Dewajtis jak zwykle robi dokładnie to, co od lat robi rosyjska propaganda. Bierze kilka prawdziwych faktów, wycina z nich cały kontekst, skleja w jedną emocjonalną papkę i próbuje sprzedać ją jako „najprawdziwszą prawdę”. Tak, UPA ma na sumieniu zbrodnie na Polakach. Tak, część ukraińskiej polityki historycznej jest dla Polaków nie do zaakceptowania. Tylko że z tego w żaden sposób nie wynika, że Zełenski jest odpowiedzialny za Wołyń, że Ukraina chce zabrać Polsce ziemie albo że największym zagrożeniem dla Polski jest dziś Kijów. To już są brednie wyjęte żywcem z kremlowskiego podręcznika.
Najzabawniejsze jest to, że ludzie pokroju Dewajtisa zawsze udają niezależnych patriotów, a potem powtarzają niemal słowo w słowo narrację korzystną wyłącznie dla Rosji. Nie piszą o rosyjskich zbrodniach w Ukrainie, nie piszą o imperializmie Moskwy, nie piszą o tym, kto od stuleci napadał Polskę i niszczył polską państwowość. Cała ich energia idzie w przekonywanie Polaków, że mają nienawidzić Ukraińców. Przypadek? Oczywiście nie.
Rosyjska propaganda od zawsze żerowała na najprostszych emocjach. Nie trafia do ludzi dobrze poinformowanych, tylko do tych, którzy reagują na hasła, urazy i poczucie krzywdy. Dlatego tak chętnie eksploatuje Wołyń. Nie po to, żeby uczcić ofiary, ale po to, żeby skłócić Polaków z Ukraińcami. Dewajtis jest podręcznikowym przykładem działania tej metody. Wrzuca historyczne fakty do jednego worka z insynuacjami, plotkami i polityczną histerią, a potem krzyczy, że mówi samą prawdę.
Nie, Dewajtis. Mówisz półprawdy ułożone tak, żeby służyły określonej narracji. To najstarsza sztuczka propagandysty. Im mniej wiedzy u odbiorcy, tym łatwiej sprzedać mu taką mieszankę. Dlatego rosyjskie przekazy od lat celują właśnie w najbardziej podatne środowiska, gdzie liczą się emocje, a nie fakty. Gdyby naprawdę chodziło ci o pamięć polskich ofiar, rozmawiałbyś o historii. Tobie chodzi o polityczną szczujnię i powielanie przekazu, z którego największą korzyść czerpie Kreml. I to widać w każdym twoim wpisie.