Forum Gospodarka i polityka +Dodaj wątek

Re: "Wielka " armia krwawi.

Zgłoś do moderatora
Karol Nawrocki weźmie udział w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. W jego trakcie zaplanowana jest sesja z Donaldem Trumpem.
Kolejnego dnia prezydent weźmie udział w debacie poświęconej zdolności Europy do samodzielnej obrony, a także w nieformalnym spotkaniu przywódców światowej gospodarki (IGWEL) zatytułowanym "Restoring a Spirit of Dialogue in a Divided World".
Prezydent Nawrocki ma też zaplanowane spotkanie bilateralne z premierem Królestwa Niderlandów Dickiem Schoofem. Kolejnym punktem będzie udział prezydenta w specjalnej sesji z udziałem prezydenta Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem.

Trump ma plan , co zrobi Nawrocki , da się wciągnąć w te gierki Trumpa.

„Rada Pokoju”, czyli jak wyhodować frajerów, którzy zarobią duże pieniądze.
Zgodnie ze statutem „Rady Pokoju”, kraje, które chcą do niej dołączyć, muszą zapłacić miliard dolarów. Ten i inne punkty dokumentu założycielskiego, opublikowane przez media, przypominają chęć wzbogacenia się.
Trump ze swoją „Radą Pokoju” przypomina sprzedawczynię z wiewiórką — oferuje kupno drogiego, wątpliwego produktu, a ci, którzy odmawiają, ryzykują, że popadną w gniew największego narcyza naszych czasów.
https://u.newsua.one/uploads/images/default/bfd4ef21-231f-49ae-9dfc-59cd7d941fea.webp
„Rada Pokoju” dla Strefy Gazy. Dlaczego Izrael jest oburzony
Przypomnijmy sobie, skąd wzięła się „Rada Pokoju”. 13 października ubiegłego roku w egipskim kurorcie Szarm el-Szejk przywódcy Stanów Zjednoczonych, Kataru, Turcji i Egiptu z pompą podpisali porozumienie o zawieszeniu broni w Strefie Gazy. „Wszyscy są zadowoleni. Wcześniej przewidywano wybuch III wojny światowej na Bliskim Wschodzie. Ale to się nie wydarzy” – skomentował podpisanie porozumienia szef Białego Domu. Oprócz sygnatariuszy porozumienia do Egiptu przybyło wielu innych głów państw, których udział można tłumaczyć demonstracją osobistej sympatii do Trumpa, ponieważ nie są oni zaangażowani w proces pokojowy. Po wymianie Izraelczyków pojmanych przez Hamas na Palestyńczyków więzionych przez Izrael, która była pierwszym etapem planu pokojowego amerykańskiego prezydenta, miał rozpocząć się drugi etap – utworzenie przejściowej administracji palestyńskiej w Strefie Gazy i rozpoczęcie demilitaryzacji tej enklawy. Początek tego etapu został ogłoszony przez Steve'a Witkoffa 14 stycznia. Kilka dni temu pojawiła się informacja o utworzeniu „Rady Pokoju” pod przewodnictwem Trumpa. Spieszy mu się, ponieważ, o ile wiadomo, Palestyńczycy nie zwrócili ciała jednego z zakładników, a Izrael przygotowuje się do operacji wojskowej przeciwko Hamasowi, który nie chce się rozbroić. W związku z tym sytuacja może się tam ponownie zaostrzyć.

Biały Dom opublikował nazwiska członków komitetu wykonawczego „Rady Pokoju”, z których niektórzy oburzyli Izrael. Są to przedstawiciele Kataru i Turcji – krajów, które skrytykowały Izrael za działania militarne w Strefie Gazy. Tak więc, oprócz Steve'a Witkoffa i zięcia Trumpa, Jareda Kushnera, w komitecie wykonawczym „Rady Pokoju” zasiadają sekretarz stanu Marco Rubio, minister spraw zagranicznych Turcji Hakan Fidan, katarski dyplomata Ali al-Thawadi, szef egipskiego wywiadu Hassan Rashad, minister współpracy międzynarodowej ZEA Reem al-Hashimi, były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, dyrektor generalny Apollo Global Management Mark Rowen, izraelsko-cypryjski biznesmen Yakir Gabay, była koordynatorka ONZ ds. pomocy humanitarnej Sigrid Kaag oraz były specjalny wysłannik ONZ na Bliski Wschód Nikołaj Mładenow.

Skład osobowy „Rady Pokoju” nie został jeszcze ustalony. Wiadomo, że zaproszono do niej prezydenta Turcji Recepa Erdogana i prezydenta Argentyny Javiera Milleya, a także premiera Kanady Marka Carneya. Z Europy do „osobistego ONZ” Trumpa zostali zaproszeni Viktor Orban i George Malone. To oni już odpowiedzieli na zaproszenie. Węgierski minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto powiedział, że Orbán „jest zachwycony zaproszeniem i naturalnie weźmie udział w pracach Rady”. Co więcej, jest to jak balsam na duszę dla węgierskiego premiera, który za trzy miesiące czeka wybory parlamentarne. Jego partia Fides traci poparcie na rzecz opozycji w sondażach, a Orbán stara się ratować autorytetem Trumpa wśród ideologicznie prawicowych wyborców.
Maloney cieszy się również z zaproszenia przywódcy USA do „Rady Pokoju”. Według niej „Rzym utrzymuje dobre relacje ze wszystkimi graczami regionalnymi, więc jest gotowy wnieść wkład, który może zmienić sytuację”. Oczywiście pani Maloney mówiła o wpłacie politycznej, około miliarda dolarów na wejście do organizacji kieszonkowej Trumpa, zaproszeni na razie nic nie mówią.

„Right International” czyli alternatywa dla ONZ
Zatem, jak donosi Bloomberg, powołując się na statut „Rady Pokoju”, kraje, które chcą uzyskać stałe członkostwo w zabawce Trumpa, muszą wpłacić składkę w wysokości 1 miliarda dolarów. Trump osobiście zdecyduje, czy przyjąć chętnych. Tylko te państwa, które wpłacą miliard dolarów składki, będą pracować w „Radzie Pokoju” bez rotacji, a te, które zostaną zaproszone, ale nie otrzymają pieniędzy – trzy lata i do widzenia. Co więcej, Trump będzie osobiście kontrolował fundusze jako szef tej organizacji.

Czy Orbán znajdzie miliard dolarów na składkę? Dla budżetu Węgier to absolutnie zawrotna kwota. Co do budżetu Włoch. Dotyczy to również reszty Europejczyków, których szef Białego Domu prawdopodobnie chce widzieć w swojej organizacji – prezydenta Polski Karola Nawrockiego, premiera Czech Andreja Babiša i innych „obrońców tradycyjnych wartości”. Żaden parlament żadnego demokratycznego kraju nie da swojemu premierowi ani prezydentowi pozwolenia na tak szalone wydawanie pieniędzy. Nie wspominając o reakcji społeczeństwa i opozycji. Dlatego perspektywa stałego członkostwa europejskich przyjaciół Trumpa w jego inicjatywie jest iluzoryczna. Raczej stara się on przeciągnąć ich na swoją stronę, demonstrując swoją zdolność do tworzenia na szeroką skalę formacji geopolitycznych, alternatywnych wobec istniejącego porządku świata. Można to nazwać „prawicową międzynarodówką”, można to nazwać „klubem pochlebców”, ale najważniejsze jest to, czy pomysł Trumpa odniesie sukces.

Jak dotąd wydaje się on nierealny, niezdolny zaoferować swoim uczestnikom ani wspólnych wartości, ani wspólnej wizji przyszłości. „Rada Pokoju” wydaje się być potrzebna szefowi Białego Domu jako stała platforma dla jego własnej kampanii PR. Nawet jeśli po listopadowych wyborach uzupełniających Demokraci zdobędą większość w jednej lub obu izbach Kongresu i rozpoczną procedurę impeachmentu Trumpa, nie będą mieli wystarczającej liczby głosów, aby ją zakończyć. Innymi słowy, Trump prawie na pewno będzie pełnił swoją drugą kadencję. Nie bez powodu karta dla krajów – przyszłych członków „Rady Pokoju” przewiduje trzyletni okres uczestnictwa: dokładnie tyle czasu pozostało obecnemu prezydentowi USA na sprawowanie władzy. Po tym okresie organizacja przestanie być potrzebna wszystkim, z wyjątkiem być może samego Trumpa. Oznacza to, że wszyscy powinni zrozumieć, że porozumienia pokojowe uświęcone przez „Radę Pokoju” mogą mieć datę ważności do 20 stycznia 2029 roku, kiedy Trump na zawsze opuści Biały Dom. Należy o tym pamiętać, jeśli chodzi o tę samą „Radę Pokoju” dla Ukrainy. Według brytyjskiego „Financial Times”, plan jej utworzenia zostanie przedstawiony na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos.

Wiadomo, że Trump jest zirytowany ONZ, jego administracja niedawno odmówiła finansowania niektórych projektów międzynarodowych pod auspicjami tej organizacji. Ale „Rada Pokoju” nie jest w stanie stać się alternatywą dla Organizacji Narodów Zjednoczonych, niezależnie od tego, jak słaba by nie była. Przede wszystkim dlatego, że działa nie według zasad międzynarodowych, a wbrew nim. Porozumienia kuluarowe, tajne negocjacje, dokumenty nieratyfikowane przez parlamenty, — wszystko to nie czyni porozumień pokojowych stabilnymi i trwałymi.