Dnia 2026-04-22 o godz. 17:07 ~Qwer napisał(a):
> To dlaczego Perella w to weszła? Hm?
Już o tym pisałem, że to jest szeroko rozpowszechniony MIT, żeby ulica kupowała akcje. Nabierają się na niego naiwniacy (którym ja też byłem), a ja mam coraz więcej i więcej wątpliwości... Dużo więcej niż ostatnim razem, kiedy o tym pisałem.
Czemu zarząd wziął Perellę, skoro Clairfield już raz odniósł dla nich sukces? To jest nielogiczne, chyba że to jest bardzo logiczne - bo zarząd chciał nagonić ulicę na kupowanie akcji, skoro taki doradca w to "wchodzi" (wchodzi w duże cudzysłowie, o czym niżej).
Mechanizm znany od zarania dziejów, ostatnio przeczytałem w Newsweeku o tym mechanizmie w kontekście Zondacrypto:
"Przekonująca kampania
- Przecież już były historie, że takie giełdy upadały. Wiedziałem o tym. Ale zobaczyłem, że tę zachwalają znane postaci, stwierdziłem, że przecież nie sprzedawaliby swoich wizerunków jakimś oszustom - mówi Artur. Ma na myśli spot reklamowy Zondycrypto z 2024 r. Borys Szyc zagrał tam nowoczesnego inwestora, który mierzy się z pełnymi uprzedzeń komentarzami na temat kryptowalut, wygłaszanymi przez Janusza Chabiora w roli ZombieBankiera. W filmie pojawił się też Wojciech Szczęsny, który był ambasadorem giełdy."
Na nasze można to przełożyć tak:
Przecież już były historie, że takie spółki nie sprzedawały albo słabo sprzedawały. Wiedziałem o tym. Ale zobaczyłem, że Bacteromica zachwala znany doradca Perella, więc stwierdziłem, że przecież nie sprzedawałby swoich wizerunków jakimś naciągaczom.
Na czym jeszcze polega ten mit i o czym pisałem wcześniej?
Perella w nic nie weszła. Nie włożyli w to żadnych swoich pieniędzy, ani nawet złamanego centa.
A może poświęcili swój czas? W zasadzie nie. No STRASZNIE wielkie to poświęcenie czasu - dwóch JUNIOR copy writerów i to chyba nie na pełny etat, którzy dzwonią do potencjalnych kupców, robią prezentacje w power poincie i odpowiadają na pytania, na które odpowiedzi już mają podane w dokumencie od spółki albo dopytają spółkę. A zapewniam - tych pytań nie ma na razie za dużo.
Zresztą każdy potencjalny kupiec wie, o co chodzi w Bacteromicu i w innych urządzeniach. Nawet nie muszą dopytywać.
A może poświęcili swoją reputację? Też nie. Nie wyjdzie sprzedaż, to nie wyjdzie. Dzień jak co dzień. Oni są tylko pośrednikiem, widocznie urządzenie było złe. I takie przypadki się zdarzają, Perella to nie jest gwarancja sukcesu.
Tutaj jeden przykład nieudanej transakcji:
https://www.reuters.com/markets/deals/jetblue-terminates-38-bln-spirit-deal-2024-03-04/
I uwaga: był to merger na 3,8 mld dolarów. Można zadać pytanie inaczej: czy Scope jako maleńki żuczek będzie traktowany poważnie? No nie. Nawet w takiej firmie, jaką jest Perella, będzie to zadanie drugorzędne, robione przez juniorów ("niech się uczą, niech się sprawdzą w tym biznesie"). Nawet jeśli transakcja wyjdzie na więcej niż ja przewiduję. A gdy już się nie udało, to swoją zapłatę Perella i tak wzięła (chociaż mniejszą), a były to grube miliony. Oni NIGDY nie tracą. A co obchodzi właścicieli Perelli, że jacyś juniorzy biorą pensję? To są grosze. Perella ma marże rzędu 80%.
Druga nieudana transakcja, tym razem z medtechu:
www.reuters.com/markets/deals/cano-health-files-bankruptcy-receives-150-mln-financing-commitment-2024-02-05/
Cano Health chciało wdrożyć nowy model opieki medycznej, gdzie prewencja miała być kluczowa. Jednak, jak widać, taki model biznesowy się nie sprzedaje. Prewencję trudno wycenić, trudno sprzedać. Wynajęli Perellę, żeby zrobić przegląd opcji strategicznych, czytaj: sprzedać się. Nic z tego nie wyszło. Cano Health SPLAJTOWAŁO. Akcjonariusze zostali z niczym. To pokazuje, że jak się słupki nie zgadzają w Excelu, to żadna Perella nie pomoże. A w przypadku Bacteromica ja mam poważne wątpliwości, czy się zgadzają.
Cano Health - też medtech, też przełomowy. Na marginesie: dwa kolejne projekty ze Scope Discovery to też prewencja i przypadek Cano Health daje tutaj dużo do myślenia.
Więc jeszcze raz: Perella to ŻADNA gwarancja.
Co daje taki doradca? Nieraz potrafi uratować spółkę od katastrofy. Założę się, że to właśnie Clairfield, który doradzał przy sprzedaży PCR One, wymyślił, żeby docisnąć Biorad poprzez wzięcie pożyczki z EBI, bo widział, co się dzieje na rynku i że zaraz rynek testów się zawali. Ale jak już pisałem 1000 razy wcześniej - to już tym razem nie przejdzie. Poprzednio przeszło, teraz koniec pobłażania i tylko excel będzie się liczyć.
Czy taki pośrednik jest całkowicie do niczego? Oczywiście nie. Ale dostaje zapłatę niewspółmierną do wykonanej pracy. Pomyśl jeszcze o pośrednikach nieruchomości. Opanowali rynek sprzedających (dzwonią do sprzedających wystawiających ogłoszenia i przejmują ich ogłoszenia do sprzedaży), ale także kupujących, bo to właśnie pośrednicy mają najwięcej mieszkań na sprzedaż i najlepszych mieszkań, więc ktokolwiek chce kupić coś lepszego, musi iść do nich.
Płacisz więc haracz za znajomości, trochę za wiedzę (która nie jest znowu taką tajemnicą, ale jednak) i za ściemnianie klientowi.
Ale żeby było śmieszniej: sam pośrednik będzie nalegał na spółkę, żeby wziąć niższą cenę, bo i tak tego drożej nikt nie kupi - co może być zresztą prawdą. U niego liczy się obrót, a nie jakieś groszowe (dla niego) różnice we wziętej prowizji.
Ale nie płacisz pośrednikowi, że da ci gwarancję przeprowadzenia transakcji w tym transakcji po wysokiej cenie.
I teraz kluczowa sprawa:
Czy na forach widzisz ludzi sprzedających mieszkanie, którzy chwalą się, że wzięli dobrego pośrednika i na pewno sprzedadzą mieszkanie za grubą kasę? Chyba jednak nie. A tutaj jest to koronny argument. A przecież jak ma mieszkanie dobrze się sprzedać, to się sprzeda, jak nie, to nie. Teraz rozumiesz, jakie to śmieszne?