Prawo i Sprawiedliwość proponuje wprowadzenie świadczeń na każde dziecko w wysokości 500 zł. Najprawdopodobniej kwota ta miałaby być wypłacana co miesiąc rodzicom dzieci. Wszystkich dzieci. W ten sposób państwo zachęciłoby ludzi do posiadania większej liczby potomków. Koszty takiego świadczenia to minimum 30 mld zł rocznie.
W Polsce mamy około 6 mln dzieci, czyli osób w wieku przedprodukcyjnym. Niestety, z prognoz wynika że liczba ta będzie maleć. Za 30 lat liczba dzieci może być mniejsza nawet o połowę. Zdaniem prezesa PiS rząd nie prowadzi skutecznych działań prorodzinnych, czego efektem jest nadchodzący kryzys demograficzny, a w raz z nim zbliżająca się katastrofa emerytalna. Zdaniem polityków PiS, może uratować nas przed tym świadczenie wypłacane każdemu rodzicowi. Jego proponowana wysokość to 500 zł miesięcznie.
Polska polityka prorodzinna pozostawia wiele do życzenia. Preferencje podatkowe śmiało można określić niewystarczającymi. Rząd wprowadził zmiany w rozliczaniu ulgi na dzieci, które w minimalnym stopniu polepszają sytuację rodzin wielodzietnych. W dalszym ciągu kwota wolna od podatku należy do najniższych w Unii Europejskiej i nie była zmieniana od 2008 roku.
Do tego dochodzi relatywnie niskie becikowe, które również jest poważnie ograniczone. Rząd wydłużył urlopy macierzyńskie, ale to nie jest zachęta dla osób, które posiadają niskie dochody i żyją w ciągłym zagrożeniu bezrobociem. Jeżeli dodamy do tego trudności w znalezieniu miejsca w przedszkolu lub żłobku, to ciężko nie zgodzić się ze słowami Jarosława Kaczyńskiego, że mimo wszystko państwo zbytnio nie wspiera rodzin z dziećmi. Niemniej wprowadzenie wysokich i niemożliwych do sfinansowania świadczeń socjalnych nie jest rozwiązaniem problemu.
Rozdawnictwo jest kuszące, bo człowiek z natury woli brać, niż dawać. Niemniej pieniądze nie rosną na drzewie - zanim otrzymamy 500 zł świadczenia na dziecko, komuś należy te 500 zł zabrać. Problem w tym, że środki te pochodzą właśnie od osób posiadających dzieci. Skala obciążeń podatkowych jest olbrzymia - każdy może to sprawdzić korzystając np. z kalkulatora płacowego. Transfer pieniędzy w postaci świadczeń "na dzieci" to tylko dodatkowy koszt transakcyjny.
Recykling podatkowy to populizm
Różnica pomiędzy dochodem netto pracownika a całkowitym kosztem pracodawcy, poniesionym w związku z wypłatą wynagrodzenia, to 41%. Świadczenia w wysokości 500 zł miesięcznie na jedno dziecko nie byłoby potrzebne, gdyby rodziców po prostu zwolniono z konieczności opłacania podatku dochodowego i części składek. Jednak nie raz w roku w formie ulgi na dzieci, ale na bieżąco - rodzic zgłaszałby pracodawcy, że posiada np. 2 dzieci i w związku z tym stosowano by wobec niego inne stawki podatku i składki. Naturalnie istnieje zagrożenie, że w tej sytuacji pracodawcy obniżaliby dochody brutto pracownika, ale państwo może ten problem rozwiązać poprzez sprawne kontrole takich instytucji jak PIP, US czy ZUS.
Byłoby to rozwiązanie tańsze z wielu powodów, m.in. zmniejszyłyby się koszty poboru podatku dochodowego i składek, a następnie samej wypłaty świadczeń, która przecież generuje etaty w administracji. Ponadto takie rozwiązanie faworyzowałoby tych rodziców, którzy pracują lub poszukują pracy, co w prosty sposób wykluczyłoby tych, którzy np. chcą utrzymywać się tylko z zasiłków. Nie wyklucza to możliwości wprowadzenia świadczeń socjalnych dla najbiedniejszych rodzin z dziećmi, jednak wówczas koszty nie wynosiłby 30 mld zł rocznie, tylko dużo mniej.
Łukasz Piechowiak
Główny ekonomista Bankier.pl

























































