

Od 2016 r. każdy, kto nie zapłaci mandatu w terminie, będzie miał na karku urzędników skarbowych.

Kończy się czas beztroski kierowców nielubiących, a najczęściej „zapominających”, o płaceniu grzywien za wykroczenia drogowe. Od przyszłego roku w urzędach skarbowych ma pojawić się 300 pracowników, którzy będą zajmować się wyłącznie „przypominaniem” kierowcom o niezapłaconych mandatach. Gdy ktoś nie wykona tego obowiązku w 7-dniowym terminie, może się spodziewać telefonu, który mu o tym delikatnie przypomni. Na nieugiętych i zatwardziałych będą inne sposoby.
Skarbówka ma know-how
Obecnie pieniądze z wystawionych przez policję mandatów trafiają na konta urzędów wojewódzkich, a z nich do budżetu państwa. Nie jest tajemnicą, że spóźnienie się z zapłatą, nawet wielomiesięczne, nie wiąże się praktycznie z żadnymi konsekwencjami. Urzędy naliczają jedynie odsetki, których wysokość jest... śmiesznie niska. Dopiero gdy nie reagujemy na monity, sprawa przekazywana jest skarbówce, która ściąga pieniądze z konta.


























































