Turcja była w ostatnich latach wskazywana jako główny gospodarczy konkurent Polski. Zamieszki, które wybuchły w tym kraju w ostatnich dniach, pokazały, że za gospodarczym sukcesem tego kraju nie stoi niewidzialna ręka rynku, ale silna ręka rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju.

Źródło: Thinkstock
Pierwsza dekada XXI wieku przyniosła w Turcji reformy polityczne i gospodarcze na ogromną skalę. Dzięki nim gospodarka tego kraju zaczęła się bardzo szybko rozwijać, Unia Europejska dopuściła Turcję do rozmów akcesyjnych (co prawda zawieszonych po niecałych dwóch latach), a wojsko, które dotychczas kontrolowało władzę, zostało zepchnięte na dalszy plan. Dopiero weekendowe zamieszki w Stambule, podczas których aresztowano już blisko 2 tys. osób, zwróciły uwagę na sprawy, które dotychczas tureckim władzom udawało się wyciszać w przekazie międzynarodowym.
Tureckie sukcesy gospodarcze
Turecka republika była przez cały XX wiek budowana na zasadzie prymatu państwa nad religią. Gwarancją tego prymatu miało być wojsko, które przez niemal 100 lat faktycznie pełniło tę funkcję i "interweniowało" w przypadkach "zagrożenia", że do władzy dojdą islamiści. Sytuacja zmieniła się w 2002 roku, gdy do władzy doszła Partia Postępu i Sprawiedliwości, której przewodzi obecny premier Recep Tayyip Erdoğan.
Erdoğan wcześniej był burmistrzem Stambułu. Już wtedy odniósł kilka ważnych sukcesów. Był chwalony nawet przez opozycję, między innymi za budowę sieci wodociągowej i kanalizacji czy mieszkań komunalnych. Rozbudował także infrastrukturę transportową miasta i zmniejszył jego zadłużenie. Jego dojście do władzy w Turcji sprawiło, że wraz ze zmianami politycznymi Turcja zaczęła odnosić także sukcesy gospodarcze.
Szybki rozwój tureckiej gospodarki bardzo dobrze pokazują liczby. W ostatnich 10 latach turecki PKB tylko dwa razy notował dynamikę na poziomie niższym niż 4,5%. W tym samym czasie PKB przypadający na mieszkańca wzrósł ponadtrzykrotnie - do 10 tys. dolarów. Turecka gospodarka, według szacunków Banku Światowego, znajduje się na 15. miejscu na świecie pod względem wskaźnika PKB z uwzględnieniem siły nabywczej (dla porównania, polska gospodarka znajduje się w tym samym rankingu na 18. miejscu ze wskaźnikiem o 1/3 niższym). Turcja stała się także członkiem grupy G-20, podczas gdy Polska wciąż nie należy do tego elitarnego klubu.
Ratingi w górę
Ewolucję w podejściu do tureckiej gospodarki przez inwestorów pokazują ratingi wystawiane przez międzynarodowe agencje ratingowe. W 2012 roku agencja Fitch pierwszy raz w historii podwyższyła rating Turcji do poziomu inwestycyjnego. W tym roku także agencja Moodys podwyższyła rating Turcji do najniższego poziomu inwestycyjnego. Do szczęścia brakuje tylko odpowiedniej decyzji Standard & Poors. Poziom inwestycyjny oznacza, że znacznie większa liczba inwestorów niż dotychczas może być zainteresowana zakupem tureckich papierów skarbowych. Tym samym kraj ma możliwość tańszego finansowania swojego zadłużenia.
Za gospodarczymi sukcesami Turcji stoi niewątpliwie Partia Postępu i Sprawiedliwości i jej przywódca, premier Erdoğan. To on rozpoczął na dużą skalę prywatyzację, zaczął dostosowywać prawo do wymogów unijnych oraz wprowadził dyscyplinę fiskalną, dzięki której udało się znacznie obniżyć deficyt budżetowy i poziom długu publicznego. Także turecki sektor bankowy jest uznawany za zdrowy, a handel zagraniczny dobrze zdywersyfikowany. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?
Silna ręka władzy
Wygląda na to, że dopiero niedawno Turcy dostrzegli "prawdziwe" oblicze ludzi znajdujących się u władzy. W kraju znacznie głośniej niż dotychczas zaczęły się podnosić głosy, że premier ma zapędy dyktatorskie. Jeden ze znanych tureckich analityków politycznych stwierdził ostatnio, że coraz większe sukcesy premiera na polu gospodarczym spowodowały, że jego władza staje się coraz bardziej autorytarna. Czy jednak powinno to być zaskoczeniem?
Recep Tayyip Erdoğan nie raz powtarzał, że dąży do odnowienia dawnej potęgi Turcji. Adam Balcer z demosEUROPA pisze w swoim blogu o ludziach rządzących teraz Turcją: "Łączy ich odwoływanie się do osobistej religijności, do życia w zgodzie z tradycją, do dziedzictwa Imperium Osmańskiego - dziedzictwa odrzucanego przez 80 lat, które próbowano wyrugować z narodowej tożsamości."
Silną rękę obecnej władzy może zobrazować liczba 49 dziennikarzy, którzy siedzą w tureckich więzieniach za wypowiedzi niebędące po myśli rządzących. Za takie przewinienie grozi nawet 15 lat. Erdoğan ma również na pieńku z wojskiem, ponieważ zdecydował się osłabiać silną przed jego dojściem do władzy pozycję generałów. Za jego kadencji aresztowano setki wojskowych.
Turecka aksamitna rewolucja?
Iskrą, która spowodowała ostatni wybuch społeczny, okazała się wycinka drzew pod budowę nowego centrum handlowego na terenie parku Gezi w Stambule. Projekt został przeprowadzony bez konsultacji społecznych. Podobnie jak wprowadzenie w ostatnim czasie kilku innych, wzbudzających kontrowersje przepisów prawnych - zakazu sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych oraz wprowadzenie pytań z religii na egzaminach wstępnych na wyższe uczelnie. Niewielki początkowo protest nabrał siły, gdy przeciwko zebranym rząd wysłał siły porządkowe. Teraz mówi się o niemal 2000 zatrzymanych, niektóre media podają także, że są dwie ofiary śmiertelne zamieszek.
Patrząc na sytuację w Turcji, przychodzą na myśl porównania z arabską wiosną - serią protestów społecznych, które przetaczają się przez kraje arabskie od końca 2010 roku. Ich wspólną cechą jest protest przeciwko autorytarnym zapędom władz oraz ograniczaniu swobód obywatelskich. W krajach arabskich dochodziło do tego społeczne niezadowolenie z warunków życiowych i wysokiego bezrobocia. Jednak, pomimo gospodarczego sukcesu, także Turcja to kraj dużego rozwarstwienia społecznego. Aż 16% społeczeństwa żyje w tam w skrajnym ubóstwie. Pod względem zadowolenia z jakości życia Turcy znajdują się niemal na końcu rankingu przygotowanego przez OECD. Wśród 36 krajów ujętych w tym rankingu Turcja znalazła się na 4. miejscu od końca.
Sytuacja w Turcji nie jest jednak taka sama jak w innych krajach arabskich. Obecna władza została wybrana w demokratycznych wyborach i wciąż cieszy się sporym poparciem. W Turcji panuje system demokratyczny, choć z pewnością do władzy można mieć zastrzeżenia. Turecka gospodarka w 2012 roku rozwijała się wolniej, ale wciąż na tle innych krajów wypada dobrze.
Premier Erdoğan jest na razie nieprzejednany. Wyrazem jego pewności siebie ma być zapewne zaplanowana już wcześniej i rozpoczęta dziś, jak gdyby nigdy nic, wizyta w Maroku. Jednak zapoczątkowany w Stambule protest rozlewa się już na inne tureckie miasta, a ludzie organizują się za pośrednictwem portali społecznościowych.
Turecki rząd nie może sobie pozwolić na tak ostre użycie sił porządkowych, jak miało to miejsce w krajach arabskich. Turcja to członek NATO oraz G20, a silną gałęzią gospodarki jest turystyka. Każde zaostrzenie sytuacji będzie - na podobieństwo arabskiej wiosny - skutkowało odpływem potencjalnych turystów (którzy zapewne już teraz zastanawiają się, czy nie odwołać zaplanowanych wyjazdów), zniechęceniem międzynarodowych inwestorów i międzynarodową krytyką za łamanie podstawowych wolności i praw człowieka.
Marcin Dziadkowiak, Bankier.pl



























































