Pamiętacie wisielcy, jak analitycy z wielkiej i wszechwładnej Latryny, porównywali to co tu się wyrabia do gry w pieguski?
Stół, krzesła wokół z graczami, parujący, walenie weń otwartą dłonią...
Przegrywał ten, kto miał najwięcej piegusków na twarzy.
Warto tu przytoczyć sztuczkę, którą przypomniał ostatnio nasz zasłużony w szyderze tygrys myszowaty , która w moim mniemaniu pasuje jak ulał do obecnej sytuacji:
Odwróć się tyłem i spuść spodnie ... Czujesz dwa palce w d.?
- No, czuję.
- A popatrz, rączki mam swobodne.