Ten cały wywód o „fasadowej beczce łoju”, „wodzu” i „błyskawicznym usuwaniu członków” wygląda jak terapia grupowa osoby, która do dziś nie pogodziła się z jednym faktem: został usunięty z PAE i od tamtej pory próbuje dorobić sobie legendę o własnej krzywdzie.
Najlepsze jest to, że im mniej ktoś ma wspólnego z realnymi działaniami akcjonariuszy, tym bardziej musi krzyczeć wielkimi literami o „hydrach”, „ranach Elektrimu” i „dziesiątym roku walki”.
PAE działa normalnie, formalnie i skutecznie bez dramatycznych monologów, bez mitologii i bez potrzeby tworzenia sobie wrogów, żeby poczuć się ważnym. A jeśli ktoś od dekady walczy głównie z własną wyobraźnią, to nic dziwnego, że Solorz wydaje mu się przeciwnikiem nie do pokonania.