Taki kredyt jest możliwy tylko i wyłącznie dlatego, że jest konsorcjalny. Wiele banków dostarcza kapitał i jest wielu odbiorców tego kapitału w jednej paczce, dzięki czemu ryzyko jest rozproszone i tym samym ograniczone (magiczne slowo dywersyfikacja). Domyślam się, że obligacje bankowe są tym wyleasingowanym instrumentem zabezpieczającym i wygląda to tak:
Bank posiada jakieś tam obligacje od których dostaje odsetki. Niskim ryzykiem może wyleasingować te obligacje konsorcjum kredytwemu (syndykatowi) ubiegającemu się o kredyt za jakąś tam opłatą, która podbije mu ich rentowność. Leasingodawców instrumentów zabezpieczających też może być wielu, stąd ryzyko w kolejnym miejscu jest rozproszone. Ponadto członkowie konsorcjum przez cały okres kredytowania będą płacić składki ubezpieczeniowe. Powiedz mi teraz proszę, czy udzieliłbyś kredytu pierwszej lepszej osobie z ulicy gdybyś w zamian dostał:
hipotekę na nieruchomości, którą kupi, generującą przepływy pieniężne,
zastaw na płynnych obligacjach,
ubezpiecznie spłaty kredytu?
Clue problemu to zrobienie z wielu transakcji jednej paczki, czyli konsorcjum/syndykatu, tak żeby koszt leasingu obligacji i składka ubezpieczeniowa była mozliwie jak najniższa.