Pod względem natężenia medialnego szumu likwidacja Amber Gold i upadek SKOK Wołomin nie mogą konkurować – pierwszeństwo należy do piramidy z Gdańska. Jednak porównywanie tych dwóch przypadków nie ma większego sensu. Sprawa kasy jest znacznie poważniejsza, a problem dotyczy nie tylko jednej instytucji.


W trakcie niejawnego posiedzenia Komisji Finansów Publicznych w parlamencie przedstawiono sytuację w sektorze kas oszczędnościowo-kredytowych oraz szczegóły trwających śledztw dotyczących nadużyć m.in. w SKOK Wołomin. "To co usłyszeliśmy, to Afera Amber Gold dwa" - powiedział w trakcie wczorajszych obrad jeden z posłów SLD. To zdanie z entuzjazmem podchwyciły media – znalazło się w tytułach doniesień z sejmowych kuluarów. Porównanie jest barwne, przykuwa uwagę, ale zupełnie nie oddaje istoty sprawy. To, jak mówią Anglicy, porównywanie jabłek z pomarańczami.
Amber Gold był piramidą finansową, biznesem funkcjonującym w prawnej próżni i wykorzystującym ją skutecznie do ukrycia swojego modelu działania. SKOK Wołomin działał w ramach sektora uregulowanego, a od 2012 roku podlegającego nadzorowi KNF. Mimo tego kasa zarządzana była w sposób, który nie odpowiadał żadnym standardom. O tym, dlaczego tak się stało, zapewne dopiero się dowiemy, chociaż na razie opinii publicznej skąpi się szczegółów.
Wołomin to Amber razy cztery
Powstrzymując się od spekulacji i sięgając wyłącznie do wydarzeń z przeszłości, możemy porównać skalę obu afer. W sprawie Amber Gold doliczono się 18 tys. poszkodowanych. Podejrzani właściciele firmy doprowadzili zdaniem śledczych do „niekorzystnego rozporządzenia mieniem” o wartości 850 mln złotych.
SKOK Wołomin był drugą pod względem wielkości kasą w Polsce. Oszczędności ulokowało w niej 80 tysięcy klientów, a łączna kwota depozytów wynosiła ok. 2,7 mld zł. W momencie ogłoszenia upadłości portfel kredytowy SKOK-u obejmował pożyczki i kredyty o wartości 2,4 mld zł, a przeterminowane należności stanowiły niemal 80 proc. portfela.
Poszkodowanych w przypadku SKOK Wołomin jest czterokrotnie więcej niż w Amber Gold. Słowo poszkodowany należałoby jednak w tym przypadku ująć w cudzysłów – większość nie posiadała tam oszczędności przewyższających kwotę 100 tys. euro. Otrzymali oni zatem, lub otrzymają, zwrot całości wkładów (z odsetkami!) ze środków Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Ten fakt wyjaśnia, dlaczego w mediach afera Amber Gold odbiła się znacznie szerszym echem – klienci upadłych SKOK-ów nie narzekają.
Wszyscy jesteśmy poszkodowanymi
Opinia publiczna nie jest świadoma faktu, że za upadłość SKOK Wołomin, a wcześniej SKOK Wspólnota, zapłaciła w dużej mierze z własnej kieszeni. Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który wypłaca środki deponentom kas, pobiera od banków składki. To obciążenie ukryte jest w cenach usług – rachunków, kart, kredytów. Z około 12 mld zł rezerw na wypłaty dla SKOK-ów wydano już ok. 3 mld zł, a konsekwencją odchudzenia BFG jest wzrost składek dla instytucji finansowych.
Problemy SKOK-ów nie skończą się wraz z upadłością dwóch kas, chociaż możemy mieć nadzieję, że równie dramatycznych wydarzeń już nie będzie. Nadal sytuacja sektora jest trudna. Ponad 40 kas objętych jest postępowaniem naprawczym, a w ciągu ostatnich dwóch lat wszczęto 2 tys. śledztw w sprawie oszustw na szkodę SKOK-ów. Wizerunkowi kas nie pomagają wątpliwości wokół instytucji „wspierających” sektor (SKOK Holding, fundacji).
Kasy miały uzupełnić lukę w ofercie sektora finansowego, dotrzeć do klientów mniej atrakcyjnych dla banków, wspierać lokalne społeczności i grupy zawodowe. W znacznej mierze nie wypełniły tej misji. W branży, gdzie liczy się przede wszystkim zaufanie kilka czarnych owiec może skutecznie zniszczyć wizerunek. SKOK-i właśnie tego boleśnie doświadczają.


























































