
Koszty akceptacji kart płatniczych handlowcy wkalkulowują w ceny sprzedawanych towarów. Jako klienci, ponosimy je niezależnie od tego, jaką formę płatności wybierzemy przy kasie. Wydaje się, że jeśli opłaty interchange zostaną obniżone, to sprzedawcy będą mogli obniżyć ceny i na zmianach skorzystają wszyscy. Doświadczenia krajów, które zdecydowały się na odgórne ograniczenie prowizji kartowych wskazują, że ten mechanizm nie zawsze tak działa.
Biedniejsi sponsorują zamożnych
Świeżym przykładem rynku, na którym regulator zaingerował w proces ustalania wysokości opłat interchange, są Stany Zjednoczone. Przy okazji prac nad ustawą reformującą system finansowy senator Dick Durbin zgłosił poprawkę, która dawała bankowi centralnemu prawo ustalania maksymalnej wysokości kartowych prowizji. Po gorących debatach, w których dużą rolę odegrali lobbyści reprezentujący zarówno handlowców, jak i banki i organizacje kartowe, tzw. poprawka Durbina została przyjęta.
Głównym celem przyświecającym pomysłodawcy regulacji było wzmocnienie konkurencji na rynku płatności kartami debetowymi i dostosowanie wysokości opłat do kosztów ponoszonych przez jego uczestników. Durbin powoływał się także na negatywne społeczne skutki wysokich opłat interchange.
Nie dopuszczając do przerzucania kosztów akceptacji kart na klientów (np. przez surcharging) organizacje doprowadziły do sytuacji, w której płacący gotówką sponsorują płacących kartami płatniczymi. Okazuje się, że preferencje dotyczące form płatności pokrywają się z podziałami ekonomicznymi – biedniejsze gospodarstwa domowe częściej używają gotówki, a zamożniejsze – kart kredytowych.
Programy lojalnościowe i moneyback, których beneficjentami są najaktywniejsi użytkownicy kart, są w pewnej części finansowane przez płacących gotówką. Zgodnie z badaniami bostońskiego oddziału Fed, jeśli wziąć pod uwagę nagrody wypłacane użytkownikom kart, gospodarstwo domowe z najniższej grupy dochodowej ponosi koszt 21 dolarów rocznie (w postaci opłat wliczonych w ceny towarów), a najzamożniejsze gospodarstwo otrzymuje 750 dolarów.
Handlowcy nie oddają oszczędności
W USA ograniczenie opłaty interchange od transakcji dokonywanych kartami debetowymi miało dość radykalny charakter. Narzucona maksymalna stawka wyniosła 21 centów + 0,05% kwoty transakcji tzw. signature debit (wcześniej średnio 0,75% + 15 centów) i zaczęła obowiązywać w październiku 2011 roku. Skutki zmian w pierwszej kolejności odczuli akceptanci – nowe prawo przyniosło im znaczące oszczędności, odczuwalne zwłaszcza przez detalistów sprzedających towary o wyższej jednostkowej cenie. Jednak już przed wejściem w życie poprawki Durbina ponad 40% ankietowanych handlowców stwierdziło, że nie zamierza obniżać cen. Monitoring cen prowadzony w losowo wybranych sklepach przez Electronic Payments Coalition, organizację lobbującą przeciwko poprawce Durbina, wykazał, że po wejściu w życie nowych regulacji nieliczni detaliści obniżyli ceny, a większość je podniosła. Wbrew oczekiwaniom pomysłodawcy konsumenci nie odczuli zatem pozytywnych zmian. Co więcej, pojawiły się niespodziewane negatywne konsekwencje.Banki podwyższają opłaty
Banki postawione w obliczu ograniczenia przychodów z kartowych prowizji sięgnęły po rozwiązanie dotąd rzadko spotykane na amerykańskim rynku – pobieranie opłat od korzystania z kart debetowych. Krok ten spotkał się z gwałtownymi protestami klientów. Szczególnie mocno gniew klientów odczuła jedna z największych instytucji na tamtejszym rynku. Bank of America stał się symbolem chciwego lichwiarza, a 5-dolarowa opłata za kartę wywołała spontaniczny ruch Bank Transfer Day.
Po zapoczątkowanych na Facebooku protestach Bank of America wycofał się z decyzji o wprowadzeniu opłaty, ale obniżka opłaty interchange przyczyni się zapewne do znaczących zmian na amerykańskim rynku bankowości detalicznej. Eksperci wieszczą, że w przeszłość odchodzi tzw. free checking, czyli darmowy rachunek osobisty. Banki będą musiały pobierać opłaty, aby zrekompensować sobie utratę jednego z ważnych źródeł finansujących darmowe usługi. Znikają także programy premiujące użytkowników kart debetowych, a banki usilnie zachęcają do korzystania z kart kredytowych, których nie objęła poprawka Durbina.
Co zdarzy się w Polsce?
Jeśli wszystkie strony zainteresowane rozwojem rynku kart płatniczych w Polsce dojdą do porozumienia, to obniżka opłat interchange będzie miała zapewne bardzo łagodny i stopniowy charakter. Brak konsensusu i odgórne narzucenie stawek opłat mogłyby natomiast doprowadzić do perturbacji na bankowym rynku.
Prawdopodobnie wzrosłyby opłaty za podstawowe rachunki bankowe lub znacznie by ograniczono programy premiujące aktywne korzystanie z plastikowego pieniądza. Najlepszym wyjściem byłaby zatem samoregulacja. Kompromis jest jeszcze możliwy, jeśli tylko wszystkie strony wykażą się zdrowym rozsądkiem.
analityk Bankier.pl
m.kisiel@bankier.pl
Zobacz też:
» Zbliża się wojna o kartowe prowizje?
» Czy używający kart powinni płacić za wygodę?
» Polacy kochają płatnicze innowacje
» Zbliża się wojna o kartowe prowizje?
» Czy używający kart powinni płacić za wygodę?
» Polacy kochają płatnicze innowacje



























































