Wyrażam tylko swoją irytację. Lekarz mi zalecił większa ekspresję żeby mi żyłka nie pękła;-)
A tak serio: na prawdę budowanie od zera biznesu vs. reanimacja trupa to nie jest taki oczywisty wybór. W większości przypadków lepiej bawić się w reanimację. Myślisz, że finansowy, który tam wchodzi nie wolałby budować czegoś od nowa ze swoją kasą - względnie poczekać na syndyka? Widać szybciej zwrot będzie po oddłużeniu i reanimacji spółki.
A ja z kolei widzę sens w podłączeniu się do ich działa. Choćby dlatego, że nie mam 20 mln do zaryzykowania w jednym biznesie. Wole podpiąć się pod większych. A tutaj plan mi się zarysowuje dość optymistycznie. Bardzo przypomina mi historię Monnari, czy TiM, albo pozagiełdowego Stelmetu (teraz już giełdowego).