Forum Ubezpieczenia i emerytury

Polisy inwestycyjne - wady

Zgłoś do moderatora
znalazlem na jednym z blogow fajny tekst na temat polis inwestycyjnych. widac, ze facet ma leb. przeklejam bez korekty, wiec jest to troche 'oderwany' tekst, ale na pewno warty przeczytania.

Drugi przekręt polega na tym, że w sytuacji gdy suma ubezpieczenia jest wyższa od zgromadzonego kapitału wraz ze składką ubezpieczyciel, w przypadku śmierci ubezpieczonego wypłaca tę sumę, która jest większa. Czyli w naszym przykładzie sumę ubezpieczenia. Zadaję zatem pytanie, a na jakiej podstawie ubezpieczyciel zachowuje sobie tę część składki, którą otrzymał w ramach tzw. części inwestycyjnej (choćby była minimalna) nie licząc wypracowanego przychodu przez te właśnie pieniądze? Przecież sumę ubezpieczenia za śmierć wypłaca z tytułu otrzymanej składki - tzw. ochronna część składki. Klient nawet nie wie, że właśnie darował ubezpieczycielowi pieniądze zgromadzone na tzw. inwestycje. Idzie na nią przecież składka pomniejszona o koszty, m. in. koszt ponoszenia ryzyka wypłaty sumy ubezpieczenia w przypadku zdarzenia - śmierci ubezpieczonego. Niech Pan zapyta na szkoleniu trenera, czy jak go tam zwiecie co się dzieje z tymi pieniędzmi, to zzielenieje z wrażenia. Nie wiem, w jakiej firmie pracuje lub pracował Pan Wojtek i czy w ogóle. Jeśli jednak jakaś firma stosuje takie metody jak opisał Pan Wojtek to serdecznie współczuję jej klientom. Nie jest, bowiem, prawdą, że porządna firma, czyli ubezpieczyciel zachowuje sobie tę część składki, którą otrzymał w ramach tzw. części inwestycyjnej, ponieważ ma on obowiązek wypłacić sumę ubezpieczenia PLUS sumę z rachunku zysków o ile jakiekolwiek zyski pojawiły się na koncie klienta. A wszyscy wiedzą, że przez pierwsze dwa lata się nie pojawiają. To pewien kanon. Więc nikt nie powinien zielenieć z wrażenia. Nie jestem od dawna fanem polis na życie z funduszem kapitałowym i nie bronię firm sprzedających te polisy. Są to produkty wiekowe. Nie wiem czy czasem nie dziewiętnastowieczne. Stworzone just upon the time in America nie bardzo przystają do dzisiejszych możliwości inwestowania. Mają zasadnicze wady. Polisy, niekoniecznie firmy. Po pierwsze klient nigdy nie wie, a firma go nigdy nie poinformuje, bo nie ma obowiązku, jaka część jego składki jest zabierana na okoliczność wypłaty świadczenia uposażonym w razie jego śmierci a jaka część jest inwestowana. Po drugie, wielu klientów po pewnym czasie konstatuje, że tak naprawdę ubezpieczenie życiowe jest im do niczego nie potrzebne. Żony już nie ma, bo dawno po rozwodzie, a dzieci dorosły i pracują od dawna na Wyspach, najczęściej Brytyjskich. Tymczasem polisa, która ma być zabezpieczeniem przyszłości nadal zawiera część ochronną i jej zerwanie przed terminem zawsze będzie się wiązać z jakąś stratą. Ubezpieczyciel wiąże z każdą z tego typu polis długoterminowe plany inwestycyjne, więc jak rezygnujesz wcześniej to tracisz, bo rujnujesz te plany. Takie są realia i nic na to nie poradzisz. Polityka firm jest taka, jaka jest. Jak ci się nie podoba to nie kupuj polisy bo nikt cię do tego nie zmusza. Większość z tych ustaleń jest zawarta w Warunkach Ogólnych i Regulaminach Funduszy, tylko, kto je czyta. Serdecznie doradzam czytać. Jak nie rozumiesz, to się pytaj. Do skutku. Ludzie wierzą agentom a ci są gotowi zawrzeć pakt z diabłem byle sprzedać polisę. W końcu z tego żyją. Dlatego swoim klientom polecam zakup dwóch produktów. Pierwszy to tak zwane autocasco życiowe, czyli terminowe ubezpieczenie, niech już będzie, na życie. Analizujemy jak długo rodzinie ubezpieczonego będzie potrzebna ochrona w postaci wypłaty świadczenia umożliwiającego godne życie w przypadku jego śmierci. Zawieramy umowę i klient ma pełną świadomość, że firma wypłaci jego rodzinie forsę tylko i wyłącznie w przypadku jego śmierci lub też jemu samemu, jeśli ma dodatkowe opcje np. poważne zachorowanie. Nie będę się nad tym rozwodzić, bo to nic przyjemnego i tak wszyscy wiedzą, o co chodzi. Drugi produkt to czysta inwestycja w postaci różnego rodzaju funduszy. W tej chwili nieistotne, jakich. I w ten sposób unikamy wszelkich pułapek polis typu mix. Klient wie ile i za co płaci. Może kontrolować swoje inwestycje, między innymi poprzez możliwość przenoszenia środków między funduszami inwestycyjnymi o różnym ryzyku. Jak dochodzi do wniosku, że nie potrzebna mu polisa życiowa, bo nie zależy mu aby ktoś dostał pieniądze po jego śmierci, bo kupił już sobie trumnę opłacił tzw. plac na cmentarzu i stworzył rezerwę w banku na opłacenie grabarzy i księdza, to przestaje płacić za polisę terminową. Nic się w związku z tym nie dzieje i fakt ten nie rujnuje w żaden sposób jego planów inwestycyjnych, bo te są realizowane w ramach odrębnego produktu. Proste, klarowne i uczciwe. Ale mam też takich klientów, którzy przychodzą do mnie z prośbą o zawarcie prostego życiowego autocasco, czyli wspomnianej wyżej polisy terminowej. Muszą mieć takie ubezpieczenie a inwestuję gdzie indziej. I muszą je mieć przez dziesięć lat. Mają pełną świadomość, że nic na tej polisie nie zarobią. Jeśli przeżyją następny rok, za który zapłacili składkę to firma po prostu ją sobie zabierze. Proponuję im wtedy taki układ. Ma Pan do opłacania składkę w takiej oto wysokości przez najbliższych dziesięć lat. Nic Pan z tego nie będzie miał, bo jeśli Pan przeżyje moja firma zabierze sobie tę składkę w całości. Gdyby zdecydował się Pan płacić nieco więcej to po paru latach na Pana koncie pojawi się suma równa wysokości wpłaconych składek, a jeśli zdecyduje się Pan kontynuować to ubezpieczenie zacznie Pan na nim zarabiać. I niech mi ktoś mi powie, że nie jest to uczciwa propozycja. Wszystko zależy od tego czy klient ma pełną świadomość, za co płaci. Mam wrażenie, że większość ubezpieczonych, dzięki radosnej twórczości swoich agentów ma nadal złudne wrażenie, że dzięki swojej polisie zarabia kokosy a swoje ostatnie lata spędzą we własnym bungalowie na Bahamach.
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl