Czyli jak zwykle wPISdu. Zamiast zlikwidować dyrektorów którzy są tak zapracowani że ciężko ich zastać po 12 bo niby są w terenie (czytaj w domu przy telewizorze, w barze albo z jakąś panią do towarzystwa) i biorą za to dużą kasę, a ich niekompetencja szczypie w oczy. Mogliby zlikwidować adm którzy latają wiecznie nie wiedząc czego chce a jak robię zlecenie to mogę je wysłać bezpośrednio do osoby zainteresowanej. Po co pracownik którego zadaniem jest klikanie dalej? Ale ok. Tych sie nie czepiam najmniej bo jednak w porównaniu do dyrektorów robią i tak dużo. I największa zagadka ludzkości. ARM - co to ma być wogóle? Sami nie wiedzą co mają robić i wogóle szkoda już słów. Moim zdaniem wystarczyłaby jedna osoba na całą polskę- i to już i tak za dużo za nic nie robiąca nic nie wiedząca mieszającą sie we wszystko mimo braku kwalifikacji do tego osobę.
Jak zwykle dostanie po tylku ten co najniżej czyli kasjer albo doradca. Kierownicy czy zastępcy nie dostaną bo ci co zostali to już raczej po znajomości.
Może ktoś by kiedyś sprawdzil jak z wykształceniem u kierownictwa? Ilu z nich jest po maturze? I jakie mają kompetencje? I znowu mamy paradoks bo doradcy czy kasjerzy z wyższym muszą słuchać kierownika z kupiona matura np. Albo jeszcze lepiej dyrektora z kupiona matura.
I później sie dziwić skąd sie biorą te wszystkie durne pomysły prosto z góry...
Bardzo jestem tym wszystkim zawiedziona.