zaczne moze od tego ze jestem nowym pracownikiem i moge powiedziec to czego osbiscie doswiadczylam przez te 2 miesiace....zaczne od szkolenia. To jest najmilsze co mnie w Skoku spotkało. 3 tyg. we Władysławowie od 8 do 16 wykłady...potem cwiczenia do rozwiazania, czyli cos jak praca domowa w szkole, co 2 dni jakies testy zaliczeniowe. Materiały sa rodawane i trzeba je sobie przyswoic:) Na koniec jest egamin zaliczeniowy i on decyduje o tym czy umowa zostanie przedłużona( na szczescie nie jest trudny, pod warunkiem ze ktos sie uczyl przez 3 tyg>) .... a i istotne w pokojach brak telewizora i radia .
Po powrocie podpisuje sie umowe na 2 lata i trzeba sie modlic zeby trafic do "dobrego oddziału". Mam tu na mysli ludzi z którymi przyjdzie pracowac, a raczej przetrwac. Ja nie mialam szczescia i trafilam na kilka pan ktore tworza zwarta grupe i niedopuszczaja do siebie nowych. Na poczatku myslałam ze potrzebuja czasu zeby, mnie zaakceptowac...ale z czasm bylo coraz gorzej. Kilka razy potrzebowałam pomocy, to usłyszałam ze przeciez przeszłam szkolenie...albo ze nie wiedza.... lub "to sie dowiedz". Do kierownika tez sie nie moge zwrocic bo to jedna spółka.... Kilka razy na mnie nakrzyczała ze czegos nie wiem...ale nikt mnie nie poinstruował jak i co robic. Juz pierwszego dnia posadzili mnie na kasie i potem juz tylko ochrzan jak cos bylo nie tak. Takie są moje spostrzezenia po 2 miesiacach. Mam nadzieje ze reszta osob trafi lepiej niz ja, bo naprwde zle sie pracuje jesli przez 8 godz nie ma sie do kogo odezwac...nie ma kogo zapytac o cokolwiek i na kazdym kroku jest sie obmawianym. Tu panuje zasada oko za oko + nóż w plecy. Zastanawiam sie ile jeszcze bede mogła znieść te upokorzenia. Jesli mam być szczera to nie polecam tego miejsca....sama szukam czegos innego