Piątkowa sesja przyniosła silny spadek cen ropy naftowej. Analitycy sugerują, że mogło to być efektem trajektorii huraganu Dorian. Inni twierdzą, że w ten sposób rynek zareagował na słowa rosyjskiego ministra.


Ropa Brent potaniała w piątek o 2,3%, osiągając cenę 58,95 dolarów za baryłkę. Przez ostatni miesiąc ta europejska odmiana „czarnego złota” potaniała o blisko 9%, ale wciąż jest o 9,6% droższa niż na początku roku.
Amerykański surowiec typu Crude poszedł w dół o 2,75%, spadając do 55,07 USD za baryłkę. Ropa w USA w sierpniu potaniała o 5,1%, ale od początku roku zdołała podrożeć o 21%. Mimo to po obu stronach Atlantyku czarny surowiec jest o blisko 20% tańszy, niż był 12 miesięcy temu. Te procenty tylko pokazują, jak dużą zmienność cen na rynku ropy naftowej obserwujemy od ponad roku.
W piątek analitycy wskazywali na dwa wydarzenia mające wpływ na rynek. Pierwszą jest trajektoria potencjalnie groźnego huraganu Dorian, który najprawdopodobniej uderzy we Florydę, ale oszczędzi instalacje naftowe zlokalizowane nad Zatoką Meksykańską. Czyli negatywnie wpłynie na popyt i raczej nie zagrozi dostawom.
Drugim czynnikiem była wypowiedź rosyjskiego ministra energii . Aleksander Novak powiedział, że rosyjskie cięcia wydobycia w sierpniu były „nieznacznie mniejsze”, niż uzgodniono na ostatnim szczycie OPEC. Takie wypowiedzi budują wątpliwości, czy Rosja faktycznie wywiąże się ze swych obietnic dotyczących redukcji dostaw ropy naftowej.
Łączne wydobycie w krajach OPEC w sierpniu wyniosło 29,61 mln baryłek dziennie i było o 80 tys. Bpd wyższe niż w lipcu. To pierwszy wzrost produkcji kartelu w tym roku. Z kolei wydobycie w Stanach Zjednoczonych zmalało drugi miesiąc z rzędu, do 12,08 mln bpd. Amerykańscy nafciarze w mijającym tygodniu zmniejszyli liczbę wiertni o 12 sztuk, do najniższego poziomu od stycznia.
KK



























































