Kiepski czas pracy na baterii, przeciętna wygoda przy korzystaniu z niewielkiego ekranu, uciążliwości związane z pracą w kilku aplikacjach na raz – bolączki związane z użytkowaniem smartfona stają się oczywiste, jeśli jesteśmy skazani na korzystanie z niego jako jedynego narzędzia. Chociaż telefon dobrze sprawdza się w rozrywkowych zastosowania i z powodzeniem pełni rolę portfela, to do pełnej wszechstronności jeszcze mu daleko.


Przez dwa tygodnie w ramach eksperymentu #TylkoMobile sprawdzałem, czy smartfon może zastąpić portfel, notatnik i komputer w codziennej pracy i sprawunkach. Technologie mobilne rozwijają się w szybkim tempie i mieszczące się w kieszeni urządzenie z powodzeniem radzi sobie w większości zadań. Poleganie wyłącznie na telefonie przez dłuższy czas sprawia jednak, że niedostatki życia #TylkoMobile szybko stają się uciążliwe.
Telefon zamiast portfela? To już nie wyrzeczenie
Zdecydowanie najmniej problemów sprawiało mi płacenie. Decydując się na porzucenie portfela, spodziewałem się natknąć na barierę braku pod ręką powszechnie akceptowanego środka płatniczego. Tymczasem sieć akceptacji płatności zbliżeniowych jest już na tyle rozwinięta, że na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, w których boleśnie odczułem brak dostępu do gotówki. W dalszym ciągu problemem bywa skorzystanie z płatnego parkingu albo szatni. Za zakupy w sklepach, bilety na pociąg czy tramwaj, taksówkę można już jednak wygodnie zapłacić telefonem.
Wbrew moim obawom, aplikacje korzystające z NFC i HCE (w tym używany przeze mnie najczęściej Android Pay) dobrze „dogadują się” z terminalami. Tylko raz natknąłem się na problem techniczny, który udało mi się rozwiązać, zmieniając aktywną aplikację płatniczą. Rolę zapasowego narzędzia pełnić może także system Blik, który nie tylko akceptowany jest w wielu sklepach, ale pozwala również wypłacić gotówkę z bankomatu. Porównując swoje doświadczenia sprzed 4 lat, doceniłem tempo zmian w tej dziedzinie w Polsce.
"Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że jesteśmy w momencie zwrotnym – płatności mobilne naprawdę stają się alternatywą wobec plastikowej karty."
Zdaję sobie jednak sprawę, że poza większymi miastami pieniądz bezgotówkowy nie ma takiego zasięgu, a telefon zamiast portfela zapewne sprawdziłby się gorzej.
Żonglerka aplikacjami
Łatwy dostęp do informacji w każdej sytuacji to cecha, która sprawia, że dzisiejsze telefony zasługują na miano „smart”. Narzędzia podpowiadające, gdzie odbywa się ciekawa impreza, kiedy przyjedzie najbliższy tramwaj, jaki film możemy zobaczyć wieczorem w kinie, które restauracje są godne uwagi, ile czasu trzeba przeznaczyć na dojazd we wskazane miejsce – to wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Informacja nadal jest jednak rozproszona i wymaga sięgania po dzieła różnych producentów.
"Telefon nie jest jeszcze +inteligentnym asystentem+ w pełnym tego słowa znaczeniu."
Można obawiać się monopolu Google, ale to właśnie wyszukiwarkowy gigant w swoich aplikacjach (szczególnie Google Now) zbliża się do ideału – dostarczania potrzebnej informacji w odpowiednim miejscu i czasie.
Żonglując aplikacjami, które nie tylko pozwalają dotrzeć do informacji, ale również kupić jakiś produkt lub usługę, łatwo jest zauważyć, że piętą achillesową tzw. m-commerce nadal pozostaje proces „wyjścia z koszykiem” i płatności. Czasem jest to banalne i wymaga tylko np. użycia odcisku palca (przykład wypożyczenia filmu w sklepie Google, gdy karta płatnicza została już zapisana w portfelu). Kiedy indziej konieczne jest wypełnianie formularzy i przełączanie się pomiędzy aplikacjami. Proces zakupu może trwać nawet kilka minut, o czym przekonałem się, kupując bilet do kina za pośrednictwem strony internetowej nieprzystosowanej do urządzeń mobilnych.
Telefon w pracy – niepotrzebna udręka
Podczas eksperymentu #TylkoMobile próbowałem również korzystać z telefonu jako głównego narzędzia pracy.
"Praca nad tekstem na małym ekranie jest jednak bardzo irytująca."
Nie pomaga możliwość rozpoznawania mowy – i tak dyktowany tekst wymaga zawsze poważnej edycji. Szczególnie niewygodne jest korzystanie z kilku aplikacji na raz, np. praca nad tekstem i przeglądanie dokumentów źródłowych. Multitasking w telefonie, mimo wprowadzania przez producentów opcji np. podziału ekranu, to nadal tylko namiastka tego, co oferuje „duży” komputer.
Telefon nie sprawdził się także jako narzędzie na uczelni. Teoretycznie aplikacje umożliwiające prowadzenie prezentacji pozwalają na łączenie się np. z projektorem multimedialnym. Zawsze jednak potrzebny jest dodatkowy sprzęt (np. wykorzystywany przeze mnie Chromecast) albo kabel. Albo traci się mobilność, albo jest się skazanym na kaprysy innych urządzeń.
Zasada ABC, czyli telefon na uwięzi
„Skończy się bateria i po portfelu” – z takim komentarzem spotkałem się wielokrotnie, gdy wspominałem o pomyśle #TylkoMobile. Rzeczywiście, zasilanie jest jednym z najsłabszych punktów współczesnych smartfonów i tylko trzymanie się zasady ABC („Always Be Charging”) pozwala uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek. Konieczność sięgania po powerbank albo ładowarkę już po kilku godzinach pracy przy włączonym ekranie sprawia, że korzystanie wyłącznie z telefonu nie ma wiele wspólnego z „mobilnym stylem życia”. Wypada mieć nadzieję, że postępy w projektowaniu baterii zaczną w końcu nadążać za wzrostem wydajności telefonów.
Smartfon jako jedyny towarzysz nie sprawdził się w codziennych zadaniach – tak mógłbym zrecenzować kilkanaście dni #TylkoMobile. Byłaby to dość niesprawiedliwe podsumowanie, sprzęt zawiódł tylko w niektórych zastosowaniach. Na razie telefon jest gdzieś w połowie drogi pomiędzy zabawką a wszechstronnym narzędziem. Wystarczy jednak spojrzeć na to, jaką drogę technologia przebyła w ostatnich kilku latach, by mieć pewność, że to tylko etap przejściowy. Być może za kilka lat wszyscy będziemy #TylkoMobile?



























































