Dlaczego komercją projektów z ESA nie powinno się nazywać:
- "Zysk" jeśli w ogóle występuje to są to bardzo niskie marże co zostało wskazane. Budowlaniec ma większą marżę niż to co procentowo zarabiasz z ESA, a kwoty kontraktów podobne.
- Jeśli firma "A" robi tylko projekty z ESĄ to staje się de facto biurem projektowym. Podmiotem, który sam nie potrafi wymyśleć produktu, który ma market-fit. Niestety, to co mnie rozczarowuje, o czym już pisałem, to fakt, że firma macha chorągiewką "komercji" i "skalowalnych produktów" a tak na prawdę robi tylko montaż elektroniki albo projekty ESA, czyli projektuje coś według założeń co jest one-offem longerm.
Oczywiście da się z tych one-offów zrobić produkty, jednak to jest kolejny raz odwlekanie w czasie tego na co wszyscy liczą - kontraktów komercyjnych z marżą 20% i wiecej, mówiąc, że ESA zapłaci za rozwój produktu. Hypersat jest robiony od 8 lat. W tym czasie możnabyło skomercjalizować wiele produktów pochodnych, np. jakiś z podzespołów satelity. Można je było przetestować w małych cubesatowych misjach tak jak robi cały new-space. Natomiast to co dociera do mnie to fakt, że spółka po prostu nie potrafi sprzedawać rzeczy komercyjnie, a na pewno nie technologie kosmiczne. Jest tworem 12 lat wypasania na robocie projektowej z ESA. W myśl produktową po tym co widzę od 4 lat nie wierzę.
I z całym szacunkiem, ale to g-prawda, że tylko ESA dobrze płaci. Takie myślenie może mieć tylko ktoś kto nie widzi świata poza nią. Są przykłady spółek z regionu, które pokazują, że da się w bardzo szybkim tempie zebrać kontrakty komercyjne na poziomie milionów euro. Tego tutaj brakuje i chętnie się zaskoczę jak wyskoczy coś za chwilę.
I nie piszcie, że takie komentarze to liczenie na frajerów co sprzedadzą. W taki sposób możnaby zarzucić, że ten co chwali to ma coś do sprzedania. W kółko macieju możemy polować na czarownicę, a można po prostu pogadać.