Pierwsza ustawa deregulacyjna weszła w życie 1 lipca. Zlikwidowała m.in. obowiązek posługiwania się zaświadczeniami w kontaktach z administracją. Teraz wystarczą tylko zwyczajne oświadczenia. Druga ustawa, potocznie zwana deregulacyjną bis przedłużyła termin wykorzystania zaległego urlopu z 31 marca do 30 września. Ponadto zlikwidowała obowiązek comiesięcznego raportowania pracownikom o opłaceniu składek do ZUS.
Teoretycznie likwidacja barier administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców ma przynieść ok. 6 mld zł oszczędności dla ponad 1 mln przedsiębiorców. Dużo pieniędzy zaoszczędzą także obywatele, którzy nie będą musieli starać się o wydawanie zaświadczeń, np. dotyczących niekaralności. Niestety wielu ekspertów twierdzi, że o ile zmiany wprowadzone pierwszą ustawą miały rewolucyjny charakter, o tyle deregulacja bis to raczej zmiany kosmetyczne.
Diabeł tkwi w szczegółach
Niestety, wielu istotnych propozycji nie udało się przeforsować. Jedną z nich było skrócenie terminu zwrotu różnicy VAT z 60 do 30 dni. W zasadzie, była to koronna propozycja zawarta w ustawie deregulacyjnej bis, która z uwagi na ostry sprzeciw ministerstwa finansów nie znalazła się w końcowym projekcie.
Teraz pojawił się pomysł, by rozpocząć pracę nad trzecią ustawą likwidującą bariery administracyjne dla obywateli i przedsiębiorców. 23 września br. odbyło się spotkanie przedstawicieli reprezentatywnych organizacji pracodawców z Wicepremierem, Ministrem Gospodarki Waldemarem Pawlakiem. Przedstawiciele pracodawców przedstawili swoje oczekiwania co do tego, jakie kwestie powinny zostać uregulowane w nowej ustawie. Zdaniem Pracodawców RP powinny one przede wszystkim dotyczyć podatków, regulacji rynku pracy, zamówień publicznych, prawa budowlanego oraz digitalizacji obiegu dokumentów.
Za wcześnie na konkretne propozycje. Jednak pewne postulaty są czytelne nawet teraz. Np. przedsiębiorcy od lat postulują o uproszczenie przepisów dotyczących obiegu dokumentów elektronicznych. Z kolei w sprawie regulacji rynku pracy, zapewne chodzi o wprowadzenie elastycznych form zatrudnienia (np. time-share) do kodeksu pracy. Niewykluczone, że organizacje reprezentatywne będą chciały reformy urzędów pracy. Warto się także zastanowić na zwiększeniu dostępu do niektórych zawodów. Polska pod tym względem należy do najbardziej restrykcyjnych państw UE, wymagając licencji i zezwoleń na wykonywanie ponad 300 różnych zawodów.
Czego można się spodziewać?
Podobnie jak w przypadku dwóch poprzednich ustaw, najprawdopodobniej pojawi się mnóstwo ciekawych i innowacyjnych pomysłów. Jednak część z nich, najprawdopodobniej właśnie ta najbardziej istotna, nie znajdzie akceptacji przy uzgodnieniach międzyresortowych, tak jak miało to miejsce w przypadku zwrotu różnicy VAT. Dodatkowo trzeba uważać, na to – jakiej jakości będzie nowe prawo. Np. w ustawie deregulacyjnej bis przewidziano, że organizacje reprezentatywne będą mogły zgłaszać się do MF po ogólne interpretacje podatkowe. Jak się później okazało, uchwalona przez sejm ustawa, w praktyce nie dawała takiej możliwości. Po interpretacje można by się zgłaszać, tylko w przypadku kiedy nigdzie w Polsce nie prowadzono by postępowania w podobnej sprawie. Dopiero poprawki senatu miały rozwiązać ten problem.
Biorąc to wszystko pod uwagę, nie należy się spodziewać rewolucji. Jednak diabeł tkwi w szczegółach, zatem nawet drobne zmiany na lepsze są mile widziane. Problem w tym, że „lepsze” dla polityków i dla przedsiębiorców nie oznacza wcale tego samego.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl

























































