Miłościwy Panie Brzęczyszczykiewiczu!
Wieść ślę ku Waszmości, niestety my w kołchozie teraz tkwim, a oto pan mój, człek srogiego serca batem mię zdzielił, że krew gorąca powieki me zalepiła, a świat z oczu mych precz uszedł i dostrzec dalszej rzeczy co do kursu naszej łajby nic nie zdołam.
Nie lękam się jednak, bo jeno serca mi ostaje, a ono to powiada, że jakkolwiek los się wije i zło panoszy, jeno dobry wynik zatriumfuje. Więc, jeśli chodzi o zasadę podstawową, dusza moja jest w zaufaniu.
Wasz uniżony i w pokorze trwający sąsiad Joskojewicz