REKLAMA
TYLKO U NAS

Cała władza w ręce kobiet?

2007-03-20 06:23
publikacja
2007-03-20 06:23
Pod koniec lat 60. XX wieku wzorem pacyfistów palących karty powołania do wojska w proteście przeciw wojnie wietnamskiej amerykańskie feministki skazały na stos swoje biustonosze. Uznały je za narzędzie samczego ucisku seksualnego. Swoich katów nazwały "męskimi szowinistycznymi świniami", traktującymi je jako "rekwizyty do zaspokajania chuci" bez zwracania uwagi na wybitne zalety ich serc i umysłów. Wtedy oburzeni panowie zrewanżowali się również mianem "szowinistycznych świń", tyle że żeńskich [1].

Warto tu w oparciu o autorytet [2] dodać, że w języku polskim słowo "kobieta" pojawiło się w XVI wieku i oznaczało niewiastę wszeteczną i rozpustną (prawdopodobnie przez skojarzenie z "kob" - chlew), a godności zaczęło nabierać dopiero w XVII wieku, by usatysfakcjonować płeć piękną męskim wyznaniem Ignacego Krasickiego ("Myszeida", 1775): "My rządzim światem, a nami kobiety". Można jednak podejrzewać, że była to raczej złagodzona myśl św. Ambrożego, który twierdził, że "aby oszukać kobietę, potrzebny był wąż, ale aby oszukać mężczyznę, wystarczyła kobieta". Można to uznać za komplement w większym stopniu dotyczący kobiecej przebiegłości niż jej udziału w rządzeniu. Bowiem "władza", mimo że jest słowem rodzaju żeńskiego, od najdawniejszych czasów należy do mężczyzn i z męskością wciąż się kojarzy. W niektórych kulturach nadal jest przez mężczyzn monopolizowana, choć czasami musi dojść do "kompromisu": na przykład podczas wizyty królowej angielskiej w Arabii Saudyjskiej gospodarze nadali jej tytuł honorowego mężczyzny, by mogła zjeść obiad przy głównym stole, zamiast dojadać resztki wspólnie z ich żonami [3].

Siła słabej płci?

Jak traktowane są kobiety w polityce polskiej i zagranicznej?

Natalia de Barbaro: W polskiej polityce istnieje kilka sposobów traktowania kobiet. Pierwsza postawa - występująca zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn, choć częściej jednak wśród tych ostatnich - to niekorzystna dla kobiet postawa seksistowska. Wyraża się ona w przekonaniu, że kobiety do polityki nadają się gorzej niż mężczyźni. Uzasadnienia są różne: tzw. "natura", historia, pseudodowody w postaci nieudanych karier politycznych kobiet (choć nieudanych karier politycznych mężczyzn zwolennicy tej postawy nie uznają za dowód na to, że mężczyzn powinno być w polityce mniej). Inna postawa, też seksistowska, czyli faworyzująca jedną z płci - to przekonanie, że kobiety do polityki nadają się lepiej niż mężczyźni, bo jak to się mówi - "łagodzą obyczaje", wprowadzają elementy "miękkie" etc. Takie myślenie także opiera się na stereotypowym postrzeganiu kobiet, tyle że w tym przypadku jest to stereotyp pozytywny. Trzecia postawa wyraża się w przeświadczeniu, że kobiety są w polityce równie potrzebne i równie kompetentne, co mężczyźni.

Trudno określić procentowo, ilu jest zwolenników każdej z tych postaw. Obstawiałabym, że w Polsce podzieliliby się na trzy mniej więcej równe grupy. W Skandynawii zwolenników trzeciej postawy byłoby z pewnością dużo więcej, w krajach arabskich - o wiele mniej.

Jak można ocenić wizerunek kobiety-polityka w Polsce?

Kobiety-polityczki są równie zróżnicowane, co mężczyźni-politycy. Muszą jednak zmierzyć się z czymś, z czym nie muszą zmierzyć się politycy. Po pierwsze z tym, że patrząc na kobietę-polityczkę, osoba przed telewizorem będzie znacznie częściej niż to jest w przypadku mężczyzny komentować jej wygląd. Tym samym część tego, co ma do powiedzenia polityczka, może "zginąć" (to wskazówka dla kobiet-polityczek, żeby starały się w sytuacjach publicznych ubierać dość neutralnie). Po drugie, jak pokazują badania przeprowadzone na gruncie psychologii społecznej, kobieta podlega ocenie surowszej niż mężczyzna, zwłaszcza jeśli da pretekst do oceny wzmacniającej jej negatywny stereotyp. Tym samym kształtowanie wizerunku jest dla kobiet w pewnym sensie trudniejsze. Równocześnie jednak mogą też bazować na pozytywnym stereotypie, o którym wspomniałam wyżej.

Czy partia kobiet ma szanse wyborcze?

Partia kobiet ma jedną silną stronę - punktem wyjścia do jej powstania są, jak głoszą te, które ją powołały - konkretne potrzeby ogromnej grupy interesu, jaką są kobiety i chęć zaspokojenia tych potrzeb. Kiedy słuchamy Gretkowskiej, która mówi o kolejkach do lekarzy, drogich środkach antykoncepcyjnych, trudnościach młodych matek - wiadomo, że mówi o czymś, co realnie dotyka życia ponad połowy polskich wyborców (czyli wyborczyń). To jest ogromna siła w sytuacji, gdy zdecydowana większość dyskursu publicznego poświęcana jest dzisiaj sprawom od codziennego życia, delikatnie mówiąc, odległym.

Jest jednak jeden poważny problem dla partii kobiet - mało kto wierzy, że może stać się realną siłą. I to staje się samospełniającą się przepowiednią - "ponieważ nie wierzę, żeby ta partia miała szansę, nie będę na nią głosować". Dodatkową trudnością w opowiadaniu się za nią jest to, że takie opowiedzenie się, na przykład w gronie znajomych, byłoby w moim przekonaniu mocno społecznie napiętnowane - uznano by taką kobietę za "feministkę", co w warunkach polskich jest wciąż jeszcze, delikatnie mówiąc, określeniem niepochlebnym.

Czy polscy politycy-mężczyźni dojrzeli do współpracy z kobietami-doradcami?

Odnoszę wrażenie, że na wejściu istnieje pewien sceptycyzm, natomiast jeśli kobieta-doradczyni udowodni swoją skuteczność, wtedy najbardziej zatwardziali seksiści są gotowi porzucić swoje uprzedzenia, żeby wygrać wybory.

Natalia de Barbaro - pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalizuje się w marketingu politycznym. Doświadczenie zdobywała m.in. jako stażystka w Kongresie Stanów Zjednoczonych (1991). Ostatnio była doradcą medialnym Donalda Tuska w wyborach prezydenckich 2005 roku. Autorka książki "Dojść do głosu. Radykalnie praktyczny przewodnik po kampanii wyborczej".
Oczywiście bywały w historii przypadki obejmowania najwyższych stanowisk plemiennych, rodowych czy państwowych przez kobiety, ale statystycznie nieporównywalne liczebnie w stosunku do przywództwa męskiego. Również fakt, że w danym okresie i miejscu rządziły kobiety nie oznaczał wcale szerszego dostępu do władzy dla przedstawicielek tej płci. Można podziwiać sukcesy na przykład starożytnych władczyń albo królowych angielskich czy Katarzyny II, ale dopiero w ciągu ostatnich 150 lat, między innymi dzięki sufrażystkom, panie mogły realniej pomyśleć o karierze politycznej. Warto więc zastanowić się nad wizerunkiem kobiet sprawujących władzę lub pośrednio mających na nią wpływ.

Politycznie słaba płeć

W Polsce tak zwana władza ludowa dawała towarzyszkom ważniejsze stołki polityczne rzadko, więc choć robiła to z odpowiednią oprawą propagandową, to i tak mało kto wierzył, że na przykład członkini Biura Politycznego KC PZPR Zofia Grzyb zmieni cokolwiek w funkcjonowaniu systemu społecznego kraju.

Również rozmowy przy Okrągłym Stole nie objęły tematu obecności pań w sprawowaniu władzy. (Zapomniano, że gdy większość mężczyzn-liderów i ważniejszych działaczy "Solidarności" była internowana czy aresztowana - zorganizowana opozycja nadal funkcjonowała między innymi właśnie dzięki kobietom). Wprawdzie w III RP na scenę polityczną wkroczyły kobiety, to w następnych rządach stanowiły one ministerialny margines, co ciekawe, nawet Hanna Suchocka nie nominowała (podobnie jak Jan Olszewski) żadnej kobiety na szefa resortu. Leszek Miller powierzył teki Danucie Hübner, Izabeli Jarudze-Nowackiej, Krystynie Łybackiej, Barbarze Piwnik i Aleksandrze Jakubowskiej, "w której kształtnej piersi biło mężne serce", jak twierdził. Wcześniej cechę tę posiadały podobno także mająca zbliżony do androida sposób mówienia Aldona Kamela-Sowińska oraz Ewa Lewicka i Teresa Kamińska, o których mówiono: "jedyni prawdziwi mężczyźni w rządzie Jerzego Buzka" [4].

Głębsza analiza wizerunku politycznego kobiet działających w polskiej polityce, nie umniejszając ich wiedzy zawodowej, nie zachwyca. Tylko nieliczne z nich potrafiły lepiej lub gorzej pojąć istotę marketingu politycznego i pozostać w "branży". Najgorzej im szło właśnie kreowanie wizerunku profesjonalistek, a próby naśladownictwa "koleżanek" z Zachodu (Suchocka la Thatcher) nie budziły entuzjazmu.

Interesująca mężczyzna

W powszechnej podświadomości polityka, zwłaszcza przywódcę, powinna cechować siła, odwaga i zdecydowanie. Nawet jeśli jest nim kobieta. Dlatego tak często zaufanie i poparcie zdobywają damy kojarzące się - także wyglądem - z mężczyznami. Margaret Thatcher, którą gazeta rosyjskiego MON-u "Czerwona Gwiazda" nazwała "Żelazną Damą", zanim nią została, przeszła metamorfozę: z kwiecistych sukienek przebrała się w kojarzące się z mundurem garsonki z watowanymi ramionami i dużymi guzikami, używała też dużej torebki przypominającej teczkę. Broszki wyglądały jak ordery. Nosiła oszczędny makijaż i klasyczne fryzury. Jej gesty stały się bardziej męskie (zasługa szkolenia z komunikacji niewerbalnej), zgodnie z zaleceniem swego doradcy wizerunkowego Gordona Reecea jeszcze przed objęciem funkcji premiera przeszła wielomiesięczny kurs fonetyki: zmieniła cechy wokalne i pozbyła się akcentu typowego dla klas wyższych. Dzięki temu jej głos uzyskał inną barwę, uwydatnił matowość i stał się bardziej sympatyczny [5]. Jak wykazały badania fonetyczne przemówień bożonarodzeniowych, również królowa Elżbieta II od 1952 roku stopniowo "demokratyzowała" swój arystokratyczny akcent i obniżyła głos o oktawę, dzięki czemu jej angielszczyzna zbliżyła się do standardowej angielszczyzny - poinformował ostatnio "Journal of Phonetics" [6].

Niektóre polskie posłanki unikają jednak "męskiego" imageu i starają się wyglądać bardzo kobieco. Znana z modlitwy odmawianej z trybuny sejmowej Anna Sobecka, która już w LPR bojkotowała "Gazetę Wyborczą" także wyraziła obawę, że reporterzy tego dziennika zafałszują jej sex appeal: "O... ja już wiem, jak mnie się pokazuje. Kamerę prawie na kolanach położą, żeby twarz jak najbrzydziej pokazać. Albo z góry, żeby pogrubić. O rozmowie nie ma mowy" [7]. Także Danuta Hojarska pragnie, by postrzegać ją bardziej kobieco. Oburzyła się na Szymona Majewskiego, bardzo osobiście traktując parodiującą ją w "Rozmowach w tłoku" aktorkę: "On mnie kiedyś pokazał (...) że mam zarost na klatce piersiowej, że mi się włosy wszędzie walają. Ubrał mnie jak jakąś wariatkę, a ja jestem zdrowa kobieta. (...) Będziemy się domagali, by przestał mnie parodiować" [8]. Trudno się dziwić. Przecież czasami nawet chciała, żeby ją koledzy z Samoobrony "chociaż troszeczkę pomolestowali w kuluarach"... "Ale musiałam się obejść ze smakiem, bo zawsze poprzestawali na zwykłym świntuszeniu" - przyznała z żalem [9].

To smutne, zwłaszcza że męska część polityków jest dość bezwzględna w ocenie swych badań w zakresie erotologii komparatystycznej i na przykład kiedy reporterzy programu TVN "Teraz My" zapytali Jacka Kurskiego o koleżanki parlamentarzystki, ten odpowiedział: "To kobietony. Spytajcie statystycznego mężczyznę, choćby z sejmowych korytarzy, czy chciałby z nimi spędzić trochę czasu. Ja - nie". Podał też przykład kobietona: "Hanna Suchocka, była premier, odniosła wielki sukces w polityce. Ale czy ktoś chciałby z nią znaleźć się na bezludnej wyspie?" [10] Trzeba jednak przyznać, że Kurski i polscy posłowie to dżentelmeni, bo w takiej Izbie Gmin protekcjonalna jowialność i wulgarne okrzyki z sali nadal są dla posłanek chlebem powszednim. Z reguły przydziela im się "kobiece" zagadnienia, takie jak oświata czy służba zdrowia. Te, które usiłowały zająć się obronnością do dziś cierpią z powodu reakcji urażonych samców. "Kiedy wchodziłam na mównicę, konserwatyści łapali się za wyimaginowane biusty i żwawo nimi potrząsali" - skarżyła się Barbara Follett z Partii Pracy. Co ciekawe, najzagorzalszymi mizoginami są ci, którzy najwięcej gardłują o równouprawnieniu [11].

Gdzie diabeł nie może

Analizując dokonania Madeleine Albright albo Condoleezzy Rice, potencjalnej kandydatki na prezydenta USA, łatwiej uwierzyć w przysłowie dotyczące roli pań w przypadku bezradności diabła. Dlaczego zatem kobiety mają tak słabą reprezentację w polityce? Przecież mają liczebną przewagę nad mężczyznami prawie we wszystkich demokracjach świata. Gdyby głosowały na inne, już dawno miałyby władzę i całą resztę z nią związaną. Według szwajcarskich psychologów w polityce brakuje im męskiego doświadczenia i zdecydowania, są zbyt skromne, nie potrafią walczyć z karierowiczami. Dlatego tamtejsze feministki na specjalnych seminariach uczą się być zołzami [12].

Polskie badania samooceny i agresji w trudnych sytuacjach społecznych wskazują, że kobiety dysponują szerszym niż mężczyźni wachlarzem ostrych zachowań i gier perswazyjnych oraz szantaży emocjonalnych, do których należy przede wszystkim zdobywanie sympatii przez ustawianie się w roli ofiar [13]. Nie są to jednak zachowania gwarantujące skuteczność w jawnej konfrontacji politycznej.

Matki, żony i kochanki

Ważnym elementem wizerunku kobiety-polityka może być macierzyństwo. Zwłaszcza dla tej części elektoratu, która docenia liczebność potomstwa.

Dla kobiety działającej w polityce prokreacja może stać się także przyczyną problemów. Zresztą nie tylko dla niej. - "Jakby wziąć cały mój życiorys, to by było jeszcze pewnie dwóch kandydatów na ojca mojego dziecka" - powiedziała aktywistka "Samoobrony" Aneta Krawczyk dla Radia TOK FM na temat plotek o ojcostwie Andrzeja Leppera [14]. Na szczęście liderowi tej partii nie grozi, że nawet gdyby sięgnął DNA, jego małżonka założy konkurencyjne ugrupowanie, tak jak zrobiła to zdradzona żona tymczasowego premiera Czech Mirka Topolanka [15].

Zgodność i partnerstwo w małżeństwie pomaga w karierze politycznej, jednak do rzadkości należy, by panowie znacząco wspierali swoje małżonki-polityków. Choć właśnie męskie poręczenie mogłoby odnieść pewien skutek wśród antyfeministycznie nastawionych wyborców. Raczej za ciekawostki niż jako marketing polityczny, zwłaszcza w Polsce, należy uznać prezentacje mniej znanych mężów pań zajmujących się polityką. Do ważniejszych przykładów można zaliczyć tylko prezentację męża Hanny Gronkiewicz-Waltz, gdy kandydowała w wyborach prezydenckich w 1995 roku. Bardziej przekonująco w takiej roli wypadł jednak mąż Margaret Thatcher, którego brytyjska prasa pokazywała, jak przepasany fartuszkiem przygotowywał herbatę dla "żelaznej" pani premier. Co nie znaczy, że wydawał się być mniej męski. W hiszpańskiej gazecie "El Dia" fotografię przedstawiającą panią premier z mężem Denisem podpisano: "Margaret Thatcher, acompanada de su marido Penis".

Również bycie żoną ważnego polityka to dla kobiety rzecz niełatwa. W państwach socjalistycznych długie lata pozostawały one w głębokim cieniu, a czasem ich śmierć nie tylko bywała tajemnicza, ale i pozostawała długo w tajemnicy [16]. W Polsce popaździernikowej reprezentacyjną małżonką mógł się pochwalić premier Józef Cyrankiewicz. Organizacyjnie widoczna była także "towarzyszka Zofia Gomułkowa, ale ona miała dłuższy staż partyjny od męża i w jakimś sensie uczestniczyła w życiu politycznym. Stanisława Gierkowa takich ambicji nie miała" [17]. Żony następnych przywódców państwowych czekały coraz trudniejsze zadania.

Mądrzy politycy pragnący wykorzystać małżonki do kreowania swego wizerunku muszą równie bezkompromisowo jak siebie ocenić ich reprezentacyjność. Powinni również uzgodnić z żonami model zachowań i wybór strategii. Na przykład: 1. "Na ambasadora", polegająca na tym, że kobieta godnie reprezentuje męża, podkreśla pozytywne aspekty jego działalności oraz harmonię związku. (Przykładem mogłaby być Nelly Rokita. Niestety, nie zawsze jej się to udaje). 2. "Strategia niebytu". Żona w ogóle się nie ujawnia. (Przykładem takiego zachowania była Aleksandra Miller. A gdy się czasem pojawiała, zdarzały jej się gafy) 3. "Strategia kreatywna". Małżonka znanego polityka zajmuje się działalnością charytatywną, udziela się towarzysko, występuje w telewizji i na łamach prasy. Jej działania przysparzają mężowi dodatkowych zwolenników. Strategię kreatywną stosowała i stosuje Jolanta Kwaśniewska, nadal na forum międzynarodowym postrzegana i zapraszana jako Pierwsza Dama. Strategię Marii Kaczyńskiej trudno określić, skoro i ona, i jej doradcy o ważnych konferencjach, w których uczestniczą królowe i żony głów państw dowiadują się z mediów [18].

Z żony na męża stanu

Mimo problemów małżeńskich, zwłaszcza związanych z "afera rozporkową", o parze Bill - Hillary mówiono niekiedy "współprezydenci" lub nawet "Billary" [19], a eksperci twierdzą, że Hillary Clinton była najbardziej wpływową pierwszą damą od czasów Eleanor Roosevelt. (W jednym z dowcipów o Clintonach Bill, odwiedzając Arkansas, pokazywał żonie jej kolegę szkolnego - pracownika stacji benzynowej i pytał: Czy wie, co by było, gdyby to za niego wyszła za mąż? Odpowiedź Hillary brzmiała: Tak, to on byłby prezydentem). Nic więc dziwnego, że zostawszy senatorem, teraz chciałaby powrócić do Białego Domu w innej roli. Poinformowała o tym na swojej stronie internetowej www.hillaryclinton.com.

W Polsce podobnie postrzegane było małżeństwo Kwaśniewskich. Wprawdzie nie mówiono o nich "Jolek", ale jeszcze nie tak dawno część rodaków widziała w Jolancie Kwaśniewskiej kandydatkę mającą bronić ich przed populistami. Warto więc przypomnieć, że według sondażu CBOS z 1996 roku 86 proc. Polaków uważało, że żona prezydenta nie powinna wpływać na decyzje męża, 63 proc., że nie powinna doradzać mężowi, 83 proc., że nie powinna pełnić funkcji państwowych i chociaż 41 proc. akceptowało jej aktywność publiczną, to aż 57 proc. chciało, by pozostawała w cieniu męża. Wówczas tylko 8 proc. Polaków popierało ewentualny wpływ Jolanty Kwaśniewskiej na męża i zaledwie 10 proc. chciało, by pełniła funkcję państwową. Obecnie można stwierdzić, że w ciągu dekady udowodniła ona, jak ważną rolę w życiu profesjonalnych polityków odgrywają ich małżonki.

Szał uniesień... politycznych

W polskiej polityce kobiety wciąż nie są traktowane po partnersku. Jeszcze we wrześniu 2000 roku Parlamentarna Grupa Kobiet złożyła projekt uchwały o powołaniu komisji równego statusu kobiet i mężczyzn. Rok wcześniej podobny projekt został odrzucony przewagą jednego głosu. Posłanki chciały między innymi, aby komisja dokonała przeglądu przepisów prawnych pod kątem realizacji konstytucyjnej zasady równości płci. Wskazywały, że na przykład forma tekstu ślubowania prezydenckiego - "będę strzegł" - zakłada, że prezydentem może być tylko mężczyzna. Twierdziły, że nie gramatyka rządzi tym sformułowaniem, lecz mentalność nie przywiązująca wagi do sformułowań jawnie dyskryminacyjnych. Podczas debaty sejmowej we wrześniu 2004 roku senacki projekt ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn spotkał się z krytyką posłów PO, PiS, PSL, "Samoobrony", LPR i Ruchu Katolicko-Narodowego, którego przedstawicielka zacytowała stanowisko Prezydium Konferencji Episkopatu Polski, uznającego, że "zajmowanie się takimi projektami ustaw to demagogia i populizm". Popierający projekt posłowie lewicy przekonywali, że z powodu braku przepisów może przepaść 57 milionów złotych przeznaczonych na ten cel przez Unię Europejską. Poinformowali, że ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn wprowadzono już w Austrii, Danii, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Czechach, Słowenii oraz na Litwie. Należy dodać, że na przykład w Niemczech pełnomocnicy do spraw równouprawnienia funkcjonują już na poziomie samorządowym.

Bo zupa była za słona

Obserwując część kobiet w polskim parlamencie, trudno oprzeć się przykrym skojarzeniom rozmywającym szacunek należny słabej płci. Bo wprawdzie obok usejmowionych kur domowych gdaczących pod dyktando partyjnych kogutów rozsiadły się "ciotki rewolucji" moralnych różnych barw, wszystkie jednoczy poczucie własnej nieomylności i misji, jaką jest utrzymanie mandatów jak najdłużej. Można też podejrzewać, że stopień niekompetencji i demoralizacji politycznej pań nie odbiega od bardziej widocznego w liczniejszej reprezentacji panów. Nawet przypadek (?) Hanny Gronkiewicz-Waltz lub Elżbiety Gelert, która (jak przysłowiowy stryjek siekierkę) zamieniła mandat senator na dietę radnej świadczyć może, że kobiety mają problemy z "kuchnią polityczną" i zdarza im się "przesolić".

Dlatego "niestandardowo i internetowo" (www.polskajestkobieta.org) tworzona Partia Kobiet [20], której "pierwsza kadrowa" liczy już 3000 (biało)głów nie ma szans na samodzielność. Według angielskich socjologów kobiety są bardziej zdyscyplinowanymi wyborcami i idą głosować nawet gdy pada deszcz. Najczęściej jednak podejmują decyzje spontanicznie, w ostatniej chwili, są bardziej podatne na wyborczą propagandę niż elektorat męski i łatwiej zmieniają zdanie. (W USA żeński elektorat jest podzielony na kobiety będące na swoim utrzymaniu, które wolą programy socjalne i opiekuńcze oraz kobiety, które mogą liczyć na pomoc swoich mężów. Amerykańscy specjaliści wyodrębniają różne kategorie kobiet, na przykład te będące na utrzymaniu mężów i wychowujące dzieci, kobiety z bogatych przedmieść (soccer moms) oraz na posiadające rodziny i ciężko pracujące kobiety (tak zwane waitress moms). Dla każdej z tych kategorii kandydaci, w większości mężczyźni, dobierają odpowiednie hasło).

Czy poczucie krzywdy i solidarność kobiet, na których bazuje nowe ugrupowanie jest dostatecznym argumentem do uzyskania masowego poparcia niejednolitego elektoratu? Raczej partia ta (jeśli aktywnie działając, dotrwa do następnych wyborów) stanie się kwiatkiem do kożucha jednej z silnych formacji i wprowadzi kilka pań do Sejmu, co zresztą niezbyt złagodzi obyczaje tej izby. Niestety.

Opisywanie wizerunku kobiet w polityce kusi zastosowaniem aluzji i żartów choćby z "Matriarchatu" Jana Marcina Wolskiego lub "Seksmisji" Juliusza Machulskiego. Jednak temat jest poważny, gdyż znikomy udział naszych pań we władzy rodzi pytania: Nie chcą? Nie mogą? Nie potrafią? Wydaje się, że niska świadomość obywatelska wyborców obu płci w Polsce i brak kultury politycznej powodują, że można odpowiedzieć: jeszcze nie wiedzą, czego chcą - jeszcze nie bardzo mogą - i z pewnością jeszcze za mało potrafią.

Wiesław Gałązka


[1] W. Kopaliński, Słownik wydarzeń, pojęć i legend XX wieku, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1999, s. 387, 252, 492.

[2] W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, s. 494.

[3] M. Rostron, Zaczyna się od Kataru. Kobietom arabskim więcej wolno, "Polityka" 13.10.2003.

[4] J. Tyszka, Prawdziwi mężczyźni w spódnicach, "Politycy" czerwiec 2003.

[5] B. Dobek-Ostrowska, Media masowe i aktorzy polityczni w świetle studiów nad komunikowaniem politycznym, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2004, s. 254.

[6] Pospolity akcent zbliża królową do narodu, PAP, 4.12.2006.

[7] J. Hołub, M. Strelingow, M. Wąs, Anna Sobecka, spikerka Ojca Rydzyka, "Gazeta Wyborcza", dodatek "Wysokie Obcasy" 11.03.2006.

[8] Hojarska chce wytoczyć proces Majewskiemu, PAP, 16.11.2006.

[9] "Fakty", TVN, 18.12.2006.

[10] Kurski o koleżankach z Sejmu: To kobietony, "Gazeta Wyborcza" 30.11.2006.

[11] Kobieta też człowiek, "The Guardian" 13.12.2004.

[12] D. Niederberger, Świat należy do bezczelnych, "Die Weltwoche" 17.06.2004.

[13] E. Michalik, Ostra płeć. Kobiece techniki manipulacji, "Gazeta Polska" 2004.07.20.

[14] Cytat dnia: O życiorysie, "Rzeczpospolita" 17.01.2007.

[15] Kłopoty czeskiego premiera z żoną i kochanką, PAP, 4.01.2007.

[16] Kim Dzong Il zataił śmierć żony, "Stowarzyszenie Współpracy Kobiet" 30.08.2004, www.neww.org.pl

[17] P. Zaremba i R. Mazurek, Krowa w szamponie. O Edwardzie Gierku, jego epoce i absurdach PRL-u opowiada historyk profesor Jerzy Eisler, "Nowe Państwo" 14.08.2001.

[18] KE zaprosiła Kwaśniewską jako Pierwszą Damę, Dziennik.pl 17.01.2007.

[19] J. Bielecki, Hillary będzie kandydować, "Rzeczpospolita" 22.01.2007.

[20] Przybyło kobiet w polityce, "Dziennik" 24.12.2006.

Oficjalne wydanie internetowe www.piar.pl
Źródło:
Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (17)

dodaj komentarz
~daro
Wszyscy by tylko wszystkim chetnie rozdawali i pomagali, ale oczywiscie nie za swoja kase. Po kiego ch* kolejna socjalistyczna partia w Polsce??? Dosc juz tych darmozjadow, ktorzy pod haslami rozdawnictwa ida do zloba.
targel
Trzeba zabrać im koryta albo ich przepędzić na cztery wiatry zgodnie z zasadami demokracji.
~assassin
słyszałem wiele o darmowych przedszkolach i zasiłkach dla samotnych matek, ale jakie te panie mają pomysł na gospodarkę pozostaje niezgłebioną tajemnicą. Być może kierować się będą w niej "kobiecą intuicją" może wprowadzą Polskę Solidarnych (jajników)... kto to może przewidzieć!!!

Moim skromnym zdaniem, z samej tylko
słyszałem wiele o darmowych przedszkolach i zasiłkach dla samotnych matek, ale jakie te panie mają pomysł na gospodarkę pozostaje niezgłebioną tajemnicą. Być może kierować się będą w niej "kobiecą intuicją" może wprowadzą Polskę Solidarnych (jajników)... kto to może przewidzieć!!!

Moim skromnym zdaniem, z samej tylko racji bycia kobietą nie powinny się należeć żadne przywileje w polityce. Kobiety mają dużo, bardzo dużo do pokazania, wystarczy zerwac ze stereotypem upośledzonej pod każdym względem kobiety (który utrwala Partia Kobiet) i zabrać się do konkretnej pracy.
~Rakieta
Ass .... te panie najczęsciej sa samotne bez dzieci ,rodzin a chciałyby uszczęśliwiać inne kobiety na czym się nie znają i tak naprawdę nie na tym im zależy
targel odpowiada ~Rakieta
Rakieta, leczyć się musisz. Zwidy i urojenia to już choroba.
~Winetu
Partia Kobiet jest partą nowej lewicy/patrz stara lewica/ powołana dla prywatnych interesów np.kariery politycznej jakiejś pani czy pań a nie dla kobiet.Taka lewica była i jest.
~seba
chlop ja skrzywdzil i niby teraz sie wypowiada za wszystkie kobiety jakie to one sa nieszczesliwe...i maja w sobie sile, wladze i sa silne razem i bla bla ble ble
targel odpowiada ~seba
Byleby nie w ręce moherów. W ręce pradziwych kobiet może być
~ConrPL odpowiada targel
Program tej partii, to nieco zradykalizowany program SLD. Ma dla Ciebie znaczenie kto rządzi? Dla mnie tylko, co chce zrobić. A one chcą ograniczyć Wolność.
~ConrPL
Dokładnie. Najśmieszniejsze jest to, że ta lewicowa partia, a deklarują się jako, ni to lewice, ni prawice:
"Dlatego uważam, że kobiety powinny założyć własną partię, bez względu na to czy mają lewicowe czy prawicowe poglądy. "

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki