Gargamel wieszczy: „Będzie krwawo, czerwono,
spółka runie — to pewne, już zyski stracono!”
A tu dzień wcześniej wystrzał, zielono aż miło,
a dziś tylko minus jeden… ledwo tyle uwalono.
Siedzi biedak nad wykresem, przeciera okulary,
„Gdzie te spadki? Gdzie dramat? Gdzie moje koszmary?”
Rynek mrugnął okiem, zrobił psikusa małego —
zamiast krachu… korekta rozmiaru malutkiego.
Morał z tego prosty, choć brzmi trochę banalnie:
kto krzyczy „będzie armagedon!”, niech patrzy uważnie