Tylko te przyszłe matki, które urodzą po 13 marca 2013 roku, będą mogły skorzystać z nowego, długiego urlopu rodzicielskiego. Sprzeciwiają się temu te ciężarne, które urodzą przed tą datą. Panie napisały list do Ministra Pracy i Polityki Społecznej z postulatem, aby nowe udogodnienia objęły wszystkie dzieci urodzone w 2013 roku.

Źródło: Pixland/Thinkstock
Rządowy projekt zakłada wydłużenie płatnego urlopu o pół roku. Obecnie urlop trwa 24 tygodnie, podczas których młoda mama otrzymuje 100% wynagrodzenia. Po zmianach będą mogły pobierać 60% wynagrodzenia przez kolejne 6 miesięcy. Ustawa wchodzi w życie 1 września 2013 roku, zatem tylko rodzice dzieci urodzonych od połowy marca będą mieli szansę załapania się na wydłużony urlop macierzyński, bo będą w tym czasie jeszcze przebywać na "starym" macierzyńskim.
Wzbudza to sprzeciw tych rodziców, których dzieci urodzą się w na początku marca, w lutym lub styczniu. Twierdzą, że to niesprawiedliwe, by kobieta, która urodzi dziecko "dwa dni później", miała prawo do dłuższego urlopu. Że są matki równe i równiejsze. Ponadto rząd nowymi przepisami zachęca ludzi do bardziej strategicznego planowania, bo dzieci opłaca się rodzić tylko w określonym czasie. Czy przed 13 marca czekają nas dantejskie sceny w szpitalach? Bardzo możliwe.
Ale gdyby dostosować przepisy z 13 marca do 1 stycznia, to mielibyśmy sytuację podobną, tyle że z wcześniejszą datą. Co z tymi dziećmi, które mają się urodzić 30 grudnia? Czy część ciężarnych też próbowałaby przetrzymać ciążę? Zawsze komuś zabraknie kilku dni. Niektórzy nie załapią się na Rodzinę na swoim, ktoś nie zdąży kupić auta z kratką, inni spóźnią się na promocję w supermarkecie.
![]() | »Naszym dzieciom będzie lepiej |
Zawsze ktoś jest poszkodowany
Gdy rząd uprawia rozdawnictwo, każdy chce otrzymać równą działkę. Nikt jednak nie zastanawia się nad tym, kto zapłaci za to rachunek. Wydłużenie urlopu "rodzicielskiego" ujawnia pewną patologię. Otóż na długi urlop macierzyński mogą się udać tylko te matki, za które pracodawca opłaca składkę chorobową. Innymi słowy kobiety zatrudnione na czarno lub na różnego typu wariantach nieoskładkowanych umów śmieciowych nie będą miały takich samych przywilejów jak panie pracujące na umowach o pracę. Czy to uczciwe, by w obrębie jednej firmy dwie pracownice były traktowane w różny sposób?
Zatem czy petycja nie powinna dotyczyć wszystkich obywatelek Polski? Nawet tych, które nie pracują? Być może. W końcu wydłużanie urlopu macierzyńskiego będzie pozytywnie oceniane przez każdego przyszłego rodzica, który znajduje się w tej komfortowej sytuacji, że się załapie na zmiany. Ale trudno nie zauważyć, że jest to rozwiązanie kosztowne i prawdopodobnie bardzo szkodliwe dla rynku pracy.
Rok bez pracownicy
Dla pracodawcy perspektywa rocznej nieobecności pracownicy w pracy to dobry argument, by jej nie zatrudniać. Nawet jeżeli pensję wypłaci jej ZUS, to mimo wszystko przedsiębiorca poniesie koszty zatrudnienia osoby na zastępstwo, a następnie zwolnienia jej, gdy młoda mama wróci do pracy. Nie oznacza to, że pracodawcy przestaną całkowicie zatrudniać kobiety. Będą, ale poszukają rozwiązań, które uchronią ich przed "kosztownym macierzyństwem" . Może się okazać, że z nowych prorodzicielskich przepisów bezpiecznie będą korzystać tylko ludzie zatrudnieni w strefie budżetowej. Cała reszta, podobnie jak panie, które urodzą dzieci przed 13 marca, będzie musiała obejść się smakiem.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
| Komentuje Romuald Gnitecki, ojciec 15-letniej Magdy | |
Polskie piekiełkoNienawidzę tego polskiego piekła. Kobiety, które urodzą przed 13 marca, zachodziły w ciążę w określonych warunkach prawnych. Przecież nikt im niczego nie zabiera! Zazdrość je ogarnia, że ktoś dostanie więcej, bo przepisy zmieniły się na lepsze? To co, lepiej nie zmieniać przepisów wcale? Zmieniać przepisy z datą wsteczną? Przetrzymywać ciążę, ryzykując zdrowiem dziecka?Popieram każdą zmianę prorodzinną. Wypłacanie przez parę miesięcy dodatkowych - wcale nie takich wielkich - pieniędzy to znakomita inwestycja. Niech w Polsce rodzi się jak najwięcej dzieci. Niech dorastają, idą do pracy i zarabiają na ZUS, aby dzisiejsi przepracowani 30-latkowie też dostali jakąś rozsądną emeryturę i aby na starość zaopiekowały się nimi dzieci w domu rodzinnym, a nie zobojętniałe pielęgniarki w przytułku dla starców. Na stanowiska menedżerskie powinny być zatrudniane tylko osoby, które miały co najmniej dwójkę dzieci. Osoby, które wiedzą, co to nieprzespane noce, płacz, choroby, naginanie godzin pracy, płaszczenie się przed szefem, wywiadówki w szkole, rezygnacja z luzackiego stylu życia i ogromne wydatki. Taki menedżer z doświadczeniem nie zrezygnuje z dobrej pracownicy tylko dlatego, że ona może kiedyś zajść w ciążę. Pozostali niech siedzą cicho albo jak najszybciej nadrobią zaległości. Już z nowymi, przyjaźniejszymi przepisami. | |


























































