Indeks PMI dla polskiego przemysłu spadł w maju do 50,8 pkt. wobec 52,0 pkt. odnotowanych w kwietniu. To także wynik zdecydowanie niższy od oczekiwanych przez analityków 52,4 pkt. Tak silny regres indeksu PMI rodzi pytania o trwałość giełdowej hossy.
To trzeci z rzędu silny spadek tego wskaźnika – w ciągu trzech miesięcy PMI dla polskiego sektora wytwórczego obniżył się w sumie o 5,1 pkt. Oznacza to, że obecnie można oczekiwać stagnacji produkcji przemysłowej zamiast szybkiej ekspansji obserwowanej jesienią i zimą.
Ostatni raz tak silny regres obserwowaliśmy na początku 2011 roku, co było pierwszym ostrzeżeniem przed gwałtownym hamowaniem gospodarki w drugiej połowie 2012 roku. Majowy odczyt PMI jest najniższy od 11 miesięcy. W lutym wskaźnik ten osiągnął 3-letnie maksimum.
Niepokojąco prezentuje się też jego struktura. Trzeci miesiąc z rzędu spowolniło tempo napływu nowych zamówień. Zamówienia eksportowe zmalały po raz pierwszy od roku, za co część przedsiębiorstw obwiniała sytuację na Rosji i Ukrainie. Dobrą wiadomością był tylko spadek zarówno kosztów działalności, jak i cen gotowej produkcji.
Wiosenne załamanie indeksu PMI jest pierwszym sygnałem wytracania impetu przez polską gospodarką. To swoisty kubeł zimnej wody chłodzący nastroje po niezłych danych dotyczących bezrobocia i PKB. Silnie zniżkujący PMI sugeruje, że pierwszy kwartał 2014 roku może się okazać szczytem możliwości polskiej gospodarki i że kolejne kwartały przyniosą już niższą dynamikę PKB.
Malejący PMI jest także sygnałem ostrzegającym przed nadchodzącym końcem hossy na GPW. W poprzednim cyklu maksimum PMI odnotowano w grudniu 2010 roku, czyli pół roku przed szczytem WIG-u.
K.K.



























































