Chwalił to za dużo powiedziane. Od tamtych wypowiedzi zmieniły się szczegóły operacyjne wdrażania programu SAFE.
Wcześniej postrzegał on SAFE jako dodatkowe źródło finansowania, które miało uzupełniać polskie zakupy. Nie znając kwot, terminów i innych szczegółów, które pojawiły się już po jego tamtych wypowiedziach.
Teraz twierdzi, że program stał się narzędziem budowy "autonomii strategicznej Europy", co w jego ocenie odbywa się kosztem relacji z USA. Błaszczak argumentuje, że priorytetem SAFE stało się kupowanie sprzętu europejskiego (głównie niemieckiego i francuskiego), co uderza w polskie kontrakty na amerykańskie Abramsy czy systemy HIMARS.
Wcześniej zakładano, że polskie firmy (PGZ) będą beneficjentami kontraktów w ramach SAFE.
Teraz Błaszczak podnosi, że kryteria przetargowe wewnątrz SAFE są tak skonstruowane, że polskie firmy są z nich wykluczane na rzecz potężniejszych koncernów z Europy Zachodniej. Twierdzi, że jako minister miał obietnice, które nie zostały dotrzymane.
Wcześniej liczono na dużą swobodę państw członkowskich w dysponowaniu środkami.
Teraz były minister krytykuje fakt, że ostateczne decyzje o tym, na co idą pieniądze, zapadają w Brukseli (pod silnym wpływem Berlina i Paryża). Według niego, gdy chwalił projekt w 2025 roku, mechanizm ten miał być "pomocowy", a stał się "sterujący".