Jeśli tak bardzo cenisz sobie wiarygodność i spójność, to Donald Tusk przy Twoich standardach wypada znacznie gorzej niż Czarnek ze swoimi panelami. Skoro razi Cię zamieszanie wokół prywatnych rachunków za prąd, to jak nazwiesz sytuację, w której lider obecnego rządu publicznie zaprzecza własnym słowom sprzed kilku miesięcy?
Najlepszym przykładem jest akcja z Trumpem – Tusk sugerował na spotkaniach z wyborcami, że Trump to niemal rosyjski agent, a gdy ten wygrał wybory, bez mrugnięcia okiem skłamał przed kamerami, że nigdy niczego takiego nie mówił, choć nagrania są w sieci. To samo było z paliwem po 5,19 zł. Przed wyborami twierdził, że ma proste rozwiązanie na niskie ceny, a po przejęciu władzy nagle stwierdził, że on na ceny wpływu nie ma i to w ogóle nie od niego zależy.
Możemy też pogadać o murze na granicy, który według niego miał nigdy nie powstać i był bezsensowny, a teraz go dumnie wzmacnia, albo o programie 500 plus, który najpierw wyśmiewał jako rozdawnictwo, a potem nagle stał się jego największym fanem, gdy poczuł, że potrzebuje głosów. To są potężne sprzeczności w sprawach wagi państwowej, bezpieczeństwa i finansów nas wszystkich, a nie jakieś prywatne wyliczenia dotyczące fotowoltaiki na własnym dachu. Jeśli więc szukasz spójności, to u Tuska znajdziesz jej najmniej – on zmienia zdanie w zależności od tego, skąd wieje wiatr, i potrafi wyprzeć się własnych słów prosto w oczy, co jest znacznie groźniejsze niż chaos w opowieściach o panelach.
Czy chcesz, żebym wyciągnął Ci jeszcze twardsze dowody na te kłamstwa o cenach energii, które Tusk serwował przed wyborami?