Odsłaniają, jak w Polsce działa Rosja. To samo Kreml robił w Ukrainie.
ABW wymienia, że
w przypadku Polski działania rosyjskich służb specjalnych koncentrowały się na:- "dyskredytowaniu RP na arenie międzynarodowej,
- podważaniu zaufania społeczeństwa do państwa i instytucji,
- budowaniu prorosyjskich narracji,
- podsycaniu nastrojów antyeuropejskich, antysystemowych i antynatowskich,
- polaryzacji i zastraszaniu społeczeństwa,
wykorzystaniu historycznych antagonizmów narodowościowych, głównie w relacjach
polsko-ukraińskich".
https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-odslaniaja-jak-w-polsce-dziala-rosja-to-samo-kreml-robil-w-u,nId,23474183
Po ataku na rafinerię w Permie Zełenski wydał jasny komunikat do Kremla.
Musimy zaprowadzić pokój, a nie biegać po stolicach świata i błagać o przerwę 9 maja.
„Dziś ukraińskie sankcje dalekosiężne powróciły do Permu: ponad 1500 kilometrów od naszej granicy. Ostatnio znaczące rezultaty odnotowano również w Czelabińsku – oddalonym o 1800 kilometrów – i w Jekaterynburgu – oddalonym o prawie 2000 kilometrów” – podkreślił.
Głowa państwa zauważyła, że „skutki ukraińskich rakiet dalekiego zasięgu” odczuwalne są w obwodach noworosyjskim, krymskim, tuapse oraz w obwodach samarskim i niżnonowogrodzkim.
Zełenski podkreślił, że Kreml może zatrzymać wojnę każdego dnia – nie na kilka godzin, „aby uzyskać od nas pozwolenie na zorganizowanie parady w Moskwie”, ale po to, by ratować ludzkie życie.
„Musimy cenić ludzi, a nie parady. Musimy budować pokój, a nie biegać po stolicach świata, błagając o przerwę 9 maja. Pokój jest potrzebny. Dziękuję wszystkim, którzy pomagają Rosji to zrozumieć” – oświadczył prezydent Ukrainy.
Zauważył, że Ukraina wielokrotnie proponowała Rosji podjęcie kroków na rzecz pokoju, lecz w odpowiedzi spotkała się z nowymi atakami.
„Właśnie dlatego długoterminowe sankcje Ukrainy przesuwają się w stronę odległych rosyjskich lokalizacji, powiązanych z rosyjskim przemysłem zbrojeniowym, infrastrukturą wojenną i finansowaniem agresji” – podkreślił Zełenski.
Propaganda Kremla będzie wyglądać żałośnie.
Rosyjski dyktator Putin jest zmuszony przeprowadzić główną akcję propagandową Kremla niemal całkowicie samotnie, a także znacząco zmienić jej format ze względu na konsekwencje wojny rozpętanej przeciwko Ukrainie.
Sprawa dotyczy parady wojskowej 9 maja, w której z roku na rok uczestniczy coraz mniej zagranicznych przywódców. Nawet tak zwani „przyjaciele” Putina ignorują teraz to wydarzenie. Na przykład premier Słowacji
Robert Fico zamierza odwiedzić Moskwę, ale odmówił udziału w samej paradzie wojskowej.
Prezydent Serbii
Aleksandar Vučić , który osobiście uczestniczył w paradzie w 2025 roku, nie potwierdził jeszcze zamiaru odwiedzenia stolicy Rosji. Pod koniec kwietnia oświadczył, że rozważa możliwość wizyty, ale 6 maja ograniczył się do depeszy gratulacyjnej przekazanej kanałami dyplomatycznymi.
Węgry, które wcześniej unikały udziału w paradach w Moskwie, również nie są licznie reprezentowane w 2026 roku, zwłaszcza że premier
Viktor Orbán, lojalny wobec Kremla , ma zaledwie kilka dni do końca urzędowania. Na szczególną uwagę zasługuje brak potwierdzenia wizyty chińskiego przywódcy
Xi Jinpinga . W 2025 roku był on głównym zagranicznym gościem parady. W tym roku jednak oficjalne informacje o jego wizycie pojawiły się dopiero na kilka dni przed 9 maja.
Biuro prasowe Łukaszenki poinformowało o chęci wzięcia udziału w paradzie po rozmowie dyktatora z Putinem 12 kwietnia.
Rosyjskie elity nie uważają już tej wojny za „swoją”.
Wśród rosyjskiej elity politycznej i biznesowej narasta poczucie impasu i niepewności co do przyszłości kraju i samego Putina. Zmiany te są widoczne nie tyle w publicznych wypowiedziach, co w nastrojach panujących w systemie władzy.
Według publikacji, wysocy rangą urzędnicy, gubernatorzy i przedstawiciele wielkiego biznesu coraz bardziej dystansują się od decyzji Kremla i samego Putina. Jeszcze rok temu wielu przedstawicieli elit postrzegało wojnę z Ukrainą jako wspólną sprawę państwa i liczyło na szybkie zakończenie konfliktu, teraz jednak nazywają to, co się dzieje, „swoją” wojną, a nie „naszą”.
Ta zmiana retoryki odzwierciedla głębszy proces: stopniową utratę przez Putina poparcia wewnętrznego wśród tych, którzy przez lata zapewniali stabilność systemu. Elity coraz częściej postrzegają to, co się dzieje, jako osobisty projekt prezydenta, którego konsekwencje stają się nieprzewidywalne dla całego kraju.
W obliczu przedłużającej się wojny, presji gospodarczej i międzynarodowej izolacji, w rosyjskich kręgach rządzących narasta niepokój związany z brakiem jasnej przyszłości. Tymczasem większość przedstawicieli systemu nadal publicznie demonstruje lojalność wobec Kremla.
Analitycy uważają, że takie wewnętrzne dystansowanie się może stać się jednym z najniebezpieczniejszych sygnałów dla rosyjskiego rządu, gdyż systemy polityczne często zaczynają słabnąć właśnie wtedy, gdy elity przestają czuć się częścią wspólnego projektu.