Wymiana akcji za miliardy euro
Skala operacji robi wrażenie: na koniec piątkowej sesji Commerzbank był wyceniany na około 33 miliardy euro, podczas gdy kapitalizacja UniCredit sięgała 96 miliardów. Formalne uruchomienie oferty zaplanowano na początek maja, a okres przyjmowania zapisów od akcjonariuszy ma trwać cztery tygodnie.
UniCredit kontroluje już nieco poniżej 30 procent akcji Commerzbanku – w większości poprzez bezpośrednie udziały. Prezes włoskiego banku Andrea Orcel od końca 2024 roku otwarcie mówił o możliwości złożenia oferty przejęcia, stopniowo zwiększając swój pakiet.
Co to oznacza dla klientów mBanku?
Tu pojawia się wątek bezpośrednio dotyczący Polski. Commerzbank jest większościowym właścicielem mBanku, posiadając około 69 procent jego akcji. Jeśli UniCredit dokona skutecznego przejęcia, stanie się pośrednio znaczącym udziałowcem jednego z największych banków detalicznych w Polsce.
Dla klienta mBanku nie będzie to oznaczać natychmiastowych zmian w codziennym korzystaniu z rachunku, karty czy aplikacji mobilnej – bank pozostałby odrębną spółką działającą na polskim rynku, podlegającą krajowym regulacjom. Jednak w dłuższej perspektywie nowy właściciel mógłby wpłynąć na strategię mBanku, jego ofertę produktową, politykę cenową, a w skrajnym scenariuszu – również na ewentualne restrukturyzacje lub dalszą sprzedaż polskiego oddziału. Na konkretne decyzje przyjdzie nam jednak poczekać – wszystko zależy od tego, czy i w jakiej formie transakcja w ogóle dojdzie do skutku.
Orcel ma wizję – i argument
Dlaczego UniCredit tak bardzo chce Commerzbanku? Orcel widzi konkretne synergie, szczególnie w obszarze obsługi klientów detalicznych oraz małych i średnich przedsiębiorstw. Jego szerszy argument jest jednak natury strategicznej: Europa potrzebuje silniejszych, większych banków zdolnych rywalizować z potężnymi instytucjami amerykańskimi. Przejęcie Commerzbanku byłoby krokiem w tym kierunku i znacząco wzmocniłoby pozycję UniCredit na rynku niemieckim, gdzie włoski bank działa już za pośrednictwem HypoVereinsbank.
Sam UniCredit przyznaje jednak, że prawdopodobnie nie uzyska pełnej kontroli nad Commerzbankiem – jedynie przekroczy próg 30 procent udziałów. To istotne zastrzeżenie, które pokazuje, jak skomplikowana jest ta układanka.
Berlin mówi: nie
Droga do finalizacji transakcji nie będzie prosta. Niemcy otwarcie sprzeciwiają się przejęciu. Rząd w Berlinie wciąż posiada pakiet akcji Commerzbanku – dziedzictwo działań ratunkowych z czasów kryzysu finansowego – i wielokrotnie dawał do zrozumienia, że nie zamierza oddać kontroli nad jedną z największych instytucji finansowych włoskiemu konkurentowi. Tym bardziej że UniCredit ma już silną pozycję na rynku niemieckim, co budzi dodatkowe obawy o koncentrację.
Warto przypomnieć, że Orcel poniósł już jedną spektakularną porażkę — próba przejęcia włoskiego Banco BPM została w praktyce zablokowana przez tamtejszy rząd. Historia może się powtórzyć, tym razem na większą skalę i na innym rynku.
Sytuację komplikuje również giełda. Akcje Commerzbanku straciły w tym roku około 18 procent wartości, plasując się wśród najsłabszych wyników w indeksie europejskich banków STOXX Europe 600. Z jednej strony czyni to przejęcie tańszym – z drugiej sygnalizuje niepewność inwestorów co do całej operacji.
Długa gra dopiero się zaczyna
Oferta UniCredit to nie koniec historii – to jej początek. Przed włoskim bankiem batalia regulacyjna, polityczna i giełdowa, której wynik jest dziś trudny do przewidzenia. Jedno jest pewne: europejska bankowość wchodzi w okres intensywnych przetasowań, a Polska – przez mBank – jest w tym układzie bliżej centrum wydarzeń, niż mogłoby się wydawać.



















