"Marsz Niepodległości" organizowany przez środowiska narodowe, w związku z zakłócaniem porządku i narażeniem życia i zdrowia uczestników został rozwiązany o godz. 16.42 - poinformował w poniedziałek stołeczny ratusz.
Jak poinformowano, marsz został rozwiązany na wyraźnie żądanie policji. Stołeczny ratusz zaznacza, że pomimo podjętej decyzji o rozwiązaniu zgromadzenia marsz jest kontynuowany.
"W związku z zakłóceniem porządku i narażeniem życia i zdrowia uczestników - oraz służb porządkowych (poszkodowani policjanci, zaatakowany skłot przy ul. Skorupki, spalenie tęczy na pl. Zbawiciela i podpalenie 2 samochodów przy ul. Skorupki), a tym samym utracenie przez demonstrację pokojowego charakteru, na wyraźne żądanie policji, decyzją Urzędu m.st. Warszawy Marsz Niepodległości został rozwiązany o godz. 16.42" - podano. Uczestnicy nie rozeszli się.
Idą na Agrykolę
Uczestnicy rozwiązanego "Marszu Niepodległości" idą na Agrykolę, gdzie po pochodzie zaplanowano - wiec. "Nawet jeśli informacja o rozwiązaniu marszu jest prawdą, my teraz prowadzimy ludzi na drugie, legalne zgromadzenie" - powiedział PAP Witold Tumanowicz, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.
Jak powiedziała PAP Magdalena Łań z wydziału prasowego stołecznego ratusza, wiec w Parku Agrykola został zgłoszony jako osobne zgromadzenie i nie zostało ono rozwiązane. We wniosku ws. zorganizowanie zgromadzenia w godz. 10-20 organizatorzy zapowiedzieli obecność do 10 tys. osób.
Tumanowicz dodał także, że nie dostał żadnej oficjalnej informacji od władz miasta o rozwiązaniu marszu. Według niego zatrzymywanie uczestników marszu jako nielegalnego zgromadzenia byłoby absurdalne. Podkreślił, że po stronie uczestników i organizatorów nie leży żadna wina za przebieg wydarzeń. "Straż marszu stanęła na wysokości zadania" - ocenił.
Policja wezwała uczestników rozwiązanego przez ratusz marszu do zachowania zgodnego z prawem i ostrzegła przed użyciem pałek, armatek wodnych, gumowych kul i środków chemicznych. Zaapelowała do przedstawicieli mediów, osób z immunitetem i kobiety w ciąży o opuszczenie zgromadzenia.
Zgodnie z Kodeksem wykroczeń, kto nie opuszcza zbiegowiska publicznego pomimo wezwania właściwego organu, podlega karze aresztu albo grzywny. Karze aresztu do 14 dni, ograniczeniu wolności albo grzywnie podlega zaś ten, kto przewodniczy zgromadzeniu po rozwiązaniu go.
Niespokojnie przed ambasadą rosyjską
"Marsz Niepodległości" przechodzi ulicą Spacerową, na tyłach ambasady Federacji Rosyjskiej płonie budka policji ochraniającej budynek. Główne wejście do ambasady od strony ul. Belwederskiej zabezpieczają oddziały policji.
Kilku uczestników marszu próbowało wspiąć się na ogrodzenie ambasady. Na jej teren rzucane są petardy i race.
Policja wzywa do "zachowania zgodnego z prawem" i wzywa osoby postronne, w tym dziennikarzy, do opuszczenia miejsca zgromadzenia.
Wyrazy ubolewania w związku z burdami przed ambasadą Federacji Rosyjskiej w Warszawie przekazał na twitterze rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski. "Nie ma usprawiedliwienia dla chuligaństwa. Potępiamy łamanie Konwencji Wiedeńskiej" - dodał rzecznik resortu.
Około godz. 18 ostatni uczestnicy marszu minęli już ambasadę. Zgromadzone są tam również oddziały policyjne. Wyłączone z ruchu są Al. Ujazdowskie. Wielu manifestantów zgromadzonych jest na pl. na Rozdrożu, część z nich udaje się w kierunku Agrykoli, gdzie zaplanowano wiec, a część rozchodzi się. Przed pomnikiem Dmowskiego odpalano czerwone race.
Czterech policjantów rannych
Podczas Marszu Niepodległości rannych zostało czterech policjantów; manifestacja jest nielegalna - poinformował PAP rzecznik KGP insp. Mariusz Sokołowski.
"Manifestacja jest nielegalna. Osoby nie mające związku z tą zadymą chcemy jak najszybciej przeprowadzić na Agrykolę. Chodzi o to, aby koncentrować się na tych, którzy łamią prawo i wyłapywać te osoby" - powiedział Sokołowski.
"Ustalenia z organizatorami są w tym momencie już nieaktualne. Policja przejmuje wszystko, co jest związane z każdym newralgicznym miejscem. W każdym takim miejscu wystawiamy dodatkowych funkcjonariuszy" - dodał.
Policja informuje o co najmniej kilkunastu zatrzymanych osobach. "Kolejne zatrzymania mają miejsce w różnych częściach Warszawy, w tym w okolicach marszu niepodległości" - powiedział rzecznik KGP. Dodał, że policja sugerowała organizatorom rozwiązanie zgromadzenia.
Na ul. Spacerowej policjanci zabezpieczający manifestację zostali obrzuceni kamieniami.
Straż pożarna otrzymała zgłoszenie o płonącym samochodzie przy ambasadzie rosyjskiej, jednak strażacy nie mają możliwości przedostania się na miejsce zdarzenia - poinformował wydział prasowy stołecznej PSP. Wcześniej w centrum miasta spłonęły dwa inne samochody.
Znów spalili tęczę
Przed godz. 17 czoło marszu dotarło do ul. Spacerowej. Na czele pochodu idzie grupa rekonstruująca Narodowe Siły Zbrojne. Cały czas odpalane są petardy i race.
Wcześniej doszło do incydentów przy ulicach Skorupki i Wilczej. Podpalono tęczę na Placu Zbawiciela, naprawioną zaledwie kilka dni wcześniej. Po godz. 16.30 kpt. Artur Laudy ze stołecznej PSP poinformował PAP, że tęcza została ugaszona. Dodał, że podczas akcji gaszenia strażacy zostali obrzuceni kamieniami i flarami.
"Mamy do czynienia w tym tłumie z kilkusetosobową grupą, zamaskowaną, która atakuje innych, która atakuje funkcjonariuszy. To grupa, która zachowuje się w sposób niezgodny z przepisami. Dlatego w różnych miejscach potrzebna jest interwencja policji. Można mówić o co najmniej kilkunastu osobach zatrzymanych" - powiedział PAP rzecznik KGP insp. Mariusz Sokołowski.
Reporter PAP widział, jak przy ul. Skorupki ktoś uderzył fotoreportera. Natomiast przy ul. Wilczej zabrano mikrofon reporterowi publicznego radia.
Rzecznik Komendy Stołecznej Policji Mariusz Mrozek podkreślał w TVN24, że interwencja policji przy ul. Skorupki była niezbędna. Jak mówił, spotkały się tam wrogo nastawione do siebie osoby, które miały niebezpieczne przedmioty. Dodał, że szczegóły będą przedstawione w raporcie.
"Organizator i jego służby porządkowe powinny zapewniać bezpieczeństwo przy przebiegu tego wydarzenia, jeżeli nie są w stanie tego zrobić powinny zwrócić się o pomoc do policji. (...) W miejscach, gdzie dochodzi do incydentów, gdzie jest zagrożone bezpieczeństwo mieszkańców, policjanci będą podejmowali interwencje tak, aby wszystkim niebezpiecznym sytuacjom zapobiec" - powiedział Mrozek.
Atakowana była także ochrona marszu, która usiłowała przeciwdziałać incydentom i rozdzielać walczących.
PAP/pro/ gdyj/ ral/ kno/ akw/ mja/ sta/ wkt/ malk/


























































