takie porownanie
Mam 54 lata, emerytury nie mam i nie będę mieć, bo nigdy nie pracowałem na etacie. A syn zamiast mi pomóc, doradził, żebym znalazł pracę, bo bardzo potrzebuje mieszkania, które dostałem po rozwodzie i które wynajmuję lokatorom. Syn kompletnie nie myśli o mnie. Doskonale wie, że wynajem mieszkania to moje jedyne źródło dochodu i że w moim wieku nie jest łatwo znaleźć pracę. Ale jego to nie interesuje.
Przyszedł ostatnio i oznajmił, że się żeni. Powiedziałem mu, że teraz ludzie żyją razem na próbę, zanim zdecydują się na ślub. Ale syn nie chce mnie słuchać. Widać, że to jego narzeczona, Agata, go do tego namawia. Uparła się, żeby się pobrali, i tyle. Co więcej, ona sama nie ma pieniędzy – pochodzi z małego miasteczka, studiuje tu w Krakowie, jej rodzice mają jeszcze młodsze dzieci na utrzymaniu. Sama ledwo wiąże koniec z końcem, a mój syn się zakochał.
Nie minęło pół roku od ich poznania, a już złożyli wniosek o ślub. Przygotowania idą pełną parą, a co najgorsze – planują wyrzucić moich lokatorów z mieszkania, żeby w nim zamieszkać. Mam jeszcze jedno mieszkanie na wynajem i z tych dwóch czynszów żyję. Jak mam sobie teraz poradzić?
Oczywiście, że jestem temu przeciwny. Pytam syna – a pomyślałeś o mnie? Jak mam teraz żyć? Emerytury nie mam, pracy znaleźć nie mogę. Ale on zamiast to zrozumieć, mówi, żebym poszedł do pracy – choćby na kasę w sklepie albo jako portier. Mówi, że w wieku 54 lat to jeszcze nie starość.
Wychowywałem go sam po rozwodzie. Jego matka odeszła, bo nie mogła znieść mojego zaangażowania w biznes, moich późnych powrotów i spotkań ze znajomymi. Po rozwodzie sprzedałem nasz dom i kupiłem mieszkanie, które teraz wynajmuję. Całe życie poświęciłem synowi. Uczył się w najlepszych szkołach, a ja zawsze mu pomagałem, z czasem rezygnując nawet z pracy, by być bliżej niego.
Teraz, gdy syn ma 27 lat i dobrą pracę, mógłby wspierać mnie w starości. Tymczasem wszystko się zmieniło, odkąd w jego życiu pojawiła się Agata. Syn nie widzi już nic poza nią. Wszystko, co powie, on robi. Nawet planuje wyrzucić obecnych lokatorów, choć są idealni – spokojni, płacą na czas, dbają o mieszkanie.
Jak to możliwe, że poświęciłem dla niego wszystko, a teraz zostanę bez środków do życia? Jak mam teraz sobie poradzić?
Co o tym myślicie? Czy syn ma prawo tak postępować? Czy rodzic powinien ustąpić, żeby jego dziecko mogło zbudować nowe życie?