Ja bym do tego dodał jeszcze jeden fakt. Otóż Orlen jest ogromną korporacją, nieprzypadkowo nazywaną gigantem, o niezmierzonym budzecie i srodkach. Nie może być tak, że taki zawodnik, ewidentnie wagi superciężkiej, wybiera sobie za przeciwnika szczupłego akcjonariusza fizycznego i go wali po ryju co pewien czas pytając czy juz starczy. Jakas odpowiedzialność społeczna na Orlenie jednak spoczywa, zwłaszcza ze jest w dużej mierze własnoscia państwa czyli nas wszystkich. Innymi słowy nawet jesli jego ciosy nie byłyby poniżej pasa to etycznie zachowania spółki są nie do obrony. A zatem obecne zaproszenie to nie jest element finezyjnej gry negocjacyjnej tylko kolejnym faulem bo przeciwnik nie jest zawodowym bokserem tylko kupił bilet i usiadł na widowni licząc na interesujące widowisko, tymczasem został wciągnięty do walki i stał się zupełnie nieoczekiwanie wielkim wyzwaniem na drodze do energetycznerj wolności kraju..