oprócz sklepów wszelkiej maści oraz punktów usługowych, między blokami lub w obrębie ich samych znajdują się wieczne pełne kawiarnie, restauracje, a ostatnio i puby. Muszę przyznać, że to bardzo miły aspekt życia w Sarajewie, bo sama bardzo lubię na swoim osiedlu wypić południową kawę, gawędząc niezobowiązująco z sąsiadami.

"Odmawiać kawy w Bośni po prostu nie wypada i nawet jeśli nie pijemy jej na co dzień, takim gestem urazimy gospodarzy"; fot. z archiwum K. Żukowskiej

Standard czy wyposażenie mieszkań w jakikolwiek sposób mogłyby nas zaskoczyć?

Żyjemy w globalnej wiosce i tak naprawdę w Europie, nawet tej trochę mniej znanej, nie ma już chyba wielkich różnic w standardzie życia, ale oczywiście co kraj to obyczaj i w Bośnia też czasami zaskakuje.

W tradycyjnym boszniackim domu zobaczymy wyposażenie w stylu tureckim-otomańskim, czyli salon z długimi twardymi sofami, które ciągną się od ściany do ściany oraz niskim stołami, przy których sączy się gotowaną w mosiężnych tygielkach czarną i gęstą jak smoła kawę. Pięć razy dziennie, słychać też, niezależnie od tego gdzie się mieszka ezan – wezwanie na modlitwę do meczetu. Szczególny efekt daje w blokowiskach, gdzie śpiew muezina odbija się od betonowych płyt i zwielokrotnia.

Porozmawiajmy o codziennym spektaklu, jaki rozgrywa się w tych budynkach. Wstaje się rano i...? Pali, pije kawę, a potem drugą? Podobno Bośniacy ‘kopcą’ na potęgę i rytualnie wręcz piją czarny napój.

Jak już wspominałam, kawa to podstawa. Czarna, gęsta, najlepiej świeżo zmielona w ręcznym młynku, gotowana w mosiężnym tygielku – dżezwie. Kawę pija się w Bośni tak często, jak w Polsce herbatę, która z resztą jest tu uważana za napój dla osób przeziębionych lub mających problemy z żołądkiem… Kawę piją już małe dzieci, ale jej proporcja w stosunku do mleka jest oczywiście odwrotna, tzn. zawiera więcej mleka, niż kawy.

Ponadto odmawiać kawy po prostu nie wypada i nawet jeśli nie pijemy jej na co dzień, urazimy gospodarzy odmawiając chociaż jednej filiżanki.

"Życie towarzyskie w blokowiskach tętni. Oprócz sklepów wszelkiej maści oraz punktów usługowych, między blokami lub w obrębie ich samych znajdują się wieczne pełne kawiarnie, restauracje, a ostatnio i puby"; fot. z archiwum K. Żukowskiej

Kawę należy pić nieśpiesznie, zagryzając grubą ciosaną kostką zbitego cukru pudru. Kawę należy także dolewać sobie z dżezwy, dopóki się nie skończy. Odpowiednie do kawy są też ciasteczka lub tradycyjne słodkie galaretki rahat lokum. A jak już pije się kawę, to oczywiście pali się papierosa. Palą wszyscy i niestety wszędzie. Kobiety, mężczyźni, nastolatki. Zdarza się i to wcale nie rzadko posiedzenie młodych mam z wózkami w kawiarni lub parku, a wszystkie lub większość pali. Również paląca kobieta w ciąży to nie jest widok rzadki. Parę lat temu zakaz palenia w szpitalach i na uniwersytetach wywołał wielkie niezadowolenie, ale konsekwentnie stosowany, jest obecnie przestrzegany. Papierosy są częścią kultury i obawiam się, że żadne regulacje tego szybko nie zmienią. Bośniacy są palaczami nałogowymi, pasjonatami tytoniu, chociaż to nie znaczy, że nie wiedzą o jego złym wpływie na zdrowie.

Picie kawy wydaje się takie zachodnioeuropejskie...

Picie kawy absolutnie nie jest zachodnioeuropejskie i ma korzenie w krajach arabskich, orientalnych a do Bośni zwyczaj przyszedł wraz z panowaniem Turków i Imperium Osmańskiego czyli w XVI wieku. Ale rzeczywiście, większość młodych, jeśli pije kawę w kawiarniach, to tę w stylu włoskim, czyli małe esencjonalne espresso lub cappuccino, oczywiście z ekspresu ciśnieniowego. W domu zazwyczaj pije się jednak tradycyjną kawę z dżezwy lub, co jest wpływem kultury zachodniej, kawę rozpuszczalną lub słodkie cappuccino z torebek, szczególnie lubiane przez kobiety.

Dokończę zatem swoje pytanie: czy naród z zaciekawieniem i pożądaniem śledzi zagraniczne wzorce?

Trendy światowe dochodzą do Bośni wraz z telewizją i wielkimi markami, które promują się w budowanych na potęgę nowoczesnych centrach handlowych. Bośnia ma też swoje bardzo europejskie oblicze, które przecież rozwinęło się za czasów Jugosławii, która bez problemu wydawała swoim obywatelom paszporty i pozwalała im na podróże na Zachód. Starsze pokolenie z rozrzewnieniem wspomina czasy, gdy Polacy przyjeżdżali do ich kraju i sprzedawali różne produkty z kraciastych toreb, a oni szczycili się czerwonymi paszportami. Teraz sytuacja się odwróciła, ale tradycje pozostały.

Tak więc nie można powiedzieć, że Bośnia z zachwytem patrzy na tzw. „Europę” bo sama jest częścią tego kontynentu nie tylko w sensie geograficznym, ale też duchowym. Z drugiej strony oczywiście pop-kultura wszędzie zastawia swoje macki. W lipcu tego roku otwarty został w Sarajewie pierwszy MacDonald’s. Wiły się przed nim kilometrowe kolejki, a przy wejściu stali ochroniarze, którzy wpuszczali mieszkańców do środka. Z tego co pamiętam, to niecałych 20 lat temu w Polsce było podobnie, chociaż niektórzy już może o tym zapomnieli. Ale mnie osobiście rozśmieszyła wiadomość, że w Sarajewie pierwszego hamburgera w asyście ambasadora USA zjadł sam burmistrz!

Dziękuję za rozmowę.

Malwina Wrotniak-Chałada

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj

Księgarnia Bankier.pl

Zasady wywierania wpływu na ludzi. Szkoła Cialdiniego Zasady wywierania wpływu na ludzi. Szkoła Cialdiniego ilustracje: Andrzej Mleczko, Robert B. Cialdini Cena: 34,90 zł  Zamów książkę
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl