Za jedną z kolebek światka przestępczego może służyć warszawski bazar Różyckiego. W czasach, kiedy panował socjalizmu był on miejscem handlu pełnego przestępstw. Szczególną rolę odgrywał on w półświatku warszawskim. Umiejscowiony między ulicami o złej sławie, był miejscem gdzie dominowali „ludzie starej Pragi”. Spotykali się tam ludzie różnej profesji.
Bazar nosił miano oazy handlowej wolności, miejsca, gdzie można było wszystko kupić i wszystko załatwić. Pełen był agentów, którzy chodzili i zbierali „działki”, od sprzedających żądali haraczu. Dzięki tym pieniądzom utrzymywało się pół miejscowej komendy, wydział handlu i różni kontrolerzy. Ludzie płacili, bo obawiali się noży i ciężkich pobić. Uważa się, że właśnie w tym miejscu swoje pierwsze kroki stawiali m.in.: "Dziad", uważany za przywódcę grupy ząbkowsko–praskiej, czy niejaki "Zbynek", pochodzący z Pragi, ale związany z "Pruszkowem".

Obecnie wielu bogatych biznesmenów obawia się działań ze strony mafii. Na spokój nie mogą liczyć również mali przedsiębiorcy. Ci drudzy narażeni są dodatkowo na ataki pospolitych bandytów, którzy szukają okazji do łatwego zarobku. Wystarczy prześledzić tylko kilka lat wstecz, aby zrozumieć, że to zjawisko - niczym rak - drąży polski biznes. Wystarczy spojrzeć tylko na kilka przykładów.
Rok 2004
Groźby padają pod adresem właściciela sklepu z odzieżą. Trzech mężczyzn próbowało wymusić od niego 20 tys. euro haraczu. Bandyci dwa razy rozbili w sklepie przedsiębiorcy słoik z kwasem masłowym. Ekspedientki trafiły do szpitala, a towar z lokalu trzeba było wyprać i przecenić. Biznesmen stracił towar o wartości 100 tys. zł. Sprawcy zostali złapani, okazali się konkurencją przedsiębiorcy.
Rok 2005
Pracownik ochrony wraz ze wspólnikami szantażuje właściciela piwiarni. Domaga się comiesięcznych opłat w zamian za tzw. „ochronę” piwnego ogródka. Przedsiębiorca się jednak na to nie zgadza. Przestępcy dwukrotnie napadają na bar, raz nawet raniąc właściciela nożem i demolując piwiarnię. Zostają jednak złapani. Prokuratura przedstawiła im zarzut usiłowania wyłudzenia haraczu w zamian za ochronę baru. Żaden z nich nie przyznał się do winy.
Rok 2006
Ofiarą szantażu padł częstochowski stolarz. Trzej bandyci przez ponad miesiąc kazali sobie płacić haracz w wysokości 300–500 zł co tydzień. Grozili, że jeżeli nie dostaną pieniędzy, wywiozą go do lasu i zabiją. Przy piątym wezwaniu do zapłaty stolarz zdecydował się pójść na policję. Przestępcy zostali złapani i aresztowani.
W tym roku policja złapała także dwóch studentów, którzy żądali od gdańskiego biznesmena 750 tys. zł za bezpieczeństwo i rzekomą ochronę. W razie niezapłacenia grozili, że go zabiją, a jego rodzinie stanie się krzywda. Studenci dokładnie wiedzieli, jak wygląda żona szntażowanego oraz do których szkół chodzą jego dzieci. Biznesmen zgłosił sprawę na policję. Młodzi szantażyści wpadli podczas przejmowania haraczu.

Rok 2008
Lubuska policja zatrzymała czterech mężczyzn, którzy szantażowali dwóch biznesmenów. Żądali oni po 20 tys. euro od każdego. Grozili, że jeżeli nie dostana pieniędzy, krzywda stanie się komuś z rodzin przedsiębiorców. Mimo to biznesmeni zdecydowali się zgłosić sprawę na policję. Bandyci wpadli podczas przekazywania pieniędzy. Wszyscy byli wcześniej karani.
Rzeszów – policja zatrzymała dwóch 18-latków, którzy żądali pieniędzy do dyrektora oddziału jednego z banku oraz od właściciela innej dużej firmy. Grozili okaleczeniem biznesmenów i zabiciem ich dzieci. Pisali listy z groźbami. Wpadli podczas przejmowania pieniędzy. Małoletni nie byli wcześniej karani.
Szantaż także w Internecie
Tak jak świat ewoluuje, tak i szantażyści usprawniają swoje metody działania. Ataki przeprowadzają w Internecie chociażby grożąc właścicielowi domeny jej całkowitym zablokowaniem, jeżeli nie spełni ich żądań. W tym celu stosują głównie sztuczki spamerskie i przeprowadzanie ataków w DoS, który polega na przeciążeniu aplikacji dostarczającej określone dane czy obsługującej danych klientów.
Znacznie popularniejszym jest jednak wykonanie ataku w DDoS. Idealny do stosowania w celu wymuszenia haraczu internetowego. Polega to na tym, że cyberprzestępcy tworzą sieć komputerów zombi, a następnie grożą przeprowadzeniem ataku DDoS na danej stronie korporacyjnej. Ofiarą takiego szantażu padają zazwyczaj sklepy internetowe i strony banków.
Co na to prawo?
W Polsce osobom, które żądają haraczu, stawia się zarzut złamania art. 282 Kodeksu karnego. Mówi on, że: „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, przemocą, groźbą zamachu na życie lub zdrowie albo gwałtownego zamachu na mienie, doprowadza inną osobę do rozporządzenia mieniem własnym lub cudzym albo do zaprzestania działalności gospodarczej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”.
Haracze to generalnie łatwe i szybkie pieniądze, obarczone sporym ryzykiem. Gangsterzy chcą pieniędzy od właścicieli chociażby barów czy restauracji. Wielu z szantażowanych płaci, bo boi się o najbliższych. W takim wypadku nie dziwi, że strach o rodzinę wygrywa ze zdrowym rozsądkiem. W tym momencie napotykamy także na inny problem. Wielu Polaków nie ufa wymiarowi sprawiedliwości i policji. Uważają, że i tak nie mogą liczyć na ich pomoc, bo policja także jest bezradna. Boją się więc i płacą, nierzadko horrendalne dla nich sumy.
Policja apeluje jednak, aby zgłaszać każdy przypadek wymuszenia haraczu. Nie warto wdawać się w dialog z szantażystami oraz działać na własną rękę. Taką sprawę można zgłosić do najbliższego posterunku policji lub prokuratury. Ważne jest także, aby zachować wszelkie maile, SMSy oraz listy od bandytów. Wszystkie dowody mogą mieć w późniejszym etapie postępowania duże znaczenie.
asp. Kamil Rynkiewicz, KWP we Wrocławiu |
|
| W przypadku podjęcia próby wymuszenia tzw. „haraczu” w zamian za ochronę należy: - zapamiętać największą liczbę szczegółów dotyczących nawiązania kontaktu ze sprawcami: numer telefonu, godziny połączeń, cechy rysopisowe w przypadku osobistego kontaktu, użytkowane pojazdy, - odmówić „współpracy” informując, że obiekt jest chroniony przez licencjonowaną agencję ochrony i niezwłocznie powiadomić Policję o podjętej próbie wymuszenia, a także utrzymywać stałą współpracę z organami ścigania, - rozważyć zabezpieczenia przedsiębiorstwa monitoringiem wizyjnym wysokiej jakości, ochroną licencjonowanych, profesjonalnych grup ochroniarskich. |
Barbara Sielicka
b.sielicka@firma.bankier.pl



























































