Tu nie o zaufanie chodzi, ale o model franczyzy.
Jeśli dla Bomi franczyza ma być bez kosztowa - macie znak i róbta, co chceta, to jaki sens dla nowego właściciela ma pakowanie się w dodatkowe koszty, gdy cały garb ma nosić nowy właściciel.
Jeśli Bomi oferuje coś więcej niż znak firmowy, to oznacza to dla Bomi koszty. I w tym sensie franczyza wcale nie musi dla Bomi oznaczać leku na całe zło, ale kłopoty.
Na razie otwarto JEDEN sklep, który cały czas był otwarty. Drugi otworzy się wkrótce albo jeszcze wcześniej. W przypadku pozostałych to Bomi na razie tylko chce.
Jeden przykład może nie przekonać następnych. Już się okazało, że delikatesy Bomi nie mogą stać na każdym rogu, ba na taki typ sklepu nie ma zapotrzebowania. Madison - ok. Batory - ok. Alfa - być może. Ale Klif? Matarnia na pewno nie.
I ten problem, że Bomi nie wie w jakim kierunku rozwijać swoją markę. Czy być sklepem dla lokalnej ludności z przystępnymi cenami, czy delikatesami.