Czy po spadkach warto kupić złoto?
Zdaniem Tomasza Gessnera obecna przecena to powód, by ponownie przyjrzeć się rynkowi złota. Nie oznacza to jednak, że cena nie może zejść niżej. W decyzjach inwestycyjnych liczy się przede wszystkim relacja potencjału wzrostu do ryzyka spadku.
„I na obecnych poziomach, po 30% cofnięciu od szczytu, ta relacja wygląda już coraz bardziej atrakcyjnie” – ocenia analityk Tavex.
Dla osób, które kupowały na początku roku, spadek cen jest bolesną lekcją. „To bolesna lekcja uczestniczenia w pościgu za silnie rosnącym aktywem. Lekcja, którą wielu przynajmniej raz w życiu odrobiło” – mówi Gessner.
Od kolejek po ostrożność
Pod koniec stycznia emocje sprzyjały zakupom mimo rekordowych cen. Kolejki do punktów obrotu złotem ustawiały się w wielu miejscach na świecie, także w Polsce. Po wzroście ceny o 80% w ciągu zaledwie roku kupujący liczyli na dalsze zwyżki, a rynkowa euforia przyciągała kolejnych.
Dziś analitycy są ostrożniejsi. Część z nich obniża prognozy i odsuwa w czasie oczekiwane wzrosty. Według Gessnera perspektywy złota pogarszają utrzymująca się inflacja, wysokie stopy procentowe i mocniejszy dolar.
Nie oznacza to odwrotu od kruszcu. Wielu analityków nadal widzi argumenty za wzrostem cen w dłuższym terminie: napięcia geopolityczne, rosnące zadłużenie państw i potrzebę zabezpieczenia oszczędności. „Osłabła przede wszystkim wiara w szybkie wzrosty, a nie fundamentalne argumenty przemawiające za posiadaniem złota” – zaznacza ekspert.
Dlaczego droższa ropa szkodzi złotu?
Napięcia na Bliskim Wschodzie mogą zwiększać popyt na złoto jako zabezpieczenie na trudne czasy. Gessner zwraca jednak uwagę na drugą stronę medalu. Te same napięcia podnoszą ryzyko wzrostu cen ropy, a droższa ropa napędza inflację i może zmusić banki centralne do podwyżek stóp procentowych.
„Złotu w takim otoczeniu wyrasta konkurencja. Metal, w przeciwieństwie do coraz wyżej oprocentowanych lokat czy obligacji, nie wypłaca bowiem odsetek” – wyjaśnia analityk.
Gdy obligacje dają wyższy dochód, część inwestorów wybiera je zamiast kruszcu. Najważniejsze jest przy tym, ile z oprocentowania zostaje po uwzględnieniu inflacji. Dlatego drożejąca energia nie musi automatycznie pomagać złotu, a może mu zaszkodzić, jeśli rynek spodziewa się zdecydowanej reakcji banku centralnego.
Lekcja z 2022 roku
Według Gessnera pesymizm na rynku bywa cenną wskazówką. „Gdy nastroje całkowicie się zmieniają, pewność dalszych wzrostów cen znika, a kolejne instytucje rewidują w dół swoje prognozy, to zdecydowanie dużo lepszy moment do przyjrzenia się zakupom aniżeli w otoczeniu cenowej euforii” – uważa. Jak dodaje, tak postępują dziś profesjonalni inwestorzy, w tym fundusze inwestycyjne i banki centralne, które w ostatnich miesiącach regularnie kupują złoto.
Podobne nastroje panowały jesienią 2022 r., gdy złoto w ciągu pół roku straciło około 20% od ówczesnego szczytu. Prognozy były obniżane, dominował sceptycyzm, a część rynku podważała rolę złota jako bezpiecznej przystani. W ciągu nieco ponad trzech lat od tamtego momentu cena kruszcu wzrosła o niemal 250%.
Analityk przypomina w tym kontekście słowa Warrena Buffetta, najsłynniejszego inwestora, a zarazem sceptyka wobec złota: „Bój się, gdy inni są chciwi, i bądź chciwy, gdy inni się boją”.
Najważniejsze w skrócie
Cena złota spadła o niemal 30% od szczytu z początku 2026 r. i ponownie zeszła poniżej 4000 USD za uncję, a część instytucji obniża prognozy. Tomasz Gessner z Tavex wskazuje, że złotu szkodzą utrzymująca się inflacja, wysokie stopy procentowe i mocny dolar, a droższa ropa może zaszkodzić mu dodatkowo, jeśli skłoni banki centralne do podwyżek stóp i zwiększy atrakcyjność obligacji. Długoterminowe argumenty za złotem, czyli napięcia geopolityczne i zadłużenie państw, jego zdaniem pozostają aktualne. Analityk przypomina, że po spadku o 20% w 2022 r. cena złota wzrosła w ciągu trzech lat o niemal 250%, i uważa, że obecny pesymizm to lepszy moment na zainteresowanie się rynkiem niż styczniowa euforia, choć dalsze spadki są możliwe.
Źródło: informacja prasowa Tavex






















