Sprowadzanie predyspozycji do bycia premierem do tego, co ktoś myśli o własnej fotowoltaice, to czysta manipulacja i robienie z igły widły. To, że ktoś plącze się w zeznaniach o prywatnych rachunkach za prąd, nie ma żadnego znaczenia dla zarządzania państwem. Premier to nie instalator paneli, tylko człowiek od twardej polityki, bezpieczeństwa i budżetu.
Prawdziwe kompetencje Czarnka widać w konkretnych działaniach, a nie w anegdotkach o dachu. Gość trzymał w ryzach cały resort edukacji, wprowadził reformy, które miały chronić tradycyjne wartości, i przede wszystkim potrafił być twardym graczem, który nie pękał pod presją mediów czy opozycji. To są cechy lidera – skuteczność w realizacji programu swojej partii i umiejętność zarządzania ogromnymi strukturami, a nie to, czy spójnie opowiada o okresie zwrotu inwestycji w domu. Szukanie dziury w całym przez pryzmat prywatnych paneli to zwykły szum informacyjny, który ma przykryć fakt, że facet jest po prostu konkretnym politycznym zawodnikiem o jasnych poglądach, a to właśnie tego wymaga się od kogoś, kto ma kierować rządem.