Mistrzostwach Europy w Polsce są ostatnio postrzegane głównie przez pryzmat nieporozumień, niedotrzymywania terminów, wysokości premii czy niefortunnych wypowiedzi Minister Muchy. Szkoda, ponieważ nie wszystko jest złe i beznadziejne, choć żeby dostrzec pozytywy całego przedsięwzięcia, trzeba trochę wysilić.
Choć o przygotowaniach do Euro i o samym turnieju mówi się coraz więcej, największe obawy budzi to, co ze stadionami będzie działo się już po mistrzostwach. Chodzi o właściwe utrzymanie stadionów i towarzyszącej im infrastruktury. Nie jesteśmy niestety Hiszpanią czy Anglią, gdzie środki gwarantuje stadionowa frekwencja i popularność ligowych rozgrywek. Wśród wybudowanych na Euro w Polsce Aren w najgorszej sytuacji wydaje się być właśnie Stadion Narodowy.
| Rynek doradztwa finansowego w Polsce 2012 | |
Raport Bankier.pl i WprostBankier.pl już od ponad dekady przygląda się funkcjonowaniu polskiego rynku usług finansowych i recenzuje jego uczestników. Tym razem wraz z tygodnikiem „Wprost” przeprowadziliśmy badanie opinii o polskich firmach doradztwa finansowego.Pobierz raport w formacie PDF |
|
W Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu o utrzymanie stadionów zadbają przede wszystkim kluby rozgrywające na nich mecze. Choć trzeba przyznać, że o ile Lech Poznań i Śląsk Wrocław mogą pochwalić się przyzwoitą frekwencją, to już na Pomorzu sytuacja nie przedstawia się tak optymistycznie.
Mimo że Stadion Narodowy zawsze w pierwszej kolejności będzie brany pod uwagę przy organizacji meczów reprezentacji czy innych większych imprez, to żeby starczyło środków na jego odpowiednie utrzymanie, takich przedsięwzięć musiałoby się na nim odbywać kilkanaście rocznie.
Żeby pokazać, jakim wyzwaniem dla władz miasta jest utrzymanie takiego molocha, szczególnie w polskich warunkach, policzyliśmy, ile musiałoby być rozgrywanych spotkań, aby utrzymać stadion z wpływów za bilety. Założyliśmy, że wszystkie wpływy zostają w kasie miasta (jak wiemy taka sytuacja w praktyce jest niemożliwa, wszak jest jeszcze PZPN), a koszt sprzedaży jednego biletu równy jest średniej cenie biletu, jaka obowiązuje na dzisiejszy mecz z Portugalią.
Na Stadionie Narodowym w ciągu jednego meczu może zasiąść 58 tys. kibiców. Zakładając, że przez cały rok średnia cena biletu wynosi 120 zł i przy każdej okazji stadion wypełniony jest po brzegi, to wpływy z biletów powinny wynieść 6 mln 960 tys. zł. Jak łatwo policzyć, żeby do utrzymania stadionu nie trzeba było dokładać, takich spotkań musiałoby się odbyć cztery, a właściwie pięć. Zastrzeżeniem jednak, że właściciel stadionu, czyli w rzeczywistości Skarb Państwa, z nikim nie dzieli się wpływami z biletów.
Polska reprezentacja rozgrywa w ciągu roku średnio trzynaście spotkań międzypaństwowych, z czego zwykle połowę u siebie. Jednak nie wszystkie będą rozgrywane na Narodowym, gdyż kolejka chętnych na podjęcie polskich piłkarzy jest długa, a racjonalność działań Polskiego Związku Piłki Nożnej bardzo często budzi wątpliwości. W końcu to PZPN, jako organizator meczów, będzie na okazję spotkań narodowej reprezentacji wynajmował obiekt. Za jaką kwotę? Tego niestety nie udało nam się ustalić, ponieważ telefony rzeczników PZPN i Stadionu Narodowego pozostają głuche.

Nawet jeśli wierzyć dziennikarskim plotkom, że jest to kwota ok.100 tys. złotych, to biorąc pod uwagę zatrzymanie części wpływów za bilety w kasach stadionu, pokrycie rocznych kosztów jego utrzymania jest po prostu niemożliwe.
Tak więc przed włodarzami Warszawy i Narodowym Centrum Sportu nie lada wyzwanie. Choć w tym roku, oprócz meczów na Euro 2012, są planowane duże wydarzenia (koncert Madonny, koncert zespołu Coldplay), to same koszty organizacji tych przedsięwzięć będą z pewnością spore, czego mogą nie zrekompensować wpływy z biletów.
Miejmy więc nadzieję że jedyną szansą na rentowność Stadionu Narodowego w Warszawie nie będzie zdobycie przez polskich piłkarzy mistrzostwa Europy. Ponieważ to jest niestety dość mało prawdopodobne.
Szymon Matuszyński
Redaktor Bankier.pl
s.matuszynski@bankier.pl


























































