Pracowałam w tej firmie niespełna pół roku, sprzedawałam polisy 4 mies. Więc pewnie przez mojego przedmówcę zostałabym zaliczona do grupy tych, którzy się nie nadawali do tej roboty ;-)). Ale to bez znaczenia - sprzedaż polis nigdy nie była moim nadrzędnym marzeniem ;-).
Nie byłam dobrym sprzedawcą, bo nie "wyrabiałam kryteriów" (tak to się nazywa), ale miałam plany i czułam, że się rozkręcam, że mogłabym dawać z siebie więcej i jestem na dobrej drodze do lepszej sprzedaży. Wiele razy słyszałam, że mam świetne predyspozycje, super umawiam spotkania, etc. Sama wiem, że potrafię budować dobre relacje z ludźmi i na tym głównie się skupiałam. Ponieważ czułam, że jak zdobędę szczerze czyjeś zaufanie to i tak w przyszłości zaprocentuje to dla mnie i dla firmy. Nawet, jeśli ktoś miałby nie kupić ode mnie ubezpieczenia od razu. Być może jednak zachęciłby innych ze swego otoczenia do takiego kroku.
Niestety mimo wszystko niedawno zakończyła się moja współpraca z Pramericą, bo usłyszałam, że nie nadaję się do tej pracy :-)). Uważam i spokojnie mogę to powiedzieć, że life plannerzy, czyli agenci tam pracujący (przynajmniej w moim oddziale) to naprawdę w porządku ludzie. Sympatyczni, z poczuciem humoru i potrafiący okiełznać ten cały moloch z jego zarządcami na czele do tego stopnia, że spokojnie robią swoje za "fajne" pieniądze.
Jest jednak jeszcze dyrektor i kadra kierownicza (i to niestety jest porażka), w której zasiadają zalęknione o swoje stanowiska 45-ki w głównej mierze (wiadomo, że w Polsce znaleźć kobiecie przyzwoitą pracę przed 50-ką nie jest zbyt łatwo...), pochodzące z jakichś podwarszawskich prowincji i gotowe tych swoich kierowniczych stanowisk bronić za wszelką cenę, "po trupach".
Według mnie smutna prawda jest taka, że mając dość pracy agenta, a nie chcąc rozstawać się z nabrzmiałym cycem jakim jest Pramerica i przyzwoite zarobki, jakie proponuje swoim podopiecznym, wkroczyli na ścieżkę "kariery na stanowisku kierowniczym", do której w przeważającej mierze nie posiadają talentów. Nie mam na myśli wszystkich - to oczywiste. Ale jest tam kilka zakompleksionych bab, które nie mają pojęcia o zarządzaniu ludźmi i kompensują sobie własne braki i niedostatki zajmowanym stanowiskiem (jak do niego doszły, nie wnikam) oraz kosztem podwładnego LP.
Niby szukają do tej pracy ludzi niezależnych i wolno myślących, a potem rozliczają cię z każdej minuty, której nie poświęcasz na ślęczenie w kiepsko urządzonym biurze i to bez specjalnego powodu (spotkania można umawiać i w samochodzie), w którym najmniej masz ochotę spędzać czas. Bylebyś był. Usłyszałam, na przykład pretensje, że miałam czelność spać o 20.00, podczas gdy moja przełożona była o tej porze w biurze. Ha! Zdarzyło się. Wcześniej miałam okazję zauważyć, że moja pani kierownik nie lubi się przepracowywać i nawet na spotkania, które umawiałam na późniejsze godziny, a na które na początku jeździ się z kierownikiem, nie chciało jej się jeździć.
Że wspomnę jeszcze o tym, że rozliczają cię z każdego miesiąca, ale przez pierwszy miesiąc to właśnie twój kierownik ma ci pokazać jak sprzedawać polisy i niestety moja pani zdołała podpisać ledwie jeden wniosek. Ale potem to za mną się ciągnęło, że miałam kiepski początek. Tylko czyja to zasługa, pytam. W ogóle nasłuchałam się, ile to we mnie włożono pieniędzy (chrum chrum, czuję się jak świnka skarbonka ;-)), wysiłku i potu. Bez przerwy też wypominała mi moja, pożal się boże szefowa, jak to woziła mnie do klientów swoim samochodem. Nawet wtedy gdy już od kilku miesięcy jeździłam własnym samochodem, który kupiłam specjalnie z uwagi na wykonywaną pracę.
Myślę, że firma jako taka nie jest zła. Niestety tworzą ją różni ludzie i to po nich przede wszystkim pozostaje niesmak. Z takim brakiem klasy i szacunku przy rozwiązywaniu umowy nie spotkałam się nigdy wcześniej w żadnej innej firmie. Najsmutniejsze jest to, że naprawdę starałam się lojalnie reprezentować ten koncern. Nie kombinowałam, nie robiłam żadnych przekrętów, ale to przełożyło się na moją produktywność. Potrzebując więcej czasu na zbudowanie podstaw do "swojego", jak to oni lubią podkreślać, interesu, raczej nie masz tam czego szukać. Nie polecam!