Szanowna Pani
Wywołany do tablicy muszę odpowiedzieć na Pani wątpliwości. Sprawa z punktu widzenia akcjonariusza jakim jestem wygląda po które tak, że pan Karol powołany został na zaszczytne stanowisko wiceprezesa by reprezentować interesy wszystkich akcjonariuszy (a nie tylko swojego taty lub swoje). W związku z tym wzrost wartości firmy odzwierciedlony także w cenie jej akcji (czy w wypłacie dywidendy) jest sprawą oczywistą, naturalną i chyba dla zdrowo myślącego nie podlegającą dyskusji. Jeśli więc pan wiceprezes dziwi się że rośnie kurs akcji firmy, którą reprezentuje, po wcześniejszym krachu to co można o nim sądzić? Aten wzrost powinien być przecież pochodną efektów jego wytężonej pracy. To albo z panem prezesem jest coś nie tak, albo robi jakiś interes którego ja nie rozumiem.
Dobrym zwyczajem przy każdym raporcie rocznym jest list do akcjonariuszy, w którym w kilku słowach zarząd odnosi się do kursu akcji. Troska o jego wzrost jest znacznikiem zainteresowania akcjonariuszami (to taki mój bardzo dobry wskaźnik). W WFM jest chyba odwrotnie?! Chyba, że się mylę. A pan Karol za tą swoja krecią robotę bierze 25 tys. miesięcznie (o gratyfikacji w postaci akcji Bioenergii nie wspomnę). Wygadując takie głupoty powinien się najdelikatniej mówiąc wstydzić, a tu jeszcze są tego obrońcy.
Ale może tu jest przypadek Marconich z Polcoloritu gdzie mama podejrzewała syna Prezesa o różne niecne sprawy.