Polski rząd kocha przedsiębiorców, zwłaszcza drobnych. Przyjmuje kolejne pakiety "Pierwsza praca", "Przede wszystkim przedsiębiorczość". Drugą ręką wyciąga ostatnie złotówki od właścicieli warzywniaków, drobnych sklepikarzy, właścicieli niewielkich firm, restauratorów, rzemieślników. Tylko w województwie podlaskim, jednym z najmniejszych w kraju, ponad 30 tys. podmiotów prowadzi działalność gospodarczą. W skali całego kraju sprawa dotyczy 2 775 469 drobnych przedsiębiorców, którzy zarejestrowali działalność gospodarczą.
Na pozór składka na ubezpieczenie zdrowotne wzrosła w tym roku tylko o 0,25 proc. Jednak osoby prowadzące działalność gospodarczą od 1 kwietnia płacą już nie 106,82 zł, lecz 142,35 zł składki na ubezpieczenia zdrowotne. Nie trzeba być mocnym z matematyki, żeby odkryć, że drobnym przedsiębiorcom zafundowano podwyżkę składki nie o 0,25 proc. lecz o 33 proc. W dodatku ZUS ściąga te składki na wątpliwej podstawie prawnej. Właściciel i specjaliści jednego z Biura Doradcy Podatkowego Mirosława Hapunika twierdzą, że ZUS naciąga miliony płatników, a podwyższone składki powinny być płacone dopiero od września. Wielkość nadpłaconych składek może dotyczyć setek milionów złotych.
Paragraf 23
Ustawa o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym w Narodowym Funduszu Zdrowia została opublikowana 17 marca 2003 roku, a weszła w życie po 14 dniach, czyli 1 kwietnia, czyli pierwszego dnia pierwszego miesiąca drugiego kwartału. Jest to kluczowe dla zrozumienia numeru, jaki wykręcił ZUS na prima aprilis. Kluczowy jest tutaj artykuł 23 punkt 2., który mówi: "Podstawą wymiaru składki na ubezpieczenia zdrowotne osób, o których mowa w art. 9 ust. 1 pkt 1 lit. c, (osoby prowadzące działalność gospodarczą - przyp. red.) stanowi zadeklarowana kwota, nie niższa jednak niż 75 proc. przeciętnego wynagrodzenia". Tu trzeba wyjaśnić, że poprzednio ten próg wynosił 60 proc. Ten niewinny zabieg ustawodawcy spowodował, że podstawa wymiaru składki na ubezpieczenia zdrowotne, w dodatku inaczej liczona, wzrosła z 1335 zł do 1779 zł. Sama zaś składka wzrosła o 35,53 zł - ze 106,82 zł do 142,35 zł.
W dalszej części wspomniany przepis mówi: "Składka w nowej wysokości obowiązuje od trzeciego miesiąca następnego kwartału". Co z tego wynika?
- Jeżeli ustawa weszła w życie 1 kwietnia, to jest to już drugi kwartał - wyjaśnia Tadeusz Zdanuczyk, starszy specjalista w Biurze Doradcy Podatkowego. - Zatem ów "następny" kwartał zacznie się w lipcu i to będzie trzeci kwartał. Zaś trzeci miesiąc trzeciego kwartału to wrzesień. Wynika z tego jednoznacznie, że rząd bez podstawy prawnej ogłosił, że nowa składka obowiązuje od kwietnia. Nie ma na świecie takiego kalendarza, w którym kwiecień byłby trzecim miesiącem kwartału.
Mirosław Hapunik, doradca podatkowy i właściciel biura dodaje: - Dotychczas ZUS przysyłając pisma podawał podstawę prawną do pobierania składki. Od kwietnia nie robi już tego. Nie podaje podstawy prawnej, bo jej po prostu nie ma.
Od Annasza do Kajfasza
Tadeusz Zdanuczyk mówi, że wielokrotnie chciał wyjaśnić niefortunny zapis w ZUS i resorcie zdrowia. Zapewnia, że pracownicy ZUS w prywatnych rozmowach wielokrotnie przyznawali, że składka pobierana jest bez podstawy prawnej.
- Odsyłali mnie od Annasza do Kajfasza - mówi. - W końcu znalazł się jeden trochę bardziej kompetentny urzędnik, który przyznał, że kwiecień nie jest trzecim miesiącem kwartału. Powiedział, żebym wystosował pismo, to oni wtedy zajmą stanowisko. Ale zanim ja napiszę, a oni odpowiedzą, to zejdzie pół roku. A przez ten czas państwo będzie bezprawnie pobierało 35,53 zł podwyższonej składki. Przyjmując, że 2 775 469 osób płaci zawyżone składki i jeśli pomnożymy to przez pięć miesięcy, to wyjdą potężne pieniądze. Około 490 milionów złotych.
- Pracownicy ZUS mówią, że pobierają podwyższone składki, gdyż takie dostali zalecenia ze swojej centrali - dodaje Mirosław Hapunik. - Kiedy im mówimy, że te zalecenia są sprzeczne z ustawą, to oni nieoficjalnie przyznają nam rację.
Choruj, płać i płacz
Artykuł 21 tejże ustawy określa wysokość składki, w tym roku podniesionej do 8 proc. W dodatku wprowadzono zastrzeżenie, że jest ona "miesięczna i niepodzielna". Co z tego wynika. Według ZUS, nawet jeśli przedsiębiorca choruje cały miesiąc, to i tak musi z własnej kieszeni zapłacić całą składkę 142 zł na ubezpieczenie zdrowotne. Dzieje się tak, mimo że ZUS płaci w tym samym czasie pensję za czas choroby.
- To paradoks - mówi Tadeusz Zdanuczyk. - Wcześniej składka zmniejszała się proporcjonalnie do długości choroby.
- Tutaj też jest brak podstawy prawnej - uważa Mirosław Hapunik. - Skoro składka jest "niepodzielna", to jeśli ktoś choruje przez cały miesiąc, to nie powinien płacić. Można pójść jeszcze dalej. Jeśli ktoś choruje nawet kilka dni, to składki nie powinien wcale płacić, gdyż jest ona niepodzielna.
Warto zauważyć, że wypadku ubezpieczenia emerytalnego, jeśli pracownik choruje, to składka jest płacona przez ZUS, a nie pracodawcę.
- Jak ktoś choruje, to nie pracuje - mówi Hapunik. - Przecież składki są obciążeniem od świadczenia pracy. W wypadku choroby na przykład właściciela warzywniaka sytuacja jest absurdalna. ZUS płaci mu wynagrodzenie chorobowe za czas zwolnienia lekarskiego. Jednak ten sam człowiek w tym samym czasie musi płacić składkę z własnej kieszeni na ubezpieczenie zdrowotne. A on przecież nie pracuje i nic nie zarabia.
Prawo powielaczowe
Według Mirosława Hapunika kwestią czasu jest wybuchnięcie skandalu związanego z pobieraniem przez ZUS zawyżonych składek.
- ZUS i Narodowy Fundusz Zdrowia i tak odniosą ogromne korzyści - mówi Hapunik. - Nawet jeśli ZUS powie, żeby płatnicy zgłaszali się po odbiór nadpłaconych składek, to w kasie zostaną grube miliony. Niektórzy się zgłoszą, a większość machnie ręka, gdy pomyśli o staniu w wielogodzinnych kolejkach po odbiór 35 zł miesięcznie. Ponadto ZUS i NFZ mają przez te miesiące nieoprocentowany kredyt.
Hapunik od ponad 10 lat reprezentuje podatników w zmaganiach z fiskusem i ZUS.
- To niedopuszczalna sytuacja, żeby pobierać podwyższone składki na podstawie "powielaczowego prawa" wytwarzanego w ministerstwie zdrowia - mówi. - Każdy akt prawny ma swoją rangę. Przecież jakiś okólnik ministra zdrowia czy dyrektora departamentu nie może być sprzeczny z ustawą. To jest afera i ci ludzie powinni stracić pracę.
Anna Krysiewicz w białostockim ZUS-ie zajmuje się kontaktami z prasą. Jest też koordynatorem ds. reformy ubezpieczeń. Zapytana o artykuł 23 i czy podwyższone składki powinny być pobierane od "trzeciego miesiąca następnego kwartału", czyli września, odpowiada: - To zdanie mówi, że przeciętne wynagrodzenie, które jest podstawą do naliczania składki, zmienia się co kwartał i że w zależności od tego będzie się zmieniała wysokość składki. Aczkolwiek można to czytać również w sposób, o którym pan mówił. Sama miałam wątpliwości w tej sprawie, ale teraz już jest wykładnia prawna.
Anna Krysiewicz przyznaje, że znaczenie przepisu dla centrali ZUS zinterpretował resort zdrowia, któremu podlega Narodowy Fundusz Zdrowia. Swoją drogą trudno wyobrazić, żeby ministerstwo zdrowia, któremu podlega NFZ, interpretowało przepisy na swoją niekorzyść.
- W przypadku tej ustawy ZUS spełnia jedynie rolę poborcy podatkowego - dodaje Anna Krysiewicz. - Te środki przekazujemy do Narodowego Funduszu Zdrowia.
Hapunik ma rację
Dzwonimy do Renaty Furman, rzecznika prasowego Narodowego Funduszu Zdrowia, na którego konto płyną zawyżone składki. Pytamy, czy przedsiębiorcy powinni płacić wyższe składki od kwietnia, czy od września. Ku naszemu zdumieniu Renata Furman podziela interpretację Mirosława Hapunika.
- Składka w nowej wysokości obowiązuje od następnego kwartału - mówi Renata Furman. - Krótko mówiąc, w ustawie jest wprost napisane, że składka w "nowej wysokości" obowiązuje od września. Ten przepis wraz z nową podstawą naliczania składki, czyli 75 proc. przeciętnego wynagrodzenia, będzie obowiązywał od września. Nie rozumiem dlaczego i kto płaci już podwyższoną składkę?
- Taką składkę, wyższą o 35 zł, ściąga od kwietnia ZUS - wyjaśniamy.
- No to jest pytanie do ZUS - odpowiada Renata Furman. - Niech pan ich spyta, na jakiej podstawie ściągają wyższe składki. Dla mnie ustawa jest jasna. Wyższe składki powinny być płacone od września.
Anna Warchoł, rzecznik prasowy centrali ZUS w Warszawie: - Ten zapis jest trochę niefortunny, ale my to już wyjaśniliśmy. Składka liczona od podstawy 75 proc. weszła w życie od kwietnia. Ale w tym artykule chodzi jedynie o to, że kolejne zmiany w wysokości składki będą podawane w trzecim miesiącu następnego kwartału. Chociaż to rzeczywiście niefortunny zapis. W tym artykule powinno być napisane, że "zawsze zmiana wysokości składki będzie następowała w trzecim miesiącu następnego kwartału".
Niejawna opinia
- To jaskrawe naciągnie przepisów - uważa Mirosław Hapunik. - Ten przepis jednoznacznie mówi, kiedy powinien wejść przepis o składce w "nowej wysokości", która jest liczona od nowej podstawy, czyli 75 proc. przeciętnego wynagrodzenia. W tym artykule nie ma ani słowa o tym, że tutaj chodzi o jakieś kolejne "zmiany" wysokości składki.
Anna Warchoł zapewnia, że ZUS nie boi się przegrania procesów wytaczanych przez płatników: - Taką wykładnię prawną potwierdzają interpretacje, które przedstawiło ministerstwo zdrowia.
To tak ... dla odmiany, ale też ZUS.