Czytając Wasze posty nasuwa mi się kilka uwag.
1. Jakby podpisali umowę, to akcje byłyby od rana kupowane przez tych, co wiedzą.
- będąc inwestorami powinniście wiedzieć, że osoby mające dostęp do informacji poufnych mają zakaz wykorzystywania ich do momentu podania do publicznej wiadomości; nikt świadomie nie będzie narażał się. Padną głosy, że można to zrobić cudzymi rękami. Ale takie manipulacje są stosunkowo łatwe do wykrycia a ryzyko zbyt duże. Tak się nie robi.
2. Martwi niektórych duża ilość akcji na sprzedaży.
- arkusz zleceń jest dynamiczny i w każdej chwili może ulec zmianie; akcji może zarówno przybyć jak i ubyć; to, co widać nie zawsze odpowiada faktycznemu popytowi lub podaży; mogą być ustawiane zlecenia dla zmylenia jak również mogą być zlecenia, których nie widać.
3.Pewność siebie zgubiła już nie jednego na giełdzie. Pewność, dotycząca wzrostów. Jeżeli ktoś działa w drugą stronę, to znaczy sprzedaje z pewnością, że nie urośnie, niczym nie ryzykuje; najwyżej nie zarobi; ale ma też pewność, że nie straci. Ci z fantazją i "mocnymi jajami", jak lubią się nazywać, najczęściej ponoszą sromotne porażki a spektakularne sukcesy trafiają się bardzo rzadko.
4. Nie ulega wątpliwości, że kurs zachowuje się zupełnie inaczej niż przed tygodniem. Wtedy dzień przed planowanym podpisaniem umowy i na początku dnia "zero" była ostra jazda w górę a potem powrót do punktu wyjścia. Można to tłumaczyć na dwa sposoby. Pierwszy to ubieranie pod info. Drugi, okazja do zakupów przez dobrze poinformowanych bez ryzyka wykorzystania informacji poufnej przed jej ogłoszeniem. Która z wersji jest prawdziwa, okaże się może już niedługo.
Podsumowując, ja też nie wiem jak się cała sprawa skończy, ale staram się patrzeć chłodnym okiem, o ile jest to możliwe na giełdzie.