Najsilniejsze ciągniki uformowały ariergardę kolumny. To one miały wykonać najcięższą pracę przy pokonowaniu przełęczy. Głęboki i miarowy pomruk ich silników napełnial całą kolumnę radosną nadzieją i podnieceniem. Nawet najsłabsze jednocylindrówki czuły sie częścią jednego, wielkiego organizmu, który miał przed sobą tylko jedno zadanie - jechać do góry.
Ruszyli. Potężne, regularne detonacje w cylindrach kruszyły swoich echem zwietrzały wapień górskich grani. Deszcz ułupanych zwietrzelin objął swoim całunem czoło kolumny, która zaczęła sie krztusić w tumanie pyłu i niebezpiecznie deformować.
Wtem, podrośnięte już oseski - ba, młokosy - szybko jak górski potok przeleciały poboczem w kierunku czoła kolumny i niesione swoją chwacką, nieznoszącą sprzeciwu młodością narzuciły kolumnie porządek. Przełęcz była już blisko.
Dopiero wtedy GUS zauważył kolumnę.