Taka teoria.
Ktoś skupował mozolnie akcje swojej spółki. Skupił milion sztuk ze śrenią powyżej 10pln.
Kilka lat później milionem skupionych akcji zapłacono za udziały w pewnych nieruchomościach. Cena akcji w tej transakcji została ustalona na 4,95pln.
Sprzedającym udziały w nieruchomości jest osoba, która ma wiele wspólnych interesów z prezesem spółki skupującej akcje.
Spółka dalej skupuje akcje, a osoba, która dostała akcje za 4,95pln może je teraz spokojnie sprzedawać za prawie 6pln, zarabiając 20%. Dzięki temu cena nie wzrasta, a zmęczeni czekaniem inwestorzy sprzedają swoje akcje. Czy to wygląda jak wyprowadzanie pieniędzy ze spółki?